Strona główna 0_Slider Prawie 22 tony przysmaków dla leśnej zwierzyny

Prawie 22 tony przysmaków dla leśnej zwierzyny [FOTO]

41

Nadleśnictwo Świdnica po raz kolejny odnotowało rekordową zbiórkę karmy dla leśnej zwierzyny. Szkoły, przedszkola i inne zaangażowane w akcję placówki zebrały ponad 13 ton kasztanów i blisko 9 ton żołędzi. Takie zapasy pomogą przetrwać dzikim zwierzętom, gdy nastanie sroga zima i dostęp do pożywienia będzie utrudniony.

Podobnie jak w poprzednich latach zbiórka cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. W tegorocznej szóstej już edycji wzięło udział aż 35 placówek oświatowych w większości z terenu powiatu świdnickiego, ale też z dzierżoniowskiego. Zaangażowanym w akcję jednostkom w tym roku udało się zebrać prawie 22 tony zapasów dla leśnej zwierzyny, w tym 13 586 kg kasztanów i 8190,5 kg żołędzi. To rekordowy wynik inicjatywy świdnickiego nadleśnictwa.

Dziękujemy wszystkim za włączenie się do przedsięwzięcia. Dziękujemy za ogromne zaangażowanie dzieci z przedszkoli i żłobków, uczniów szkół podstawowych, podopiecznych placówek specjalnych i ośrodków wychowawczych, nauczycieli, opiekunów i rodziców. Uzbierana karma zostanie wywieziona do lasu w okresie, kiedy zwierzęta będą jej najbardziej potrzebować – mówi Monika Drozdowska z Nadleśnictwa Świdnica.

Za każdy kilogram przysmaku dla dzikich zwierząt Nadleśnictwo Świdnica wypłacało 0,40 gr za kasztany i 0,70 gr za żołędzie. Wartość wszystkich przekazanych w tym roku zapasów dla zwierząt wyniosła w sumie 10 130,7 zł. By wziąć udział w akcji należało zebrać co najmniej 50 kg kasztanów lub 50 kg żołędzi i dostarczyć je do siedziby nadleśnictwa w workach o pojemności co najmniej 25 kg.

Najwięcej karmy udało się po raz kolejny zebrać Szkole Podstawowej w Marcinowicach (1860 kg kasztanów i 1550 kg żołędzi). Imponujące wyniki osiągnęły również Szkoła Podstawowa im. Jana Pawła II w Łagiewnikach (750 kg kasztanów i 1690 kg żołędzi) oraz Szkoła Podstawowa im. Marii Konopnickiej w Jaworzynie Śląskiej (1400 kg kasztanów i 350 kg żołędzi). Uzbierane przez placówki fundusze przeznaczone zostaną np. na dofinansowanie wycieczek lub pomoce naukowe dla uczniów. Sama zaś karma stanowić będzie wartościowy pokarmem dla wielu gatunków leśnych zwierząt.

Od lat organizowana inicjatywa ma zachęcać do ekologicznych zachowań, uwrażliwiać na potrzeby zwierząt, ale też uczyć oszczędnego gospodarowania zasobami przyrody. Pomoc w postaci kasztanów i żołędzi jest niezwykle ważna – szczególnie w okresie srogich zim. – Obecnie cały zbiór jest zgromadzony na naszej szkółce leśnej w Bojanicach i stamtąd będzie sukcesywnie wywożony do lasu. O tym kiedy to nastąpi zdecyduje oczywiście aura. Największa część zapasów trafi do zwierzyny w okresie największego jej zapotrzebowania na składniki odżywcze. Będzie ona potrzebna m.in. w okresie silnych mrozów, gdy pokrywa śniegu stanie się zbyt duża, żeby zwierzęta mogły dostać się do ziemi lub w sytuacji zbyt długiej zimy. Taka karma to wysokoenergetyczny posiłek, dodatkowy zastrzyk energii dla zwierząt – dodaje Monika Drozdowska.

Za zaangażowanie w akcję każda placówka od Nadleśnictwa Świdnica otrzymała też „imienne” podziękowanie.

/Tekst: Agnieszka Nowicka/
/Zdjęcia: Leśniczy Dariusz Malinowski – Szkółka Leśna Bojanice/

  • Majkel

    Zwierzątka będą się cieszyły z kasztanków. Zwłaszcza tuż przed polowaniem w najbliższy weekend …

    • Siostra Bernadetka

      Zgadza się.
      Wyjaśniam.
      Zwierzęta są dokarmianie po to żeby były nadwyżki do odstrzałów. Natura zimą zabijała najsłabsze osobniki a myśliwy zabija najładniejsze.

      • Mieszkaniec

        Zwierzęta zimą szukają pożywienia w lesie, niszcząc młode zasadzenia i na polu niszcząc rolnikom uprawy. Dokarmianie zmniejsza te straty, zatrzymując zwierzynę w lesie.

        • Siostra Bernadetka

          Starczy nie dokarmiać i problem się sam rozwiąże.

          • Mieszkaniec

            Się nie rozwiąże ,bo znajdą sobie inne pożywienie, np. u rolnika na polu. No chyba że będziesz pilnować upraw przez całą zimę 24h/dobę

          • Pepe Reina

            O tak, na polu u rolnika zimą jest tyyyyle upraw do zniszczenia…

          • Mieszkaniec

            Gdybyś raz na jakiś czas wyrwał się na spacer,to może byś zobaczył oziminy, np. rzepak, Pójdź na spacer, świeże powietrze nie szkodzi;)

          • nmisiek

            Kurcze, zbierali, dokarmiali, a jak jeżdżę to zawsze widzę sarny pasące się na polach. I to gdy zima jest taka jak dziś (wczoraj widziałem pod Stanowicami). Znaczy się maja w d… myśliwskie żarło. Słusznie wyżej prawią, że to dokarmianie to dla odstrzału. Natura sama poradzi sobie z nadwyżką głodnej zwierzyny. Owszem, dziś dziki “przeorają” pole ale jutro padną z głodu. I skubańce mają instynkt, że jak papu mało to i mało potomstwa. Zatem jak ich dokarmiasz to się mnożą, jak króliki.
            Czyli jedyna rada to zostawić ich samych sobie. Zapewniam, że za lat kilka wszystko się wyrówna.

          • Mieszkaniec

            Zapomniałeś o wilkach, ale powiedz co ma zrobić rolnik,który dba, choduje cielaki, owce zdrowo i eko na pastwisku a wilki wpadną na ucztę. Dostanie jakieś marne odszkodowanie ale co ma dalej robić jak wilki wolą łatwą zdobycz? W przyrodzie nie ma łatwych rozwiązań, tylko ciągłe kompromisy lub spory.
            Dzikie zwierzęta to nie tylko sarny, które dla bezpieczeństwa zbierają się na otwartym polu. Są jeszcze np. jelenie i tak np.100 szt. potrafi niezły bałagan zrobić w uprawach, część zje, resztę zniszczą. A dziki okres godowy mają na jesień, kiedy kukurydzy mają pod dostatkiem (i to jest główną przuczyna rosnacej ich populacji).

