Strona główna 0_Slider Dzikie maluchy w potrzebie. Fundacja Patataj apeluje – pomagajcie z głową!

Dzikie maluchy w potrzebie. Fundacja Patataj apeluje – pomagajcie z głową!

0

Sandra i Dawid z Fundacji Patataj, która prowadzi azyl dla dzikich i hodowlanych zwierząt na poradzieckim poligonie w Witoszowie Dolnym, znów mają ręce pełne roboty. Trafiły do nich dzikie maluchy – sarna, kuny, ptaki. Nie wszystkie wymagały ludzkiej interwencji. Są jednak i takie sytuacje, gdzie ratunek przyszedł w ostatniej chwili dzięki determinacji mieszkańców.

– Pod naszą bramę ktoś przywiózł maleńką sarenkę. Bez wcześniejszego telefonu. Bez konsultacji. Bez zastanowienia. „Znaleźliśmy ją przy drodze. Chcieliśmy pomóc”. I właśnie wtedy pęka nam serce najbardziej. Bo to nie była pomoc. To było odebranie dziecka jego matce – załamują ręce społecznicy, którzy od wielu lat nie tylko ratują dzikie zwierzęta, ale także starają się edukować.

Sandra Slawska przypomina, że sarny zostawiają swoje potomstwo i odchodzą na bezpieczną odległość, by swoim zapachem nie zwabić drapieżników. Do malców wracają na karmienie.

– Kiedy człowiek dotknie, przeniesie albo zabierze takie dziecko rozpoczyna się dramatyczna walka o jego życie. Odchowanie dzikiej sarenki jest niezwykle trudne. To nie jest „nakarmić mlekiem”. To specjalistyczna opieka dzień i noc. Odpowiednie preparaty. Stałe karmienia. Ogromny stres zwierzęcia. Ryzyko biegunek, odwodnienia, zapalenia płuc i śmierci z tęsknoty oraz wycieńczenia. Wiele takich maluchów mimo ogromnych starań po prostu nie przeżywa – podkreśla prezes fundacji i zachęca do kontaktu z fundacją po radę i konsultacje, zanim zapadnie decyzja o zabraniu malucha. Sarenka trafiła do Opolskiego Centrum Leczenia i Rehabilitacji Dzikich Zwierząt.

Są jednak sytuacje oczywiste, tak jak historia rodziny kun. Do fundacji trafiły dwie małe kuny, uratowane przez ludzi. – Jedna z maleńkich kun spadła z dachu. Ludzie, którzy ją znaleźli, cierpliwie czekali, aż wróci po nią mama. Niestety, tak się nie stało. Zaniepokojeni postanowili sprawdzić strych, gdzie — jak podejrzewali — mogło znajdować się gniazdo. Tam znaleźli dramatyczny widok – opisuje Sandra.

Mama kun najprawdopodobniej padła ofiarą wypadku komunikacyjnego. Mimo ciężkich obrażeń ostatkiem sił dotarła na strych, próbując wrócić do swoich dzieci. Nie była już jednak w stanie uratować drugiego malucha. Odeszła tuż obok niego. Przy niej leżała maleńka kunka — z zaklejonymi oczami, przeraźliwie głodna i wyczerpana. Dziś ten mały chłopiec i jego siostrzyczka trafili do naszej fundacji. Ludzie, którzy je przywieźli w małym transporterku, przynieśli ze sobą ogromną nadzieję – podkreśla społeczniczka.

„Na pokładzie” fundacji w ostatnich dniach obok wymagających troski małych kun znalazły się jeszcze pisklęta, małe szopy, młoda sowa i kawka. Sandra i Dawid proszą o pomoc w utrzymaniu zwierzęcego przedszkola. Fundacja utrzymuje się wyłącznie z datków, a na cel zakupu odpowiedniej karmy i opiekę weterynaryjną dla dzikich osesków została założona odrębna skarbonka na platformie ratujemyzwierzaki.pl

/opr. red./
fot. Fundacja Patataj

 

Poprzedni artykułKierowca zasłabł podczas jazdy
Następny artykułBoże Ciało. Wierni przeszli w procesjach [FOTO/VIDEO]