Strona główna 0_Slider Chcą sprzedać imponujący dawny szpital Zakonu Maltańskiego

Chcą sprzedać imponujący dawny szpital Zakonu Maltańskiego

0

Imponująca ceglana bryła dawnego Szpitala Zakonu Maltańskiego w Mokrzeszowie od lat rozpala wyobraźnię. Obiektowi przypisuje się rolę Lebensbornu, gdzie podczas II wojny światowej miały się rodzić “czyste rasowo” niemieckie dzieci, a z całą pewnością w miejscu tym rannym żołnierzom niosła legendarna księżna Daisy z Zamku Książ. Starostwu nie udało się znaleźć wśród instytucji chętnych na zagospodarowanie obiektu. Jest wniosek do wojewody o wyrażenie zgody na sprzedaż.

Nazywany potocznie pałacem, XIX-wieczny obiekt stanął w miejscu barokowej rezydencji rodu von Gellhorn. “Szpital Zakonu Kawalerów Maltańskich w Mokrzeszowie powstał z inicjatywy i za pieniądze księcia Hansa Heinricha XI Hochberg von Pless z Książa (zm.1907). W czasie I wojny światowej jego synowa Marie Therese czyli słynna księżna Daisy utworzyła tu szpital i ośrodek rekonwalescencyjny dla rannych żołnierzy. Na jej cześć nazwano go Marie-Theresienheim.” – opisuje Fundacja Księżnej Daisy von Pless. Zdjęcia z zasobów Fundacji:

Do roku 1926 roku służył celom szpitalno-sanatoryjno-wypoczynkowym, potem został sprzedany prywatnej osobie, która miała wywieźć stąd wszystkie cenne przedmioty.

Tajemnica okrywa wojenne losy monumentalnego budynku. Z badań przeprowadzonych w 2010 roku na cmentarzu przy pobliskim kościele wynika, że do szpitala trafiali ciężko ranni niemieccy żołnierze. Antropolog z Niemieckiego Związku Ludowego Opieki nad Grobami Wojennymi odnalazł szczątki z czasów II wojny światowej. Na przykościelnym cmentarzu w masowym grobie pochowanych zostało 40 żołnierzy, którzy zmarli od potwornych ran. Natrafiono również na szczątki czterech kobiet, z czego trzy zmarły tuż po porodzie. Miało to potwierdzać legendę, że w szpitalu działał Lebensborn, czyli Dom Matek, w którego celem było “odnowienia krwi niemieckiej” i “hodowla nordyckiej rasy nadludzi”. Po wojnie przez 2 lata stacjonowały tu wojska radzieckie, a od lat 50-tych budynek zajmowały szkoły rolnicze i Wojewódzki Ośrodek Postępu Rolniczego.

W latach 90-tych XX. wieku obiekt został skomunalizowany na rzecz gminy Świdnica. Pięć lat później ówczesne władze gminy sprzedały go za symboliczne pieniądze Herbertowi i Alexandrowi D. z Niemiec. Ojciec i syn zapowiadali, że urządzą luksusowy hotel, angażowali nawet do bezpłatnych prac lokalnych mieszkańców w zamian za obietnicę pracy przy obsłudze gości. Z hucznych zapowiedzi nic nie wyszło. Właściciele zniknęli, a okoliczni mieszkańcy – coraz bardziej zaniepokojeni stanem budynku i 2-hektarowego parku – wystąpili do samorządu z prośbą o doprowadzenie do jego wywłaszczenia. W celu ochrony zabytkowego obiektu działania podjął Wojewódzki Konserwator Zabytków – wydając nakaz konserwatorski na przeprowadzenie prac, natomiast w 2012 roku prokuratura postawiła właścicielowi zarzuty i wystawiła za nim list gończy.

Pozostający bez opieki gmach w kolejnych latach systematycznie popadał w ruinę. Sytuacja właścicielska zmieniła się w dość przypadkowych okolicznościach. – Na mocy przepisów przyjętej kilka lat temu przez Sejm ustawy, wszystkie podmioty gospodarcze powinny do 2016 roku ujawnić posiadane nieruchomości w Krajowym Rejestrze Sądowym – wyjaśniał w listopadzie 2020 roku starosta świdnicki Piotr Fedorowicz w rozmowie ze Świdnickim Portalem Historycznym. Właściciele pałacu tego obowiązku nie dopełnili, w związku z czym zabytkowy obiekt przejął Skarb Państwa. Niemieccy biznesmeni próbowali jeszcze – bezskutecznie – odwoływać się do sądu od decyzji odbierającej im pałac. Ostatecznie zabytkowy gmach wraz z otaczającym go terenem trafił pod zarząd starosty świdnickiego.

 – Wysyłamy pisma do wielu instytucji i ministerstw z informacją, że pałac jest do zagospodarowania. Jednak z uwagi na kubaturę budynku, jego dewastację i koszty związane z jego remontem, który na dodatek musiałby być nadzorowany przez urząd konserwatorski, wątpię czy znajdzie się chętny na przejęcie obiektu. Najprawdopodobniej będziemy zmuszeni wystawić go na sprzedaż, gdyż starostwo nie dysponuje środkami finansowymi, które można byłoby przeznaczyć na zagospodarowanie obiektu – tłumaczył pod koniec ubiegłego roku Fedorowicz.

Po półrocznych poszukiwaniach chętnych nie udało się znaleźć. – Zwróciliśmy się do wojewody o zgodę na sprzedaż obiektu. Dopiero, gdy będziemy mieli pisemną zgodę uruchomimy procedurę sprzedaży – informuje Piotr Dębek, rzecznik prasowy starostwa.