          • nmisiek

            Nie wiem o co chodzi z wilkami, ale wszyscy ponosimy jakieś ryzyko – kierowca, jadąc może ulec wypadkowi, właściciel czegoś może to stracić przez np. pożar, klęskę żywiołową itd, itp. I dlatego ubezpiecza się od wszelkich nieszczęść. A jeśli nie to ryzykuje utratę części lub wszystkiego. Rolnik też może się ubezpieczyć. Jak kierowca, jak właściciel, jak przedsiębiorca, jak inni.
            Kompromis. Tylko dlaczego zawsze w tym kompromisie traci przyroda? Był las i jego okolice, gdzie dziki zwierz miał swoje żerowiska. Przyszli ludzie i zabrali – łąki wokół lasów i sam las. Co zatem jest kompromisem dla zwierząt? I wiemy, że nie ma konieczności uprawy wszystkich ziem rolnych, że nawet są dopłaty unijne do tych gruntów, które leżą odłogiem.
            100 jeleni to nie widać w tych okolicach. Nawet 50 nie znajdziesz.
            Co do dzików i kukurydzy. Przypadek. Bo kukurydzę uprawia się w Polsce od niedawna, pochodzi z Meksyku. Co zatem żarły przed odkryciem Ameryki? A dzików dawniej było wiele więcej niż dzisiaj. I wiedz, że i dziki i i inna zwierzyna mają instynkt, który pozwala im “przewidzieć” pewne sytuacje. Jeśli zatem rok w rok są dokarmiane, to zapisują to jako dobry okres do rozmnażania. Nie dobrobyt w dniu parzenia lecz ten w okresie przyjścia na świat młodych ma znaczenie. Zwierzęta potrafią to przewidzieć. I np. poronić, porzucić, a nawet zabić młode.
            Skoro jednak jesteś zwolennikiem dokarmiania rozumiem, że nie kłopotasz się z ich zabijaniem za kilka miesięcy. Może zatem lepiej zabić je dzisiaj? Po co dokarmiać, po co chronić pola wiosną i latem? Przetrzebić lasy i po kłopocie. Ziemia da plony obfite i rolnik będzie zadowolony. “Czyńcie sobie ziemię poddaną”.

          • Mieszkaniec

            W części masz rację, ludzie budują już osiedla pod lasem, grodzą wszystko i chcą coraz więcej. Ale świata tak łatwo się nie zmieni. Większość chcę żyć wygodniej i dostatnie, a to prawie zawsze jest kosztem przyrody.
            Co do wilka, to naturalny regulator populacji zwierząt. Fakt zwierzęta gospodarskie należy chronić i zabezpieczać przed atakiem wilków ale z pewnością nie da sie w 100%. Populacja dzika w ostatnich latach rośnie wraz ze wzrostem areału upraw kukurydzy. Nie wiem do jakich czasów się odnosisz, że kiedyś dzików było więcej? Chyba, że Mieszka I z tym, że w tedy i lasów było znacznie więcej. Co do jeleni jest ich z pewnością więcej niż uważasz. Jak chcesz wiedzieć ile ich jest, to zapytaj w nadleśnictwie ( mają szacunkowe dane). Pytasz się, czemu chronić, dokarmiać? Bo są ważnym elementem ekosystemu. Chcialbym, by moje dzieci mogły oglądać zwierzęta w ich naturalnym środowisku. Podziwiać i poznawać otaczającą nas przyrodę ( w nie gorszym stanie niż dziś).Nie można ot tak po prostu zlikwidować. Zresztą, kto miałby to zrobić? Myśliwi? Świadomie np.zastrzelić ciężarną albo matkę prowadzącą młode? Nie znam nikogo takiego. Mieso? Lubimy je jeść, to bynajmniej jest zdrowe i “prawdziwe” Nie jest faszerowane antybiotykami i sterydami. Nie są karmione granulatem z padłych sztuk i innymi odpadami. Nie łowi się przemysłowo ryb, by zrobić pasze. Zwierzęta są częścią ekosystemu, wyżywią się w lesie i u rolnika na polu ale ich populacja musi być kontrolowana. Przyroda jest dla ludzi i ludzie też o nią dbają.

          • nmisiek

            Nazywaj rzeczy po imieniu – kontrola populacji zwierząt to ich zabijanie. Zabijanie dla samego zabicia. Nie dla mięsa, nie ze strachu.
            Tak, zwierzęta wyżywią się same. Nie trzeba im pomagać. Zimą, gdy trudne warunki, osobniki słabsze, padną z głodu. Owszem, w pierwszych latach zdewastują uprawy, potem, gdy będzie ich znaczenie mniej, mniejsze będą straty.
            Kukurydzę sprowadzono do Europy w XVI, XIII wieku. Wcześniej jej nie znano, a dziki były i się rozmnażały. Nie wchodziły w szkodę bo miały do dyspozycji odpowiednią ilość terenów wolną od upraw. To rolnicy odeszli pod las, nie dziki pod pola. Nie ma już tej wolnej strefy łąk pomiędzy lasem, a polem uprawnych. Zatem gdzie dziki mają žerować? A nie ma potrzeby, by każda piędź ziemi była zagospodarowana.

          • Mieszkaniec

            Kontrola, to również dbanie o ich zdrowie, stąd pewnie inicjatywa Nadleśnictwa LP, by zrobić akcję. Między innymi LP ustala ilość zwierzyny jaką należny pozyskać ( odsyrzelić). LP wraz z myśliwymi dbają o ich populacje ilościową oraz jakościową.
            Ciekaw jestem skąd masz wiedzę ile było dzików w dawnych czasach i czy wyrządzały szkody? Rolnicy, jak każdy chcą żyć lepiej, więc uprawiają, gdzie się da. Chcesz pokazać jak żyć z dopłat za ugory, to kup sobie ziemie. Nie musisz uprawiać, a przecież kasa leci. Nikt ci nie broni. Możesz nawet na swoim las posadzić.
            Może zastosujemy twoje rady w schroniskach dla psiaków. Też same się wyżywią, pozjadają się nawzajem, a w tedy worek karmy na tydzień starczy. Po co pomagac?
            Nadleśnictwo wyszło z fajną inicjatywą do dzieciaków i od razu krytyka. Co robisz dla przyrody, zwierząt? Mięsko smakuje ale to z intensywnej hodowli? A ja lubię to wolno żyjace. Dziadkom z wnukami też zabronisz ryb nad zalewem łowić? Czy ryby są gorsze od dzika czy kaczki?

          • nmisiek

            Widzę, że na myśliwego trafiłem. A już myślałem żeś rolnik. Nie dziwna, że tak bronisz zabijanie dzikich zwierząt. Pod pozorem kontroli nad nimi i ochrony upraw.
            Niech leśnicy, myśliwi i inni dadzą sobie spokój z kontrolą, nawet pod kątem zdrowia, bo zwierz sam sobie z tym poradzi. Raczej natura sobie poradzi. Człowiek częściej szkodzi.
            Po co dokarmianie? By odstrzelić. Na dobre papu. Na nic więcej.
            Zwierz im ma lepsze warunki tym barddziej się rozmnaża . Zatem myśliwi stwarzają owe dobre warunki.
            Schroniska dla zwierząt są tylko dlatego, że ludzie najpierw udomowią, a potem wyrzucą na ulicę. Ot i cała filozofia. I inni ludzie literą się nad tymi psiaka domowymi. Pamiętaj udomowionymi nie dzikimi.
            Całą dyskusja dotyczy dokarmianie by zabić. Nie by komukolwiek pomóc. By zabić. Rolnik nie musi kupować ziemi pod lasem, skoro kupił podjął ryzyko takie, jak np. restaurator budując knajpę z dala od siedzib ludzkich.
            Żądam to co daje sklep. Ty zapewne chodzisz do lasu i masz coś lepszego. Dlatego tak bronisz spiżarni. Nie rolników.
            Jeśli przyrównujesz łowienie ryb do polowania na Kaczki czy dzika, to szkoda dalszej dyskusji. Wystarczy jak policzyć ile zraniona kaczek życia w krzakach. Powodzenia i smacznego na wigilijnym stole.

