Strona główna 0_Slider Na chodniku ze złamaną nogą. Ponad pięć godzin oczekiwania na karetkę. “Sytuacja...

Na chodniku ze złamaną nogą. Ponad pięć godzin oczekiwania na karetkę. “Sytuacja jest tragiczna”

21

Ponad pięć godzin w asyście policji i mieszkańców na przyjazd pogotowia czekał bezdomny mężczyzna, który złamał nogę. Karetka przyjechała aż z Wrocławia. – Sytuacja jest tragiczna i będzie jeszcze gorzej – mówi Lesław Krata, lekarz świdnickiego pogotowia ratunkowego, pełniący obecnie obowiązki zarządzające.

Podobna sytuacja miała miejsce 9 października w Świdnicy na ul. Grodzkiej

Do zdarzenia doszło we wtorek, 27 października. Policja zawiadomienie o bezdomnym, który upadł na chodniku w Słotwinie koło Świdnicy, otrzymała o godzinie 16.50. Na miejsce zadysponowane zostało także pogotowie ratunkowe, ale oczekiwanie przedłużało się o kolejne godziny. Około 21.30 mieszkanka Słotwiny alarmowała, że przyjazd zespołu może nastąpić nawet po północy. – Ten pan kompletnie nie może się poruszać, cały czas leży na chodniku. Przynieśliśmy kołdry, ale jest zimno. Są tu policjanci, ale tak samo jak my nic nie mogą zrobić – opisywała sytuację pytając, jak to możliwe, że tak długo nie ma pomocy. Karetka przyjechała o 22.30, mężczyzna został zabezpieczony i zabrany do szpitala. Wiele godzin wcześniej udało się pomóc jego psu, który trafił do świdnickiego schroniska.

– Sytuacja jest tragiczna. Już przed pandemią kilkugodzinne oczekiwanie było bardzo częste, a teraz będzie jeszcze gorzej – mówi Lesław Krata, lekarz, który od kilku dni zarządza świdnickim pogotowiem. U personelu administracyjnego i medycznego zostały potwierdzone zakażenia SARS-CoV-2. – Stacja w Świdnicy praktycznie nie istnieje. Nie mam z kim wsiąść do karetki. Zostały nam w powiecie trzy zespoły, dwa podstawowe w Jaworzynie i Strzegomiu i jeden “S” w Świebodzicach. Transport sanitarny udało nam się zlecić prywatnej firmie. Podobna sytuacja jest w Wałbrzychu i Ząbkowicach, gdzie też są powyłączane zespoły. Nie wiem, jak jest na całym Dolnym Śląsku, ale w regionie wałbrzyskim sytuacja jest tragiczna.

– Pandemia nałożyła się na zły system dysponowania. Małe zespoły, które doskonale znały swój teren, zostały zastąpione centrami powiadamiania. W tej chwili jeden dyspozytor musi koordynować 20 karetek. Dyspozytor lotniczy jednocześnie zajmuje się maksymalnie 11 samolotami, o których wie wszystko – gdzie startują, dokąd lecą i w jakim czasie. Dyspozytor w sprawie karetek nie ma połowy tej wiedzy, a dodatkowo koordynuje wyjazdy jednocześnie w kilku różnych obszarach – opisuje doświadczony lekarz pogotowia. – System jest zły i niewydolny, tu nie ma ani winy zespołów pogotowia, ani dyspozytorów. Teraz dodatkowo jesteśmy zdziesiątkowani. Niestety, większość naszych wyjazdów dotyczy Covidu. Zdarza się też coraz częściej, że pacjenci nie mówią prawdy. Wzywają do zasłabnięć czy problemów z sercem, a okazuje się, że mają typowe objawy – gorączkę, duszności i kaszel. Jedziemy bez pełnego zabezpieczenia, co naraża nas na zachorowanie. Rozumiemy pacjentów, że mają utrudniony dostęp do lekarzy pierwszego kontaktu i szukają pomocy za wszelką cenę. Sytuacja dla wszystkich jest zła – dodaje lekarz.

Lesław Krata zgłosił gotowość wspierania zespołów pogotowia ratunkowego. – W Świdnicy nie mam teraz z kim jeździć, ale mogę uzupełniać te zespoły, które jadą do wezwań bez lekarza. Jestem gotowy wsiąść w swój własny samochód i dojechać, gdzie potrzeba. Taki system rendez-vous funkcjonuje w Czechach, w Polsce rozmawia się o nim od lat, ale nie wszedł w życie. Może teraz jest właściwy moment? Wysłałem pismo do Urzędu Marszałkowskiego i zgłosiłem swoją gotowość – mówi Lesław Krata.

Coraz częściej pomocy przedmedycznej udzielają strażacy. – Takich wyjazdów w ciągu ostatnich 10 dni było 5 – informuje st. kpt. Łukasz Grzelak z PSP w Świdnicy. 27 października strażacy takiej pomocy do przylotu Lotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielali wójtowi Marcinowic, który zasłabł podczas pracy i uskarżał się na ból w klatce piersiowej.

Agnieszka Szymkiewicz