Strona główna Bez kategorii Piękniejszy świat Beaty: Filcowego zeszytu nie będzie

Piękniejszy świat Beaty: Filcowego zeszytu nie będzie

0

Obudziły mnie ostatnio niepokojące dźwięki dochodzące z okolic kuchni – ten znany, swojski harmider,  jaki powstaje podczas rozładowywania zmywarki: skrzypnięcie drucianej szuflady i brzdęk porcelanowych naczyń. 

Zeszyty

Wpadłam w niemały popłoch oceniwszy, że w mieszkaniu jest nas, tak samo jak było wczoraj wieczorem, tylko dwie. Popłoch wynikał zaś stąd, że skoro ja leżałam jeszcze w łóżku, to zmywarką zajmować się musiała Oliśka. A Ona ten sprzęt raczej omija z daleka. I tak cud, że w ogóle rejestruje jej obecność w naszej kuchni.

 Tak więc albo coś chce, albo coś przeskrobała – nawinęły mi się tylko te dwie możliwości. No chyba żeby z własnej inicjatywy zechciała pomóc mi w prostych domowych czynnościach… Ktoś jej podsunął pomysł? Wjechał na ambicję?  Jakieś nowe wyzwanie na fejsie? Zwykła ludzka empatia? Pierwszy przebłysk kobiecej dojrzałości? Miliony myśli na sekundę…

 No, nie mogę sobie pozwolić, aby popadać w paranoję z powodu ekwilibrystyk własnej wyobraźni. Idę więc do tej kuchni z duszą na ramieniu. Idę… idę… i idę… A korytarz zdaje się wydłużać bardziej niż w tej słynnej scenie w tym horrorze o domu na cmentarzysku. I o mało co ducha nie oddam Najświętszej Mateńce, bo odgłosy zmywarkowo-naczyniowe nie cichną, a wręcz się nasilają. I myślę sobie pokonując ten hiperdługaśny korytarz, że  jeśli to był ze strony Oliśki akt związany z partycypacją w domowych obowiązkach, dam jej w nagrodę jeden z tych filcowych zeszytów, które zrobiłam dopiero co do sklepu. Modne są ostatnio. Rozchwytywane nawet.  Niech ma za ten trud. Oceniając bilans zysków i strat dochodzę do konkluzji, że to może się opłacać.

 Dopadam więc w końcu to dziewczę w tej kuchni, a ona…

 miseczki w zmywarce szuka. Do jogurtu. Skończyły się w szafce.

 Uff! W sumie to nawet lepiej, bo rzeczywistość nawet jak okazuje się do kitu, to jednak jest taka swojska, mało drapieżna, niewymagająca. Tylko ten brzdęk naczyń tak zbił mnie z tropu. Opuszczając kuchnię powiedziałam, że niestety, ale nici z filcowego zeszytu. Miałam dać, ale się wobec powyższego rozmyśliłam.

 – I dobrze – skwitowała Oliśka. – Takich zeszytów do szkoły się nie nosi. I zamachała mi przed oczami brulionem z przesłodkim misiaczkiem, któremu dorysowała długopisem wampirze zęby, pozszywane blizny i opaskę na oku.

Beata Norbert

Po piękne drobiazgi Beaty zapraszamy do sklepu na  atrillo.pl