          • Mieszkaniec

            Z pewnością nie zabraknie smacznego i zdrowego jedzenia, czego również Tobie życzę;)

          • Mieszkaniec

            Witaj! Jednak muszę dopytać. Czym jest kierowana twoja niechęć do łowiectwa/ myślistwa? Bo dla mnie, to pasja, obcowanie z przyrodą i zdrowe mięso dla mojej rodziny ( najzdrowsze jakie mogę pozyskać/ kupić). A z drugiej strony, załóżmy, że zaopatruje się w sklepie (bo myśliwy, to jednak też kupuję jak każdy). I mam dylematy. Ryby (nie zabijać karpia) więc zostaje mi np. łosoś- chodowamy w fermach, karmiony antybiotykami jak większość “dostępnych” w handlu ryb, a może wieprzowinka, z wielkich ferm, bo miejscowym rolnikom już dawno przestało się opłacać (więc zostaję mięso z “zachodnich” ferm. A może kiełki lub sałata, podlewania szambem (lepiej rośnie od coli). Coś jeszcze mogę dostać w markecie, czy może samemu upolować? Co byś wybrał ?

          • nmisiek

            Myślistwo to zabijanie zwierząt dla przyjemności. Obcowanie z przyrodą to obserwowanie jak zwierzęta żyją, nie jak umierają w dodatku w cierpieniu, postrzelone, wystraszone.
            Nie istnieje potrzeba polowania, by przeżyć. Sklepy dają nam to co potrzebne. I że zdrową żywnością też nie ma problemu.
            Masowa hodowla zwierząt rzeźnych, przynajmniej z założenia, ma być jak najmniej szkodliwa dla zwierzęcia. Nawet ich zabijanie a rzeźnia h jest obdarowany przepisami. Przypomnij sobie dyskusje na temat rytualne uboju zwierząt

          • Mieszkaniec

            Sam strzał, zabicie zwierzęcia, to mały procent czasu, który się poświęca myślistwu. Każdy myśliwy ma również obowiązek jak najszybciej i z najmniejszym cierpieniem uśmiercić zwierzę ( również dla tego, że zestresowane mięso jest niesmaczne, więc nikomu nie zależy na przedłużeniu cierpienia). Oczywiście znajdziemy doniesienia/ filmy o okrucieństwie i biestwialstwie ale na CZARNE owce w 100% nie ma rady. Ale podczas produkcji mięsa, transportu i uśmiercania też są podobne przypadki. Nie wierzę w eko żywność, bo jeśli ktoś na tym zarabia, to w końcu będzie kombinował:/ Wiesz, że niektórzy pszczelarze potrafią dokarmiać pszczoły różnymi syropami, by te nie musiały ” daleko” latać, a produkcja miodu ma w tedy niewiele wspólnego ze zbieraniem nektaru. I nie piszę o dokarmianiu pszczół, bo zabrano im miód, tylko o produkcji miodu z stropów cukrowych. Oczywiście nie wszyscy tak oszukują ale można kombinować? Jeśli ktoś ma problem z zabiciem ryby, to niech kupi sobie filet ale dlaczego ma to ktoś robić za mnie, jeśli chcę sam? Myślisz, że dla ryby to różnica? Słyszałem że całą akcja obrońców karpi jest sponsorowana przez norweskiego łososia. Który już niewiele ma wspólnego ze zdrową rybą.

          • nmisiek

            O niezabijaniu karpi było już w latach ’80, a może wcześniej, kiedy “łosoś norweski”, jako pojęcie i jako produkt jeszcze nie istniał. Są stare filmy fabularne o wypuszczaniu karpia, jak i indyka.
            Wiesz dlaczego jest walka o karpia – nie dlatego, że komuś zależy na rybie ale o zabijaniu. Byśmy tego nie robili, niech zajmą się tym w sposób najbardziej humanitarny, osoby wyspecjalizowane. Często zabijano karpia dźgając go ostrym narzędziem, raniąc, waląc młotkiem , tasakiem, siekierą, o ziemię – na wszelkie sposoby. i dlatego niech zabijają karpia specjaliści.
            Myśliwy strzela do zwierzęcia ale nie zawsze celuje gdzie by chciał. A nawet jeśli to zwierzę jest ranione i ucieka, dogorywa w krzakach, jest dobijane przez myśliwego, ale cierpi. Myśliwy zabija zwierzę to, które wejdzie mu pod strzał, nie zaś najsłabsze, najmniej wartościowe. Często zabija najbardziej dorodne.
            Dokarmiasz zimą, by nie weszły w szkodę, ale byś miał do czego strzelać. Dokarmiasz np. marchwią, o której sam piszesz, że skażona nawozami, pestycydami i takie tam. Mało tego, ten dziki zwierz wcina to co rośnie na polach, wcina innego zwierzaka, który zeżarł to co na polu czyli sam jest zatruty, jak prosiak z fermy. No, może miej ale kto tam wie co je i pije.
            Nie jesteś w stanie dobić rannej kaczki, która poleciała gdzieś tam i dogorywa, nafaszerowana śrutem ołowianym. Potem zeżre ją razem z tym ołowiem inna zwierzyna, którą myśliwy zabije i poda dzieciom na stół. Z ołowiem rozłożonym w mięsie. Albo ołów dostanie się do gleby, na której rośnie kapusta, którą my zjadamy. Ale nie to jest istotne. Cierpienie zwierzęcia. To problem. Są ludy, które nim zabiją zwierze to je przepraszają, przepraszają bóstwa i proszą o wybaczenie, że zabijają. Nie wymagam tego od nas, niby cywilizowanych, ale coś w tym jest.
            Nie ma konieczności polowania. jeśli zajmujesz się czymś innym niż polowanie, zrezygnuj z polowania i rób dalej coś pożytecznego. Najlepiej nie dokarmiać, aby zadziałała selekcja naturalna. Przeżyją najslilniejsze osobniki.

          • Mieszkaniec

            Poluje i póki mam siłę, to z pewnością będę polował. Nie mówię, że dziczyzna jest pozbawiona wpływu współczesnej cywilizacji, bo jak wiesz zwierzę również żywi się na polach ale jest to jednak najzdrowsze, dostępne mięso. I zapewniam Cię że jak większość myśliwych ( bo niestety są wyjątki) robię to w sposób by maksymalnie ograniczyć cierpienie zwierzęcia. W masowych ubojniach są z pewnością procedury i pewnie w większości też ograniczają cierpienie do minimum. Ale też z tym mają problemy. Pomyśl jakie podejście do żywego zwierzęcia ma gość, który przez 8 godzin codziennie zabija w sposób ” cywilizowany” zwierzęta, przypuszczam, że znieczulica kąpletna i zero empatii do zwierząt. W przeciwieństwie do Myśliwego, który najpierw poznaje zwyczaje i zachowanie zwierząt. Przygląda się stadzie i wybiera tą 1 sztukę do strzału. A np. dla swojego czworonoga jest gotów dużo poświęcić. Polowanie na pióro może wzbudza kontrowerse ale tego nie da się opisać w kilku słowach. No może jeśli odnieść się tylko do mięsa, to rosołek z dzikiej kaczki jak i jej mięso jest po prostu pyszne! W sklepie eko tego nie kupisz;). Myślistwo od zawsze było związane z człowiekiem i nadal będzie. Szkoda, że w Polsce jest szkalowane w przeciwieństwie do innych krajów gdzie myślistwo jest szanownym zajęciem . Ale niech każdy robi jak uważa. Ja póki co poluję, a Tobie ( i sobie również) życzę zdrowego jedzenia na sklepowych półkach.

