Strona główna 0_Slider Wrzucony do studzienki pies już nie żył? Prokuratura prowadzi postępowanie

Wrzucony do studzienki pies już nie żył? Prokuratura prowadzi postępowanie

0

Jak informowaliśmy 5 stycznia, Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt interweniował w Żarowie w sprawie zawiadomienia o utopionej na terenie ogrodów działkowych suczce. Pies miał żyć. Prokurator rejonowy informuje, że zwłoki suki w studzience znaleziono już w listopadzie, a sekcja zwłok wykazała śmierć z powodu nowotworu. Sąsiedzi właścicielki twierdzą, że suka jeszcze w grudniu żyła.

Fot. DIOZ

Nagranie wraz z opisem sytuacji  inspektorzy Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt zamieścili na fanpage’u organizacji 5 stycznia około 16.30. – Byliśmy w trójkę, z moim synem i synową. Becia chorowała. Ty mi się jej kazałeś pozbyć – mówi kobieta do syna w nagranej rozmowie telefonicznej. Nagranie zostało wykonane na terenie ogrodów działkowych, kobieta wskazała, gdzie znajduje się studzienka. Wezwani na pomoc strażacy wypompowali wodę, ale zwłok suczki nie znaleziono.

Prokurator rejonowy w Świdnicy Marek Rusin informuje, że w sprawie martwego psa ze studni prowadzone jest postępowanie już od listopada. – 10 listopada mężczyzna wszedł na działki i chciał sprawdzić poziom wody w publicznie dostępnej studni. Zdjął drewnianą pokrywę, zajrzał do środka i tam zauważył zwłoki psa. Powiadomił policję. Policjanci przyjechali na miejsce zdarzenia. Zwłoki zostały wyłowione, przeprowadzono oględziny. 12 listopada w tym zakresie wszczęto dochodzenie w sprawie zabicia psa. 12 listopada powołany został również biegły weterynarz w celu przeprowadzenia sekcję zwłok i oględziny zewnętrzne. Ustaliliśmy, że jest to pies – suka rasy mieszanej, w wieku około 10 lat – informuje prokurator. – Nie była czipowana, dlatego na tym etapie właściciela nie ustaliliśmy. Przeprowadzono też sekcję, bowiem okoliczności wskazywały, że pies został utopiony. Sekcja wykazała jednak, że zwierzę zdechło z powodu przewlekłego procesu nowotworowego obejmującego wątrobę. Zwierzę było wychudzone. Dowody które dotychczas zebraliśmy w żaden sposób nie wskazują, że pies został zabity. Zmarł w wyniku zmian chorobowych. Więc nie ma dowodów na to, aby ktokolwiek tego pieska utopił.

– Ponieważ ujawniła się właścicielka, będziemy wykonywać dalsze czynności już nie w kwestii zabicia tego psa. Będziemy ustalali, czy przypadkiem nie doszło do zaniedbań ze strony właściciela. Pies był wychudzony, co mogło został spowodowane niewłaściwym dbaniem o tego zwierzaka albo zmianami chorobowymi. Stąd też dalsze czynności będą zmierzały właśnie do ustalenia tego, czy nie doszło do zaniedbań ze strony właściciela – w szczególności, czy właściciel wiedział o tej chorobie, a jeżeli wiedział, to czy pies korzystał z pomocy weterynaryjnej i jak często, ewentualnie jak długo ten proces chorobowy trwał – dodaje Marek Rusin.

Sąsiedzi są jednak przekonani, że słyszeli suczkę jeszcze w grudniu. W mieszkaniu na pewno znajdował się drugi pies.

  – Skrajnie zaniedbana psina, po której ciele biegała ogromna ilość pasożytów. Niestety to nie koniec problemów cierpiącej istoty, z jej odbytu wychodzą duże ilości robactwa, a z uszu cieknie ropa i wydobywa się niewyobrażalny odór. Ale największym problemem tego stworzenia jest bardzo poważne, ropne zapalenie macicy – opisywali w kolejnym poście inspektorzy. Odebrana suczka wymaga operacji.

/asz/