Strona główna 0_Slider Ojciec olimpijczyka doprowadził do wypadku mając ponad 3 promie. Poszkodowany taksówkarz domaga...

Ojciec olimpijczyka doprowadził do wypadku mając ponad 3 promie. Poszkodowany taksówkarz domaga się adekwatnej kary

20

Przed świdnickim sądem toczy się sprawa dotycząca wypadku, do którego doszło nieco ponad rok temu na ulicy Wrocławskiej w Świdnicy. Kompletnie pijany Waldemar F. doprowadził do zderzenia ze stojącą na czerwonym świetle taksówką.

Jedno z aut rozbitych w wyniku wypadku z listopada 2018 roku

Do wypadku doszło 29 listopada 2018 roku przy skrzyżowaniu ulic Wrocławskiej i 1 Maja. Mający 3,3 promila alkoholu w organizmie kierowca Mercedesa zlekceważył czerwone światło, zjechał na przeciwległy pas ruchu i uderzył w stojącą taksówkę. W wyniku zderzenia sprawca wypadku, Waldemar F. złamał rękę, a niegroźnych stłuczeń doznała pasażerka taksówki, która po badaniach w szpitalu została zwolniona do domu. Ze zderzenia bez poważniejszych obrażeń wyszedł także kierowca taksówki, Bogusław Miś. Jego samochód został jednak doszczętnie zniszczony i musiał zostać zezłomowany.

W marcu 2019 roku 53-letni Waldemar F. usłyszał wyrok za kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości. Został ukarany grzywną w wysokości 2000 złotych, musiał zapłacić 5000 złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, a także dostał zakaz kierowania wszelkimi pojazdami na okres 3 lat.

Poszkodowany w wypadku taksówkarz, Bogusław Miś

Taki wymiar kary nie usatysfakcjonował jednak osób poszkodowanych w zderzeniu, w tym 54-letniego taksówkarza, który po wypadku przez trzy tygodnie znajdował się na zwolnieniu lekarskim. – Chcielibyśmy, aby kara była adekwatna do popełnionego przestępstwa. Właściwe byłoby także jakieś zadośćuczynienie poniesionych kosztów – mówi Bogusław Miś. Jak wskazuje, do tej pory musiał on wydać kilka tysięcy złotych m.in. na wznowienie działalności gospodarczej, a także w związku z kosztami sądowymi. – Rozmawiałem ze sprawcą dwa razy, ale nie wykazuje on żadnego zainteresowania ani skruchy. Nawet nie przeprosił, bo uważał, że mi się nic nie stało. To, że nic mi się nie stało wynika z tego, że za mną nie było innego samochodu. Gdyby ktoś tam stał, mogłoby się to skończyć dużo gorzej – dodaje Miś.

Podczas czwartkowej rozprawy dotyczącej stworzenia przez Waldemara F. zagrożenia w ruchu drogowym, w Sądzie Rejonowym w Świdnicy nie pojawił się sprawca wypadku, natomiast z uwagi na godzinne spóźnienie sędzi i zbliżającą się godzinę rozprawy w innej sprawie, żadna ze stron nie zabrała głosu. Kolejny termin wyznaczono na połowę lutego.

Michał Nadolski
nadolski@swidnica24.pl