          • nmisiek

            Uciekasz od tematu. Zabijasz zwierzęta. Nie musisz ale chcesz. Już nie chodzi o jedzenie lecz o chęć odstrzału – zabicia.
            Mięso z lasu nie jest jedynym, które spożywasz. Zatem nie masz problemu z dokonywaniem zakupu niezdrowego jedzenia. Piszesz, że dziczyzna jest smaczniejsza i zaraz dodajesz, że w rzeźniach nie jest wesoło. Usprawiedliwiasz swoje zachcianki.
            Ja nie chcę dyskusji na temat tego jak jest w hodowli zwierząt, jak w rzeźniach. Ja koncentruję się na tym, że ty i tobie podobni, zabijają dzikie zwierzęta, bo mają w tym przyjemność. Przyjemność czy to w samym zabijaniu, czy w spożywaniu, czy w obu na raz. Nie masz przymusu zabijania – w okolicy np. 100 km jest dzicz, las i pustkowie. Nie masz zagrożenia życia, zwierz cię nie atakuje, nie musisz się bronić. Masz swobodny dostęp do różnych form pokarmów od “nieczystych”, skażonych, do super ekstra ekologicznych, zdrowych. To tylko kwestia ceny, czasu, chęci. Ty jednak idziesz do lasu i zabijasz. Po co skoro jesteś syty? Skoro w lodówce wszystkiego pełno? Skoro rodzina ze smakiem zajada na co dzień płatki kukurydziane?
            Piszesz, że doglądasz dziczyznę i wybierasz spośród tą jedną sztukę do odstrzału. Znów się usprawiedliwiasz. Co decyduje o tym wyborze? Wygląd, płeć, zdrowie? Czym się kierujesz nim oddasz strzał? A co z polowaniem z nagonką, też wcześniej wybierasz, czy raczej co samo podejdzie pod lufę? Co nie zdąży uciec?
            Doglądasz, by zabić. Jak nie dziś to jutro. Podasz karmę by zwierzę lepiej wyglądało, było zdrowsze, silniejsze, może smaczniejsze i by w końcu zabić. Z lasu uczyniłeś sobie folwark, a piszesz o ochronie pól, chęci niesienia pomocy głodnej zwierzynie.
            Pokaż mi kraj, gdzie myślistwo jest chwalone. W takiej Anglii na przykład, jest tradycja gonienia za lisem. Sztucznym lisem ciągnionym przez innego myśliwego, czasem przez “ubranego” w lisią skórę psa. Bardziej to folklor bez zabijania zwierza. Owszem strzelają do zajęcy, których wcześniej rozmnożyli, do ptactwa. Ale i to spotyka się z krytyką.
            Na konie piszesz o smacznej kaczce. No właśnie. Smaczna kaczka. Czyli nie ochrona pól ale chęć zabicia i smacznego zjedzenia. Bo smaczne, bo nie ma tego w sklepie. Zawsze jest usprawiedliwienie zabijania. Nie życzę ci smacznego.
            A jeszcze co powiesz o myśliwych wybijających zwierzynę bezpowrotnie dla kości np. słoniowej, skóry, zdjęcia z ubitym zwierzę itd? To też myśliwi nieprawdaż?

          • Mieszkaniec

            W Europie jest ok. 7 mln myśliwych, we Francji ok. 1 300 tys.a w Anglii 800 tys. i jakoś polują zabijają, w Polsce nieco ponad 100 tys. W Polsce każdy zdrowy i uczciwy może zostać myśliwym. Nie musisz być bogaty, czy posiadać ziemi, wystarczy chcieć. Komuna swoje zrobiła i jest mylny obraz myśliwego. Nie mam swojego folwarku i nie pijemy wódki na polowaniach.
            Jakoś Europa i Świat nie wpadły na pomysł, że wystarczy nie dokarmiać i nie będzie potrzeby zabijania, ciekawe dla czego? Może twoja myśl podbije świat?
            Nie strzela się do przypadkowych zwierząt. By można strzelać do samców zwierzyny płowej ( u nas np.byk jelenia i kozioł sarny, należy być myśliwym min. 3 lata, odbyć dodatkowy kurs i zdać egzaminy, a i tak każdy samiec ( jego czaszka) jest oceniany przez komisje. Tu nie ma przypadku, tylko konkretne kryteria selekcji. Na polowaniach zbiorowych nie strzela się z kałacha serią, tylko oddaje pojedyńcze strzały, więc zwierzyna nie może być przypadkowa, jak leci. Nie strzelasz łani (licówki), która prowadzi chmarę jeleni. To samo dotyczy dzików. Problemem w Polsce nie jest zabijanie (bo zawsze będzie) tylko kto ma do tego prawo. Cześć dużych rolników ( którzy w różny sposób przejęli setki i tysiące hektarów) chcieliby mieć możliwość zabijania zwierząt na swoich polach, bez ograniczeń i żadnej kontroli. I oto ten cały spór, a zwierzęta jak były, tak nadal będą zabijane. Tylko model łowiectwa może się zmienić.
            Z pewnością masz jakiegoś sąsiada myśliwego, porozmawiaj z nim. Opowie Ci dużo więcej o myślistwie, może pojedziecie na polowanie? Widzę, że temat nie jest Ci obojętny, może lepiej poznasz o co w tym wszystkim chodzi, a może nawet poczujesz pasję;) Nie każdy musi polować i mieć broń ale dlaczego jedni mają narzucać swoją wizję innym? Nie chcesz jeść mięs, zabijać, to proszę bardzo, są warzywa, owoce i lodówki w sklepach ale nie zabraniaj drugiemu. Mi sprawia przyjemność jak moja rodzina je, to co sam upolowałem, bo wiem co to było i w jakich warunkach zostało strzelone.
            Chciałbym powiedzieć kiedyś, że jem tylko to co sam upoluję i zrobię, bo tylko w tedy mam pewność co jemy.

          • nmisiek

            Jeszcze raz powtórzę – uciekasz od tematu. Skoncentruj się na tym, że ty zabijasz nie mając potrzeby lecz przyjemność. Rozumiesz? Przyjemność albo z samego zabijania albo z jedzenia. Albo też z jednego i drugiego.
            Dlaczego zabijasz? Usprawiedliwiasz to zdrowym jedzeniem. Mit. Kłamstwo. Bo ile zjadasz z upolowanego, a ile z kupionego w sklepie? Musiałbyś jadać tylko i wyłącznie to co upolujesz.
            Usprawiedliwiasz to faktem, że w innych krajach też są myśliwi, że trzeba mieć szkolenie, kursy, staż. A ja zapytam jakie to ma znaczenie dla zabitej zwierzyny czy zrobi to doktor nauk czy tylko magister? Ciągle “a u was biją Murzynów”.
            Piszesz, że nim oddasz strzał to dokonujesz selekcji. Ciekawe jak wybierasz z kilku, kilkunastu zwierząt np. dzików, uciekających w stadzie, wśród zarośli, drzew tego, który jest najmniej przydatny dla stada? Czym się w tym momencie kierujesz, jakie są tego kryteria? Rozumiem, że “praktyka czyni mistrza”, ale najpierw jest praktyka. Potem dopiero mistrzostwo w wyborze.
            Piszesz, że problem w Polsce nie jest zabijanie (bo zawsze będzie). A ja cały czas piszę o zabijaniu i że to jest problem. Samo zabijanie i tego przyczyna. Napisałem, że aby żyć nie musimy strzelać. Że nie ma zagrożenia ze strony zwierzyny, by trzeba było do niej strzelać. a ty ciągle, że piękne, że przyroda, że inni, że pasja itd.
            Nie narzucam nikomu wizji świata. Natura sama reguluje pewne sprawy. Gdy sam znajdę się w obliczu głodu czy zagrożenia zapewne zabiję by przeżyć. Ale tu i teraz nie ma takiej potrzeby. Dlatego jeszcze raz zapytam co czujesz zabijając? W momencie oddania strzału. W momencie widoku konającej zwierzyny. Zwierzyny, która nic ci nie zrobiła.
            Ja jadam mięso. Wiem, że abym je zjadł to ktoś musi zabić żywy organizm. Lecz, tak przynajmniej uważam, czym innym jest rzeźnia od polowania. Kim innym rzeźnik od myśliwego.
            Rolnik też hoduje zwierzę, by potem je oddać do rzeźni, a nawet samemu zabić. Ty też możesz hodować np. sarny, by je potem ubić i zjeść. Jednak tak nie czynisz.
            W lesie żyją zwierzęta wolne, a ty na nie polujesz, zabijasz. I zapewne zrobisz to nawet wówczas, gdy na 100 procent zwierzęta hodowlane będą wolne od sztucznego karmienia i chowu. Bo u ciebie pasja tkwi w samym zabijaniu. I to jest złe, chore, niebezpieczne. Nie masz potrzeby zabijania, a zabijasz. Dlaczego?

