Strona główna 0_Slider Filip Cembala poruszył Świdnicę. Owacje już na wejściu i zapowiedź drugiej książki...

Filip Cembala poruszył Świdnicę. Owacje już na wejściu i zapowiedź drugiej książki [FOTO]

0

Filip Cembala oczarował świdnicką publiczność humorem, szczerością i emocjami. Już od pierwszych chwil towarzyszyły mu także owacje i nie opuszczały go do końca spotkania. W Świdnicy aktor, wokalista, twórca cyfrowy i autor książki „Lowizm, czyli na szlaku po ulgę” mówił o depresji, hejcie i poszukiwaniu „centymetra ulgi”. Nie brakowało też zabawnych anegdot, momentów wzruszeń i niespodzianek.

Pierwszy raz to powiem, że piszę drugą książkę – tym wyznaniem Filip Cembala podzielił się w Miejskiej Bibliotece Publicznej w czwartkowy wieczór, 8 maja. Jak zdradził, dużą część wstępu do nowej publikacji napisał w pociągu… jadącym właśnie do Świdnicy.

Wszechstronny artysta i twórca popularnych filmów w mediach społecznościowych odwiedził Świdnicę w ramach XXIII Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek. Spotkanie już od pierwszych chwil było wyjątkowe i cieszyło się wielkim zainteresowaniem publiczności.

Rozmowę wokół książki „Lowizm, czyli na szlaku po ulgę” poprowadziła świdnicka polonistka Aleksandra Kulak. Literatura stała się jedynie pretekstem do głębszych i szczerych refleksji o życiu. Było o emocjach, depresji, hejcie, dzieciństwie, scenie i poszukiwaniu własnego „centymetra ulgi”.

Jednego dnia zwycięstwem jest podwyżka w pracy, a za dwa miesiące zwycięstwem będzie to, że możemy wstać z łóżka – mówił Cembala.

Artysta otwarcie opowiadał o trudnym czasie, z którym ostatnio się mierzył. Przyznał, że choć zawodowo wiele się działo, prywatnie był to „chyba najgorszy rok w życiu”. – Dzisiaj zwycięstwem dla mnie jest to, że się nie poddaję – zauważył.

To właśnie z tej perspektywy ma powstać jego druga książka. Jak tłumaczył, długo zastanawiał się, czy powinien pisać ją w momencie, kiedy sam się czuje – jak przyznał – „na ławce rezerwowych”. – Zapytałem ludzi, czy pisać książkę z perspektywy właśnie tej ławki rezerwowych, czy poczekać na lepszy czas. I 99 procent napisało: pisz, bo my też tam siedzimy – przytaczał.

Podczas spotkania wiele miejsca poświęcono depresji i zdrowiu psychicznemu. Aktor i wokalista mówił o tym szczerze. Trudne tematy w charakterystyczny dla siebie sposób przeplatał humorem.

Ja nawet depresji nie potrafię mieć normalnej. Moja depresja musiała dostać depresji, żeby się zorientować, że trzeba iść do lekarza – stwierdził pół żartem, pół serio.

Zwrócił także uwagę na depresję wśród mężczyzn. – Kobiety od dobrych paru lat idą po swoje, a faceci są w podwójnej pułapce. Są więźniami swojego przekłamanego wizerunku. Stąd takie tragiczne statystyki dotyczące samobójstw – mówił.

Wielokrotnie podkreślał, jak ważna jest pomoc lekarza. – Jak ktoś łamie nogę, to nie dyskutuje z gipsem. Jak ci się człowiek złamie w środku, to też tego nie rozchodzisz – dodał.

Silnie wybrzmiał również temat hejtu i przemocy w internecie. Twórca idei „lowizmu” nie ukrywał, że właśnie potrzeba przeciwdziałania agresji słownej była jednym z impulsów do stworzenia swojej filozofii i internetowej społeczności.

Internet jest plasteliną i my zdecydujemy, czy zostawimy dzieciom czarnoziem czy szambo – mówił. – Jesteśmy bardzo spóźnieni w zapobieganiu cyfrowej przemocy. Jak dzieci mają się bronić? Jesteśmy winni im to, by ten świat był odrobinę bezpieczniejszy – zaznaczył.

Jego zdaniem anonimowość w sieci nie powinna zwalniać z odpowiedzialności za słowa. Przekonywał, jak istotna jest jawność w internecie, podając przy tym dobitne przykłady, których skutkiem mogą być złamane życia i tragedie.

Artysta wiele mówił także o ocenianiu i potrzebie akceptacji. Przyznał, że przez lata próbował dopasowywać się do oczekiwań innych ludzi. – 30 lat byłem więźniem opinii innych ludzi. (…) Myślałem, że jak będę taki, jak chcą mnie widzieć, to nie będą mnie źle oceniać. Niespodzianka – oceniali – opowiadał.

W rozmowie wracał również do dzieciństwa w góralskiej miejscowości. – Wszyscy chłopcy grali w piłkę i skakali na skoczni, a ja jeden śpiewałem i tańczyłem – wspominał. Mówił o lęku, który towarzyszył mu jako dziecku, ale jednocześnie podkreślał, że scena od początku była jego naturalnym miejscem. – Wiedziałem, że tylko scena mnie zrozumie. (…) Jako dziecko podjąłem decyzję, nie wiedząc jak trudno jest dostać się do tych szkół – choć dostałem się za pierwszym razem – opowiadał.

Cembala wspominał też pierwszy obejrzany musical „Grease” i moment, gdy postanowił dostać się do gdyńskiego Studium Wokalno-Aktorskiego. Dziś ma na koncie role w polskich musicalowych produkcjach, jak chociażby „Gorączka sobotniej nocy”, „Evita” czy „Rent”.

Nie zabrakło też muzyki. Jeszcze zanim publiczność zaczęła zadawać pytania, uczestnicy poprosili artystę o piosenkę. Wokalista wykonał a cappella fragment utworu „komeTY”, dedykując go „wszystkim tym, którzy mają w sobie krytyka wewnętrznego”.

Wśród wzruszających momentów były wspomnienia o zmarłej artystce kabaretowej Joannie Kołaczkowskiej, z którą współtworzył popularny internetowy duet „Ciocia i Filipek”. – Trafił nam się anioł. Teraz nam się kołacze w sercach. (…) Była artystką nieporównywalną, ale jeszcze piękniejszym człowiekiem, cudowną przyjaciółką – mówił poruszony.

Podczas spotkania opowiedział również o planach muzycznych. Przyznał, że depresja odebrała mu siłę do tworzenia, ale powoli wraca do muzyki. – Jestem chłopcem z lat 90. Moje piosenki zawsze będą miały pięć minut, tekst i melodię – stwierdził. Zapowiedział też nowe single i koncert na przyszłoroczne walentynki.

Na koniec zaprosił publiczność na swój monodram „MyLove” wystawiany w Teatrze Polskim w Szczecinie.

/Tekst: AN/
/Zdjęcia: Michał Nadolski/

Poprzedni artykuł​Zmiany na ulicy Westerplatte. Licznik podłączony, interwencja w sprawie niewidocznego znaku [FOTO]
Następny artykułZ książką zamiast biletu. W niedzielę dzień bezpłatnej komunikacji z okazji święta bibliotek