Strona główna 0_Slider Sterty śmieci, odór i mieszkająca w tym rodzina. Kolejny dramat w Świdnicy...

Sterty śmieci, odór i mieszkająca w tym rodzina. Kolejny dramat w Świdnicy [FOTO]

20

Piętrzące się odpady aż pod sufit, brud i odór, na środku piec i butla gazowa, a na łóżku leżący niepełnosprawny 36-letni mężczyzna. Dziś taki widok ujawniono przez przypadek w jednym z mieszkań na świdnickim Rynku. Przytomną, choć w złym stanie, jego właścicielkę zabrało Pogotowie Ratunkowe. Na miejsce wezwane zostały także inne służby.

Jak donoszą świadkowie, kobietę wyciągnęła z mieszkania jej córka i wezwała Pogotowie Ratunkowe. Drzwi zazwyczaj zamknięte, tym razem zostały otwarte na oścież i to, co ujrzeli sąsiedzi we wnętrzu mieszkania, przerosło ich podejrzenia. Całe mieszkanie i każde jego pomieszczenie zawalone było stertami śmieci. W brudzie, odpadach i odorze żyli 60-letnia kobieta wraz z niepełnosprawnym synem. – Nawet nie wiedziałam, że mieszka z nią syn. Myślałam, że został zabrany – mówi jedna z lokatorek kamienicy.

Lokatorzy kamienicy interweniowali już pół roku temu, domyślając się dramatycznej sytuacji w mieszkaniu 60-latki. – Sytuację zgłosiłam do opieki społecznej i do zarządcy budynku, ale nikt nie interweniował – mówi jedna z lokatorek kamienicy. – Prawdopodobnie, nawet jeśli byli u niej, nie otworzyła im drzwi. Kobieta w ogóle nie wychodziła na zewnątrz. Mi udało się porozmawiać z tą panią około czterech miesięcy temu i prosiłam ją, by posprzątała mieszkanie. Z lokalu unosił się odór nie do zniesienia – relacjonuje sąsiadka.

Mieszkańcy obawiają się, że dojdzie do pożaru. Tym bardziej, że, jak dziś się okazało, na samym środku jednego z pomieszczeń tonącym w odpadach stoi piec i butla gazowa. – Bałam się, że syn tej kobiety wznieci pożar, ale nawet nie widziałam, że mają butlę gazową – mówi przestraszona sąsiadka.

Ratownicy medyczni udzielili pierwszej pomocy 60-latce. – Kobieta jest przytomna. Jest w kontakcie. Trudno na ten moment stwierdzić – czy czegoś się napiła, czy czymś się zatruła – mówi lekarz. Pogotowie zabrało kobietę do szpitala, powiadomiło również policję i opiekę społeczną ze względu na niepełnosprawnego, leżącego mężczyznę, który pozostał w mieszkaniu. Z 36-latkiem, choć był przytomny, nie można było nawiązać żadnego kontaktu.

Lekarz pogotowia natychmiast zawiadomił o zagrożeniu pożarem wydział prewencji PSP w Świdnicy. Jak mówi Jacek Kurczyński, rzecznik prasowy Straży Pożarnej w Świdnicy, ta informacja powinna trafić na policję oraz do zarządcy budynku, który odpowiada za bezpieczeństwo pożarowe. Straż pożarna nie pojechała na miejsce zdarzenia.

Jak informuje Violetta Kalin, dyrektorka Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Świdnicy, rodzina nie była pod opieką ośrodka. – Natychmiast po informacji uzyskanej od dyrektora Pogotowia Ratunkowego na miejsce został skierowany pracownik socjalny – mówi szefowa MOPS-u. – Udało się nawiązać kontakt z siostrą mężczyzny, która na piśmie zobowiązała się do podjęcia opieki nad bratem na czas znalezienia innej formy pomocy. Sprawdzę również, czy sprawa tej rodziny była do nas zgłaszana.

Maria Florczak, dyrektorka Miejskiego Zarządu Nieruchomości zapewnia, że żadne zawiadomienie o sytuacji w mieszkaniu nie wpłynęło. – Nie możemy sami wejść do lokalu i zobaczyć, co się dzieje – dodaje. – Do posprzątania mieszkania zobowiązała się córka lokatorki. Z naszej strony zapewnimy kontener i wywóz śmieci. Dzisiaj zostały już zabrane butla i piecyk.

Mieszkanie ma status lokalu socjalnego.

/Tekst i zdjęcia: Agnieszka Nowicka/