          • Mieszkaniec

            Pisałem już, że sam strzał to chwila,ułamek czasu, który poświęca się polowaniu. Gdy trafiam, to czuję satysfakcję z celnego strzału ( tak samo jak do tarczy na strzelnicy). Nie mam przyjemności z uśmiercania, a nawet czasem jest to przykry obowiązek, gdy potrzebuję dobić ranne zwierzę. Zwierzęta są częścią przyrody, w którą mocno ingerujemy i nie możemy pozostawić ich same sobie, bo kiedyś dawały radę. To rodzi konflikty na których zwierzęta zawsze wyjdą gorzej. Przyklad? Foki nad Bałtykiem. Zabijane czym popadnie i na różne sposoby. Bo ich za dużo, bo mają problem rybacy. Można się spierać kto ma rację ale póki co zabijają je w bestialski sposób. A Szwedzi polują, trzymają populację w ryzach i żaden rybak z czarnoprochowca do nich nie strzeli. U nas jest jakieś chore podejście, same skrajności. Albo zabronić albo nakazać! Pamiętasz ostatnio żubra, który wędrował sobie po Polsce? Przeszedł Odrę i go zastrzelili. W Polsce oburzenie, a tam go zjedli na pikniku! Chyba mają inne podejście do korzystania z przyrody i jednak inny obraz myśliwego.
            Odnośnie ołowianego śrutu, z opóźnieniem ale u nas też wprowadzą stalowy.
            Pisałeś o czci oddawanej upolowanej zwierzynie. Tym właśnie jest pokot, kończący każde polowanie zbiorowe.
            Piszesz o Czechach i strzelcach wyborowych. Czyli myśliwi albo wojsko. Ale skoro ” uporali” się tak szybko, to raczej wygląda mi to krwawą i ostrą jadkę. Dzika zwierzyna, to nie barany, że same jedno po drugim wychodzi pod lufy. Poza tym Czechy są jednak mniejszym obszarem. Ktoś musiał tym strzelcą zapłacić za pracę, pewnie podatnik. U nas to myśliwi ponoszą koszty, nie ty ze swoich podatkow. Ale ty jesteś przeciwko ingerencji i zabijaniu. Pomór zostawiony sam sobie wyreguluje populację. Chore i słabe same zdechną, czy zmieniasz zdanie?
            Z pomorem jakieś 1/3 świata ma problem i nie ma idealnego rozwiązania. Może Czeski sposób będzie właściwy? U nas też są podobne plany. Ale zwierzęta i tak będą zabijane. I przypominam, że myśliwi nie są rzeźnikami ani katami zwierząt.

          • nmisiek

            “Gdy trafiam, to czuję satysfakcję z celnego strzału ( tak samo jak do tarczy na strzelnicy)”. To strzelaj do tarczy jeśli to to samo. Tym bardziej, że nie masz przyjemności z uśmiercania. Nie masz, a jednak uśmiercasz, choć nie masz takiej potrzeby. Dobijasz ranne zwierzę? A czemuż jest ono ranne? Chodzisz po lesie i takowe wyszukujesz czy jest to skutek działania innego myśliwego?
            “Strzał to chwila,ułamek czasu, który poświęca się polowaniu”. A czymże innym, jak nie zabiciem jest polowanie? To całe sedno polowania. Owszem, rytuał, spotkanie, celebracja. Ale na końcu śmierć zwierzęcia. Brawo. Jeśli to tylko sekunda, mało istotna, to może zrezygnuj z tej sekundy mało istotnej? Wszak celebra to coś więcej niż sekunda.
            Zwierzęta to część przyrody, w której i my jesteśmy. To nasza część. Owszem, jako istoty rozumne mamy obowiązek dbać o przyrodę. Zatem dbajmy. Czy polowanie, zabicie zwierzęcia, które jedynie daje satysfakcję jak strzał do tarczy, ma zatem sens? Po co strzelasz? Po co zabijasz? Skoro lodówka pełna?
            Tak w Czechach urządzili jatkę. Nie zrobili celebry, tylko zabili bez problemu zwierzęta, które były zagrożeniem dla ludzi i zwierząt domowych. U nas nadal będą polować odstrzeliwując roczny limit, bo przecież tak za jednym zamachem pozbawić myśliwych “satysfakcji jak strzelania do tarczy” nie można. Bo przecież myśliwi muszą mieć satysfakcję. Muszą zadąć w róg, pobiegać, postrzelać. Snajperzy odbiorą im taką zabawę.
            Właśnie pokazuję, jak walczyć z pomorem. Wybić chore stada. Nie bawić się w nagonki, trąbki, bieganki. Nająć snajperów i po problemie. Bo pomór to zagrożenie dla ludzi. W takich sytuacjach odstępujemy od zasad. Pisałem, że gdy najdzie mnie głód, czy zagrożenie sam zabiję zwierzę. Nie cierpię głodu, nie mam ze strony zwierząt zagrożenia.
            Śrut. Przy ostatnich nowelach ustawy o myślistwie jakoś sami myśliwi byli przeciwni zakazowi używania śrutu. Była okazja ale siła przyzwyczajenia jest silniejsza. No i składziki śrutu byłyby do likwidacji.
            Z tym pokotem to przesadzasz. Ja piszę o “modlitwie” przed zabiciem, o przeprosinach natury zanim zabiją. Przeprosinach z wytłumaczeniem dlaczego to czynią, bo są głodni. Nie, że odczuwają satysfakcję lecz muszą zabić bo są głodni. Czy pokot to odzwierciedla? Na pewno nie. Tym bardziej, że wiele z tego upolowanego nie jest pokarmem, a jedynie satysfakcją. Poroże, skóry, zdjęcia. Zatem nie ma potrzeby polować. Nie dokarmiaj. Nie poluj. A jak dokarmiasz to nie mów, że robisz to wyłącznie dla zwierząt. Robisz to byś mógł polować.

