Strona główna Temat dnia Od pomysł do druku. Studio reklamy i poligrafii z 40-letnią tradycją

Od pomysł do druku. Studio reklamy i poligrafii z 40-letnią tradycją [FOTO]

0

Ceramiczna płytka z herbem dla biblioteki w Paryżu, 12 malowanych pater ze scenkami rodzajowymi dla serbskiego muzeum w Niemczech czy gadżety na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Te i wiele innych ciekawych projektów powstało w niepozornym rodzinnym zakładzie reklamy i poligrafii TARKALK w Wałbrzychu. Prowadzona z pasją firma istnieje już ponad 40 lat. Dziś w swojej pracy łączy nowoczesne pomysły z tradycyjnymi technikami druku.

Niewiele jest takich miejsc, w których gołym okiem jest widoczna zmieniająca się historia. Całe ściany kubków, talerzy, koszulek i innych pamiątek, z najróżniejszymi wzorami i nadrukami, z logami istniejących lub już zapomnianych firm, zdobią ściany i półki zakładu reklamy i poligrafii TRAKALK. Jego siedziba mieści się w dzielnicy Poniatów, na ul. Orkana 93 w Wałbrzychu.

Przenieśliśmy się tu pod koniec lat 90-tych. Wszystko zaczęło się jednak znacznie wcześniej od mojego ojca Kazimierza. Tato pochodził z miejscowości o burzliwej historii o nazwie Słonim, które należy do Białorusi. W Wałbrzychu jego rodzina osiedliła się pod koniec lat 40-tych. Tam też ojciec chodził do szkoły a praktykę miał w Zakładach Graficznych w Warszawie. Po powrocie do Wałbrzycha pracował w WZG KALKOMANIA, z których zwolnił się w 1978 roku i założył własną firmę Wytwarzanie Kalkomani, przy ul. Hibnera 69 dziś Orkana. Prowadził ją do 2002 roku – mówi syn pana Kazimierza – Dariusz Tarasiuk, który obecnie prowadzi firmę ojca.

Zakład „Wytwarzanie Kalkomanii”, specjalizujący się właśnie w kalkomanii, czyli technice zdobniczej polegającej na przeniesieniu drukowanego obrazu na dowolny przedmiot o różnej powierzchni i fakturze. – Nadal posiadam stary katalog, zwierający różnego rodzaju i różnej wielkości kalki, który dawniej służył do prezentacji naszej oferty klientom. Można powiedzieć, że to, co dziś mamy w komputerze, zwierał właśnie ten stworzony przeze mnie katalog. Jak wyglądał natomiast sam proces nadruku? Kalki naklejało się np. na porcelanę, wsadzało się pieca, rozgrzanego do temperatury 820 stopni Celsjusza i wypalało. Dziś wzory umieszczane są na arkuszach – wyjaśnia drukarz.

Zakład współpracował z renomowanymi markami – jak chociażby z wałbrzyską fabryką porcelany „Krzysztof”, jaworzyńskim Zakładem Porcelany Stołowej „Karolina” czy z Zamkiem Książ. – Był to okres boomu produkcyjnego. Nastąpiło ogromne zapotrzebowanie na różne wyroby z typu kalkomanii. Nie tylko jednak wytwarzaliśmy je dla fabryk, ale też dla prywatnych odbiorców, którzy potrzebowali np. firmowych gadżetów z logiem. Zajmowaliśmy się także drukiem plakatów, ulotek i innych reklamowych broszur – opowiada pan Dariusz.

Doświadczenie, pomysłowość i przedsiębiorczość pana Kazimierza sprawiły, że rodzinna firma nieustannie się rozwijała. – W latach 70-tych ojciec wpadł na pomysł, by drukować koszulki ze znanymi muzykami, jak chociażby z Suzie Quatro, z zespołem Smokie czy Boney M. Kiedy pomyślę o starych wzorach ojca, aż mi się łezka w oku kręci. To były ręcznie malowane grafiki, nie było komputerów i przygotowywania do druku DTP. Ojciec tworzył rysunki – najczęściej jedno- lub dwukolorowe, na podstawie plakatu. Jego t-shirty z nadrukami okazały się strzałem w dziesiątkę. Później zajmował się też szyciem koszulek, a także rękawic czy bielizny. Oczywiście tworzył na nie nadruki. Odzież woził do Legnicy i w mgnieniu oka sprzedawał na tamtejszym targu – wspomina.

Mimo kryzysu w latach 80-tych, wałbrzyski zakład przetrwał na rynku. – W stanie wojennym ze względu na działalność Solidarności pozamykano większość zakładów poligraficznych. Istniało bowiem wobec nich podejrzenie o drukowanie konspiracyjnych ulotek. Mojemu ojcu jednak się udało. Pojechał do Warszawy i bez żadnych problemów uzyskał zgodę na prowadzenie zakładu. Wytwarzał kalkomanię, więc ówczesna władza nie widziała w tym żadnego ryzyka, a prawda była taka że metodą sitodruku, choć nieco wolniej, można robić także ulotki – zauważa pan Dariusz.

