Polecamy: „Sztuka umiaru” Dominique Loreau

    2

    Z reguły nie kupuję i nie czytam poradników, ale dla tej książki zrobiłam wyjątek, bo wiedziałam, o czym traktuje. Może także dlatego, że wpasowuje się w coraz popularniejszy i u nas ruch Slow Food, którego idee stają mi się coraz bliższe.

    Dominique Loreau zamieszkała w Japonii i nie da się ukryć, że fakt ten w zdecydowanie wpłynął na jej sposób myślenia o jedzeniu. Zaczęła jeść „po japońsku” i nie miało to tylko związku z tym, co je, ale przede wszystkim, jak je. Bo chodzi tu o zasadę „MNIEJ ZNACZY WIĘCEJ”, która jest motywem przewodnim jej myślenia i treści zawartej w książce. Bez nachalnego dydaktyzmu autorka zaprasza nas do refleksji nad tym, co i jak jemy. I pokazuje, że jemy za dużo, często szybko, byle jak i byle gdzie. Nasze zakupy spożywcze w hipermarketach przypominają gromadzenie zapasów przed Wojną Trzydziestoletnią. Loreau nie namawia nas do ascezy, do tygodniami trwających głodówek, czy odżywiania się wyłącznie sałatą i wodą. Pokazuje, że jedzenie zaczyna się od wyglądu naszej kuchni, od jej czystości, od czystości naszych naczyń i wyglądu stołu. Że jedzenie do nie tylko wsadzanie pokarmu do ust, gryzienie i połykanie. Niby takie oczywiste rzeczy. Czyżby?

    Bardzo mi się podoba rozdział o tym, z jakim pietyzmem Japończycy traktują sprzęty kuchenne, zwłaszcza te stare i ze śladami użytkowania. Nie ma tam mowy o tym, że jak coś jest nie najnowsze, trochę mi się opatrzyło, trochę znudziło – wyrzucę i kupię nowe. Jest szacunek nawet dla starej deski do krojenia czy noża, a nie bałwochwalcza cześć dla designu czy marki. Jasne, autorka namawia nas, abyśmy inwestowali w rzeczy dobrej jakości – co wiąże się czasami z marką – ale nie w ilość, nie w nadmiar i przesadę.

    Nie każe nam medytować i czynić z jedzenia nawiedzonego misterium. Namawia, abyśmy jedli wolniej i w spokoju. Przekonuje, że jedzenie to nie tylko dostarczanie energii ciału, ale także duszy. Wiele w tej książce odniesień do duchowości w ogóle, ale także do witalności, do szukania równowagi i harmonii. I pokazywanie, że tak ważna jest kultura jedzenia, kultura jego przygotowywania, „kultura gestu” – jak pisze Dominique. Nie na darmo mówi się, że nawet zmywanie naczyń może być praktyką medytacyjną. Ale to już temat na inna opowieść…

    Dominique Loreau napisała też książkę „Sztuka prostoty”, którą pewnie kiedyś tu przedstawię. W niej także motywem przewodnim jest umiar – w codziennym życiu z rzeczami materialnymi. W dobie ogłupiającego konsumpcjonizmu warto się przyjrzeć swoim zakupom, tym spożywczym także. Czy to wszystko jest nam potrzebne? Czy służy naszemu zdrowiu i samopoczuciu, o portfelu nie wspominając? Jaką pustkę zapełniamy wraz z koszykiem „śmieciowego jedzenia”? Nawet jeśli nie skorzystamy z porad autorki, to chwila refleksji nad jej propozycjami może być małym krokiem we właściwą stronę.

    Izabela Jankowska

    Poprzedni artykułWyjeżdżają na wakacje…
    Następny artykułPrawa najmłodszych konsumentów