          • nmisiek

            Dodam jeszcze, że jakoś nie tłumaczysz czemu ty, człowiek, masz problem z nadmiernych wzrostem liczby zwierząt w polskich lasach. Jakaś to szkoda dla ciebie, że zeżrą to, co rolnik zasiał? A może boli cię, że swobodnie biegają po lesie i polach?
            Ostatnio czytałem, że w Czechach (albo Słowacji), w związku z afrykańskim pomorem świń, wybito niemal wszystkie dziki, a zajęli się tym strzelcy wyborowi, nie zaś myśliwi. Przez kilka tygodni, z ukrycia, podrzucając jadło, przyzwyczajając je do miejsca dokarmiania, zabili niemal wszystkie dziki. Strzał po strzale. Zwierzęta padały jedne obok drugich, niczego się nie spodziewając, nie reagujące na to co wokoło, nie wystraszone. Nie było biegania po lesie, gonitwy zwierząt, nagonki, psów, czyli tego co lubią myśliwi. Po prostu, był problem z zarazą i ją rozwiązano w najbardziej humanitarny sposób.
            U nas, w Polsce, robi się z tego ceremoniał dobry dla myśliwych, rozłożony w czasie, by myśliwi mogli sobie postrzelać, pobiegać, poopowiadać przy ognisku. a zaraza nadal się rozwija. Dokarmiamy by zabić. Najpierw doprowadzamy do nadmiernego rozrostu, by potem go zmniejszać. I tak w koło. A zaraza się rozwija.
            Za południową granicą problem rozwiązano w kilka dni. Bez ceremoniału. Bez oglądania się na myśliwych. Bez nich samych. Po cichu. To jest dbałość o stan przyrody. I ja to rozumiem. A u nas?

          • Mieszkaniec

            A wiesz jak u naszych sąsiadów polują na jelenie? Sypia przyczepę np.marchwi na skraju lasu i czekają w autach. Jak przyjdzie chmara jeleni, to włączają lampy w samochodach. Zwierzyna oślepiona nie wie co się dzieje. A Czesi spokojnie tłuką to wszystkiego co wyszło, gdzie popadnie, bez specjalnego wysiłku wystrzelają co przyszło, jak rani to poźniej dostrzelą. Naprawdę super sposób na szybkie ograniczenie populacji. Zwierzęta po prostu zasypiają, bez syresu. Gratuluję wzoru etyki;)

          • nmisiek

            Nie porównuj nieporównywalnego. Nie wybicie jeleni w Czechach jest problemem, wskazałem jedynie jak podeszli do wybicia związanego z afrykańskim pomorem świń. U nas też jest z tym problem, a rozwiązanie jego pozostawiono myśliwym, aby sobie popolowali, nie zaś zlikwidowali. Tam problem rozwiązali w kilka dni. U nas nie, bo myśliwi mają limity na wybicie zwierzyny. A limity są po to by sobie postrzelali przez cały rok. No bo co by się stało gdyby w miesiąc wybito dziki? No, myśliwi musieliby siedzieć w domu bez strzelanki. A przecież oni tak bardzo pragną obcować z przyrodą, a bez strzelania nie ma obcowania. No bo co to znaczy być w lesie i nie zabić?

          • Mieszkaniec

            Podałem przykład jeleni, bo pewnie w taki sam sposób pozbyli się dzików. A problemem nie są dziki, tylko bioasekuracja chlewni. Pamiętasz ptasią grypę? Co, wybili wszystkie ptaki, od wróbli po orły, by pozbyć się zarazy? Dziki są nosicielami ale to nie one wnoszą wirusa do chlewni. Pisałeś, żeby nie ingerować, nie dokarmiać i nie zabijać, a tu popierasz wybicie wszystkich dzików ( podobno w humanitarny sposób). Może myśliwi są mądrzejsi od władz ( biurokratów, którzy z za biurka wiedzą wszystko) i wiedzą, że nie sam dzik jest problemem. A może trudno nam coś odgórnie nakazać? Kilkadziesiąt lat temu dzików było dużo mniej,a myśliwi się spotykali i też polowali, więc nie pisz, że jak dzików braknie, to myśliwy nie będą mieli co robić. Łowiectwo jest częścią naszej historii a myśliwi starają się kultywować tę tradycję.
            Odnośnie niemieckich rzeźni, myśliwy bo dostać pozwolenie na broń musi przejść przez gzaminy, w tym psychiatrę, więc o psychopatach wśród myśliwych może być ciężko.
            Pisałeś o lobby myśliwskim i śrucie ołowianym. Jakoś przeszedł zakaz zabierania dzieci na polowania i szkoleń psów, a coś “ekologom” na tym śrucie nie zależało, więc nie wiem czyje lobby jest silniejsze.

          • nmisiek

            Czytaj ze zrozumieniem. Nigdzie nie napisałem by nie zabijać zwierząt. Napisałem, że zabijać tylko z głodu i tylko w obronie (przed zagrożeniem). A zaraza jest zagrożeniem. Ty natomiast hołubisz zabijanie dla przyjemności. Jak sam napisałeś dla satysfakcji. Myślę, że dyskusja z tobą nie ma sensu jeśli żywą istotę, jaką jest zwierzę, przyrównujesz do tarczy strzeleckiej, a więc rzeczy martwej. “Gdy trafiam, to czuję satysfakcję z celnego strzału ( tak samo jak do tarczy na strzelnicy)”. Już zatraciłeś wrażliwość. Ty, nie inni, bo oni tu się nie wypowiadają, nie masz potrzeby zabijania z głodu czy zagrożenia.
            Piszesz, że kilkadziesiąt lat temu, mimo, iż dzików było mniej, myśliwi nadal się spotykali i polowali. No właśnie, pomimo, że dzików mniej myśliwy nie ustąpi i nadal będzie zabijał. Bo to zamiłowanie, tradycja, satysfakcja. Satysfakcja do zabijania bez potrzeby. Wskaż choć jedną taką potrzebę. Twoją potrzebę, nie innych ale twoją. Jakąż ty masz potrzebę by strzelać i zabijać bezbronne zwierzę?
            Napisałem, że w Czechach w ciągu kilku dni, strzelcy wyborowi wybili niemal wszystkie dziki, w obronie przed zagrożeniem pomorem. U nas to nie przejdzie, bo myśliwi nie mieliby dzików do odstrzału. A oni potrzebują strzelać do dzików. Zabijać dziki. /dla satysfakcji, dla tradycji. No więc jak można im to odebrać na jakiś czas, aż do nowego rozmnożenia? Odebrać myśliwym zabawki? Przecież to historia, tradycja.
            Podałem przykład niemieckich rzeźni. Rzeźnik, który już w trakcie swojej pracy doznaje satysfakcji, jak to napisałeś, musi poddać się terapii. On nie ma odczuwać satysfakcji z zadawania śmierci. Ty natomiast taką satysfakcję odczuwasz.
            Lobby myśliwskie jest dość silne. Dlaczego nie zrezygnowaliście ze śrutu ołowianego? Dbacie o przyrodę, a w tym zagrożenia nie widzicie?
            Co jest dobrego, świętego, pięknego, dającego satysfakcję w zadawaniu niepotrzebnego bólu i śmierci? Po co to?
            Cała dyskusja rozpoczęła się od tekstu, gdzie napisano ile to dobra zebrano dla dzikich zwierząt na czas zimy. Kolejny raz zapytam po co dokarmiasz dzisiaj, jeśli jutro zabijesz? Czy właśnie dlatego by zabić, by mieć co zabijać? Czy z lasu uczyniłeś sobie folwark do zaspakajania własnej przyjemności? Satysfakcji?
            A kat zabija, bo taka jest konieczność. Psychopata bo odczuwa przyjemność. Satysfakcję.
            Podobnie jak kaci zachowali się strzelcy wyborowi w Czechach. A myśliwi … ?