W sprzyjającym okresie zakład zatrudniał aż 12 osób i funkcjonował w dwóch siedzibach w Wałbrzychu – na Piaskowej Górze i na Poniatowie. – Tato przeszedł na emeryturę po 1998 roku. Wtedy też wyremontowaliśmy budynek przy ul. Orkana 93 i już od 19 lat pod zmienioną nazwą TARKALK istniejemy w tej lokalizacji – mówi wałbrzyszanin. Pan Dariusz, który pomagał ojcu w drukarni i tam też zdobywał swoje doświadczenie, z ogromną pasją kontynuuje rodzinną tradycję. – Można powiedzieć, że wciąż jesteśmy manufakturą. Nie mamy automatów drukujących czy sprzątających, a wszystko jest ręcznie robione, co stanowi dla wielu klientów wyjątkową wartość. Dziś bowiem wraca się do tego, by wyroby były tworzone tak jak dawniej. Są one nie tylko oryginalne, ale też trwalsze – tłumaczy.

To właśnie dzięki hołdowaniu tradycyjnym technikom sitodruku, 40-letniemu już doświadczeniu i otwartości także na indywidualne, detaliczne zamówienia, wałbrzyskich zakład jest ceniony zarówno w Polsce, jak i za granicą. Dziś może się pochwalić realizacją wielu ciekawych projektów. Do nich należą m.in. replika ceramicznej płytki z herbem dla biblioteki w Paryżu czy popiersie katolickiego księdza, zamordowanego w Dachau i ogłoszonego w czerwcu 2011 roku w Dreźnie błogosławionym – Alojzego Adrickiego, dla niemieckiego stowarzyszenia. – Po zaakceptowaniu pierwowzoru przez prezesa organizacji, wykonałem około 200 sztuk popiersia Alojzego Adrickiego. Były one wręczane fundatorom i przyjaciołom stowarzyszenia – opowiada drukarz.

Wśród specjalnych zamówień znalazły się także kopie dziewięciu malowanych płytek, w brawie kobaltowej i purpurowej, pochodzących z zabytkowego niemieckiego pieca kaflowego. Każda z nich przedstawiała zupełnie innych obrazek, a jednym z najładniejszych był chociażby rysunek łabędzia. Ciekawym wyzwaniem dla pana Darka był też komplet malowanych pater, kubków ze scenkami rodzajowymi – najpierw wykonanych dla jednej z restauracji, a później dla serbskiego muzeum w Niemczech. – Zgodnie z niemiecką tradycją ciasta kupowane są wraz z paterami i każdego miesiąca przedstawiają one inny rysunek. W sumie więc musiałem wykonać 12 pater, a oprócz tego także 12 kubków i 12 paterek. Wszystkie trafiły do restauracji niemieckiego cukiernika i co roku są domawiane. Malowane patery zamówiło też później serbskie muzeum w Niemczech, które nagrywało film o naszej manufakturze i o procesie powstawania tych wyrobów – wymienia wałbrzyszanin.

To nie jedyne wyjątkowe projekty, które były realizowane w studiu TARKALK. – Swego czasu bardzo wspomagaliśmy Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Robiliśmy dla nich chociażby kubki czy koszulki z nadrukiem. Na 10. finale nasze gadżety pokazano w telewizji. Usłyszeliśmy też podziękowania od Jurka Owsiaka, który stał w wykonanej przez nas koszulce ze złotym imiennym nadrukiem, a w ręce trzymał nasz kubek – mówi z przejęciem pan Dariusz.

TRAKALK tradycję łączy z nowoczesnością. – Naszą podstawową działalnością jest sitodruk na wszelkich materiałach, a główną produkcją – kalkomania do wielu zastosowań – porcelana, ceramika, szkło, emalia, drewno, plastik, metal czy tkaniny. Zajmujemy się również poligrafią i reklamą i wykonujemy wszelkiego rodzaju nadruki reklamowe – od wizytówek, biletów, ulotek, plakatów po banery, billboardy czy reklamy na samochodach. Można u nas zrobić także smycze i wiele innych gadżetów reklamowych, które dziś funkcjonują w naszej codzienności i są potrzebne do promocji, ale też podnoszenia marki firmy – przedstawia bogatą ofertę właściciel wałbrzyskiego zakładu. – Praktycznie od ręki realizujemy też indywidualne zamówienia, jak chociażby podziękowania czy pamiątki z okazji komunii, ślubu, jubileuszy czy innych uroczystości. W opracowaniu nowinek pomaga mi współpracujący z nami projektant lub mój syn, który ma mnóstwo pomysłów na oryginalne gadżety – dodaje.

/Artykuł sponsorowany/
/Tekst: Agnieszka Nowicka/
/Zdjęcia: Dariusz Nowaczyński/