          • Mieszkaniec

            Sam strzał przyrównałem do strzelenia do tarczy, nie zwierzęta! Nie czuję dzikiej żądzy, jak to usilnie próbujesz mówić o myśliwych. Nie wiem skąd masz takie przekonanie. Może sam czułeś coś takiego zabijając kiedyś karpia, nie wiem? Uważasz, że można zabijać ale tylko z glodu, to dlaczego w ogóle jesz mięso? Weganie podobno żyją i są szczęśliwi. Więc po co jesz mięso, może tylko dla przyjemności? Ja jem dziczyznę, bo jest zdrowa i smaczna. Nie wychodujesz jej na farmie, bo już w tedy nie będzie dziczyzną. W hodowli nie ma dostępu do takiej ilości ziół, pędów i innych roślin jakie są w lesie. Pisałem na początku, po co dokarmiać. By zatrzymać zwierzęta
            w lesie oraz ich populacja była zdrowa i silna. Hodowla i dbanie o przyrodę na tym polega, ze kiedy trzeba to się dokarma, a jak potrzeba to się populację zwierzyny zmniejsza. I jeszcze ciekaw jestem, czy ty i inni, którzy myślą podobnie zrzucili by się na odszkodowania dla rolników za szkody wyrządzone przez zwierzęta. Oczywiście tylko przez te kilka lat, póki pogłowie dzikich zwierząt samo by się wyregulowalo ,czyli nie zdechło z głodu zimą?

          • nmisiek

            “Gdy trafiam, to czuję satysfakcję z celnego strzału ( tak samo jak do tarczy na strzelnicy)”. To twoje słowa, ja do nich się odnoszę, nie do tego co masz na myśli.
            Nie wiem co naprawdę czujesz, wiem jedynie, że satysfakcję. A to coś znaczy.
            Jeszcze raz proszę czytaj zez zrozumieniem. Zabijanie jest usprawiedliwione w dwóch wypadkach – z głodu i w zagrożeniu. Tak reagują same zwierzęta – zabijają gdy są głodne lub zagrożone. Ty nie jesteś głodny, a jedynie spragniony czegoś innego. Głód możesz zaspokoić w inny sposób odpowiednio dobry dla twego organizmu. Zabijanie zwierząt hodowlanych to zupełnie co innego. Właśnie takie jest usprawiedliwione – dla zaspokojenia głodu. Nie ma potrzeby zabijać zwierząt dziko żyjących. Zwierząt hodowlanych jest aż nadto. Mało tego, nie ma potrzeby ich ratowania przed głodem, by zaraz potem je zabić. Natura sama to wyreguluje. Ty, myśliwy, dajesz jeść i zaraz kalkulujesz jaki będzie przyrost i ile do odstrzału. Lepiej już by strzelcy wyborowi tym się zajęli. Przynajmniej nie są obłudni. A o rolników to się nie martw. Mają możliwość ubezpieczenia się przed szkodami, jak każdy inny mieszkaniec w Polsce. To, że myśliwi wzięli na siebie to obciążenie to tylko dlatego by mieć usprawiedliwienie do zabijania. Wszak robią to w interesie rolników, żywicieli narodu. Nieprawdaż?
            Dlaczego tych spraw nie zostawisz leśnikom odpowiadającym za las i jego “zawartość”?
            I nie pisz o smaku dziczyzny. To pokazuje o co tak naprawdę chodzi. Nie chodzi o rolników, nie chodzi o przyrodę lecz o podniebienie i możliwość spotkania we własnym gronie. I władzę panowania nad życiem innych istot. Oto ja, myśliwy, daję wam życie dokarmiając, pozwalam wam żyć, rozmnażać się i ja decyduję o waszym końcu.
            A jak już bredzisz o zdrowym odżywianiu to ile musicie zabić, by zaspokoić głód wszystkich myśliwych i ich rodzin przez cały rok? Bo jeśli to tylko zakąska to po co ta gadka o zdrowiu. I tak resztę kupujesz w sklepie.

          • Mieszkaniec

            Odnośnie strzału jak na strzelnicy, to przeczytaj raz jeszcze moją odpowiedź, zdanie przed i po, a nie tylko wyrwane z kontekstu zdanie. Zresztą całe to pisanie i tak nie ma sensu. Musiałbyś najpierw pójść przynajmniej kilka razy na polowanie lub na ryby, może byś w tedy poczuł, to obcowanie z przyrodą. Ciekaw jestem tylko kiedy będziesz posądzał wędkarzy o jakiś rodzaj sadyzmu i psychopati, wszak wędkarze też najpierw zarybiają, a później zabijają swoje ofiary?

          • nmisiek

            “Pisałem już, że sam strzał to chwila,ułamek czasu, który poświęca się polowaniu. Gdy trafiam, to czuję satysfakcję z celnego strzału ( tak samo jak do tarczy na strzelnicy). Nie mam przyjemności z uśmiercania, a nawet czasem jest to przykry obowiązek, gdy potrzebuję dobić ranne zwierzę.”
            Dobrze, “nie mam przyjemności z uśmiercania”. No to czemu to robisz? Wbrew sobie? Nie masz przyjemności to nie rób, nie musisz. A co ma znaczyć “gdy trafiam to czuję satysfakcję z celnego strzału”. satysfakcję z celnego strzału uśmiercenia żywej istoty, czego jednak żałujesz, a co czynisz z satysfakcją. Kurcze, co jest dla ciebie satysfakcją, a co przykrym obowiązkiem. Jakim obowiązkiem. Zatrudniłeś się jako kat, bo ten ma obowiązek. Może jako rzeźnik, ten też ma obowiązek. nie ma obowiązku bycia myśliwym. można dbać o przyrodę nie zabijając.
            I to zaproszenie na polowania. Chyba kpisz. Mam patrzeć jak ktoś bez potrzeby zabija zwierze by przez moment skosztować jego smacznego mięsa? Coś z tobą jest nie tak. Ja mam podziwiać piękno przyrody, obcowanie z nią i patrzeć na śmierć zwierzęcia? To tak jakbyś zaproponował mi podziwianie, obcowanie z przyrodą i kazał patrzeć jak wycinają zdrowe, dorodne, kilkusetletnie drzewo, bo ktoś ma kaprys mieć ławkę w ogrodzie, choć niedaleko w tartaku jest pełno drewna nadającego się na ten cel.
            To jest obowiązek. W dodatku przykry obowiązek? I w dodatku “czasem przykry obowiązek”. Czasem, czyli nie zawsze. A jak nie zawsze zabicie to przykry obowiązek, to co to jest? Zwykły, miły obowiązek?
            Nie porównuj ryby ze zwierzęciem stojącym na wyższym poziomie rozwoju. Bo zaraz usłyszę, że zabijają muchy, komary czy pchły i jest OK.
            Zwierzęta też czują ból, są czasem smutne, tęsknią za innym zwierzęciem, panem itd. Popełniają samobójstwa po stracie partnera. Nie rusza to ciebie? Bardziej dbasz o swoje podniebienie? To przynajmniej nie pisz bzdur o przyrodzie, rolnikach i takie tam. Głodny zwierz cię wzrusza, a martwy już nie?

          • Mieszkaniec

            Przykry, jak muszę dobić zwierzę. Ale ja nie ukrywam, ze lubię mięso i że wiem skąd ono pochodzi. Ty piszesz o obronie karbia, bo się męczy,a zaraz to właściwie nie ma problemu jak wędkarz hoduje, a później zabija rybę. Raz zwierzę czuje, a raz nie. Pisałem, że myśliwi to nie psychopaci, nie czują jakiegoś podniecenia podczas strzału, a ty ciągle swoje. Ale sam piszesz, że zajadasz mięsko, a ktoś to musi świnkę w schabowy zamienić. Co za różnica dla wiepszka, kto go zabije? Ja wolę sam to zrobić, a ty za to płacisz i nazywasz kurczaka nugetsem. W dodatku dzikie zwierzę ma większą szansę zdechnąć ze starości niż hodowlana sztuka, którą ją pakują na auto, to właściwie jej los jest już przesądzony. Niektórzy tylko podziwiają przyrodę i właściwie nic więcej. A myśliwi dbają. Jak potrzeba, to pomagają np. wpuszczają złabsze gatunki (za własne pieniądze zające, które przez zmiany w rolnictwie prawie wyginęły), a usuwając lisy, którym ostatnio żyje się lepiej. Chcesz kiedyś pokazać zająca dzieciom na polu? Myśliwi przynajmniej próbują przywrócić je środowisku, bo przez człowieka prawie wyginęły. A tu co robisz? Segregujesz zwierzęta, na te które mają prawo żyć wolno i te które są od poczęcia mięsem na sklepowej półce (bo one przecież nic nie czują). Jeszcze raz Ci powtórzę, w Europie jest ok. 7 mln myśliwych i to z pewnością nie są psychopaci rządni krwi.

          • nmisiek

            Czy my piszemy o tym samym? Chyba wątpię.
            Cały czas piszę, że musimy zabijać zwierzęta, by zaspokoić głód. Przez wieki opracowaliśmy proces ich uśmiercania tak, by zwierzę jak najmniej cierpiało. Tak, by ich zabijanie nie było przyjemnością a jedynie koniecznością. Cały czas pytam ciebie, myśliwego ale i dyskutanta, czy masz konieczność zabijania dzikich zwierząt. Czy obowiązuje jakiś tego przymus, że np. umierasz z głodu, że nie masz innej możliwości jego zaspokojenia. A ty na te pytania nie odpowiadasz. Lawirujesz na zasadzie “a u was biją Murzynów”. Ja pytam ciebie co czujesz gdy zabijasz, nie odpowiadaj co czuje wędkarz.
            “Przykry, jak muszę dobić zwierzę”. Dobijasz zwierzę, bo któryś myśliwy je wcześniej zranił czy dlatego, że samo się zraniło? Przykro, bo kiepski kolega myśliwy czy przykro bo zwierz wymknął się spod “władzy” myśliwych. A jak strzelasz celnie to już nie przykro bo zwierz daleko i nie widzisz jego cierpienia, a gdy dobijasz to musisz patrzeć mu w ślepia.
            Jeszcze raz napiszę – nie masz, ty nie masz, potrzeby, konieczności, przymusu zabijania dzikich zwierząt. Mięso, które upolujesz i zjadasz, jest malutkim dodatkiem twojej diety. Tak małym, że twój organizm nawet tego nie odczuje. Na co dzień zjadasz ogólnodostępne pokarmy. Zatem po co to polowanie? Po co to cierpienie? Po co twój “przykry obowiązek dobicia”?
            Karp. Nie piszę o jego obronie tylko o sposobie zabijania przez człowieka. O niepotrzebnym zadawaniu bólu w czasie nieumiejętnych prób zabijania. Daję przykład, jak to się dzieje – kłucie, walenie młotkiem, tasakiem, ćwiartowanie na żywca itd. I to potępiam. Nie sam fakt spożywania karpia czy innych ryb.
            Po to mamy zwierzęta hodowlane. Tak, one też czują. Dlatego piszę, że zabijamy, by zaspokoić głód. I staramy się, aby sposób ich uśmiercania był jak najbardziej humanitarny. Najmniej bolesny dla zwierzęcia. Podobnie mam podejście do masowej hodowli. Jestem temu przeciwny, bo zwierzę to żywa istota i zamykanie go w klatkach, kojcach i podobnych, gdzie często gęsto same siebie zabijaną z ciasnoty, chorób i innych, uważam za złe. I jeśli mam na to wpływ, wiedzę, nie spożywam mięsa z takich hodowli.
            Ty głodny nie jesteś, a zabijasz. Tylko dla tradycji, tylko dla smaku dziczyzny. Nie masz innych racjonalnych powodów.
            A dlaczego przetrzebiono zające? Kto tego dokonał? Same ? Nie, to myśliwi polowali bez opamiętania. A po co? Pasztet z zająca, to zapewne nie pasztetowa, zajęcy masa to czemu nie spróbować smaku? I znów – z własnych pieniędzy. Nic tylko same koszty, a za to przynajmniej należy się dziczyzna. I znowu usprawiedliwienie – przecież chronimy przyrodę, dajemy swoje pieniądze, by przyszłe pokolenia mogły obcować z dzikimi zwierzętami. Nie zabijaj, nie będziesz musiał ponosić kosztów. Odwieś strzelbę na kołek, idź do lasu i podziwiaj, obcuj z przyrodą taką, jaką ona jest. Dziką, nieujarzmioną, niebezpieczną.
            Rolnik sobie poradzi ze szkodami. Zwierz sobie poradzi z głodem, z nadmiarem potomstwa. Nawet z chorobami. Nie poradził i nie poradzi sobie z człowiekiem. Z naszego pola widzenia zniknęło wiele gatunków zwierząt tylko dlatego, że wybił je człowiek. Człowiek nie potrafi zadbać o drugiego człowieka, o zaspokojeniu głodu, o przeludnienie, o czyste środowisko, a chce zapanować nad dziką przyrodą. Nic dobrego z tego nie wyjdzie dla przyrody. Jak zwykle zresztą. No bo liczy się pasztet z dzika, a nie sam dzik.

          • nmisiek

            Nie wiem jak u nas, ale w niemieckich rzeźniach pracownicy co jakiś czas przechodzą badania psychologiczne. Jeśli rzeźnikowi zabijanie zwierząt zaczyna sprawiać przyjemność jest on kierowany na terapie ewentualnie zwalniany. Nawet jeśli jest dobry w tym co robi. Bo zabijanie nie może sprawiać przyjemności. To jedynie konieczność. Kat zabija z konieczności. Psychopata z przyjemności.

          • Mieszkaniec

            Dokarmiam, by były zdrowe oraz, by zatrzymać je w lesie, gdzie ich miejsce.

          • nmisiek

            Dokarmiasz, by je potem zabić. Nie oszukuj siebie. Gdy nie dokarmisz, pierwszej zimy pójdą w szkodę. Ale przetrwają tylko silne osobniki. Inne padną z głodu, zimna, wycieńczenia, zjedzone przez kolejne zwierzęta. W czas parzenia, ciąży, wylęgu, część tych, które przeżyły zimę, padną. Potem padnie wiele z nowego przychowu. Do następnej zimy dożyje niewiele, by znów paść z braku pokarmu. Te osobniki, które zostaną w lesie, najedzą się tym co las da, bo będzie ich mało. Chyba, że człowiek znów naruszy ich ostoje leśne, wytnie las, spłoszy. Wyjdą w pole, bo gdzieś iść muszą, w lesie warczą piły, rusza budowa itd. No to zaczniemy dokarmiać. I znów zwierz “poczuje blusa” i zacznie się rozmnażać bez oporu. Instynktownie wyczuje dobre czas na rozmnażanie, słabe osobniki nie padną, bo będą dokarmiane, potem z nich urodzą się kolejne słabe osobniki dokarmiane przez człowieka, a człowiek zacznie zabijać te “urodziwe” dla oka, dorodne, zdrowe.
            Czy o to chodzi myśliwym? Las dawał sobie radę niezależnie od człowieka. I da sobie jeśli tylko człowiek nie będzie się w to wtrącał.

          • Pepe Reina

            Pochodzę ze wsi i wiem co to oziminy. Wiem też że nie są szczytem marzeń dzika zimą, jeśli chodzi o jego menu 🙂

  • Natalia

    …….zawsze jeleni znajda….. beda delektowac sie dziczyzna…