Strona główna 0_Slider List otwarty do prezydent Świdnicy Beaty Moskal-Słaniewskiej

List otwarty do prezydent Świdnicy Beaty Moskal-Słaniewskiej

46

Screen z transmisji sesji Rady Miejskiej w Świdnicy, 23.08.2019

Fragment nagrania z wypowiedzią, której dotyczy list otwarty.

List otwarty do prezydent Świdnicy Beaty Moskal-Słaniewskiej

Szanowna Pani,

podczas sesji Rady Miejskiej w dniu 23.08.2019 w swojej ripoście do jednego z radnych przywołała Pani m.in. los działaczy Solidarności używając sformułowania: “gdzie skrywali się niektórzy działacze Solidarności, także świdnickiej, kiedy im było trudno tutaj żyć, właśnie we Francji i nie wszyscy mieszkali w Paryżu.” Nie zgadzam się, by Pani, członek Sojuszu Lewicy Demokratycznej, ściśle współpracująca z osobami, których działania wówczas zmusiły mnie do tułaczki, w jakichkolwiek wypowiedziach przywoływała dramat mojego życia.

Szanowna Pani Prezydent, otóż jednym z tych dwóch działaczy Solidarności, o których Pani wspomina byłem ja. Drugim był pan Marian Dziwniel, ówczesny przewodniczący Komisji Zakładowej Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Solidarność w Świdnickiej Fabryce Urządzeń Przemysłowych w Świdnicy. Ja byłem jego zastępcą. Więcej osób-działaczy świdnickiej Solidarności nie wyemigrowało do Francji.

Pani Prezydent, jeśli już używa Pani takich określeń, to warto powiedzieć radnym i mieszkańcom Świdnicy o przyczynach mojej emigracji. Można o tym przeczytać np. tu: http://www.mojemiasto.swidnica.pl/?p=10883

i tu: https://swidnica24.pl/2016/12/wspomnienia-marka-kowalskiego/.

Przesyłam Pani również informację o swojej emigracji:

  Emigracja.

Posiadane środki ze sprzedaży w Polsce całego naszego dobytku wystarczyły nam na dojazd do Puteaux (dzielnica Paryża), gdzie po 10-cio dniowym pobycie w ośrodku dla imigrantów z całego świata, skierowano nas do Ośrodka France Terre d’Asile w miejscowości Laon gdzie wraz z pięcioma innymi rodzinami przez okres 6-ciu miesięcy mieliśmy uczyć się języka i przystosowywać do życia we Francji. Oprócz organizacji France Terre d’Asile naszymi sprawami zajmowała się jeszcze organizacja publiczna o nazwie OFPRA. Obie organizacje na każdego imigranta otrzymywały subwencje z kasy ONZ. W ośrodku w Laon rozpoczęliśmy naukę. Kierownictwo ośrodka gwarantowało nam przez okres 6-ciu miesięcy wikt i opierunek, mieliśmy też dostawać kieszonkowe. Po tym okresie mieliśmy mieć zagwarantowaną pracę w zależności od potrzeb w różnych częściach Francji oraz środki na urządzenie się. Przez ok. 2 tygodnie nic się nie działo. Rozpoczęliśmy naukę języka. Intensywna nauka pozwalała chociaż na chwilę zabić rozdarcie i tęsknotę za bliskimi i rodzinnym miastem. Po ok. 2 tygodniach do ośrodka przybył pracownik OFPRY, który złożył nam do wypełnienia dokumenty uchodźców politycznych. Zaczął się kolejny WIELKI PROBLEM. Wyjeżdżając z Polski posiadaliśmy w paszportach francuską wizę pobytową stałą, która to gwarantowała nam pobyt na terytorium Francji. Okazało się, że mamy wystąpić o statut uchodźcy politycznego, oddać paszporty, a w ich miejsce otrzymać statut bezpaństwowca, który nie pozwala wjeżdżać do kraju, z którego się przyjechało. To był dla nas jakiś horror. Na nic się zdały argumenty, że emigracja to jest czasowy pobyt na terytorium obcego państwa ze względów na prześladowania polityczne, religijne w kraju swojego pochodzenia. Na nic się zdały argumenty, że komuna dała nam parszywe paszporty w jedną stronę, ale kiedyś może ona runąć i wtedy będziemy chcieli wrócić do siebie. Na nic w końcu się zdały argumenty, że w Polsce posiadamy rodziny, rodziców i że jeśli coś złego się z nimi zdarzy, to już nigdy nie będziemy mogli tam pojechać. Na nic zdały się argumenty, że jestem POLAKIEM i nie będę jakimś tam bezpaństwowcem. Pieniądz był najważniejszy. OFPRA za każdego jednego imigranta otrzymywała spore dotacje od ONZ. Warunkiem otrzymywania tych dotacji było udzielanie statusu uchodźcy politycznego. Ponieważ moje argumenty, że nie jestem uchodźcą, bo z Polski wyjechałem legalnie, komuna dała mi paszport, Republika Francuska wizę pobytową stałą, a więc nie uciekłem bez dokumentów przez nielegalną granicę, nie dotarły do przedstawiciela OFPRY, kierownik Ośrodka w Laon nakazał mi opuścić ośrodek. Jedyne, co wynegocjowałem, to, że moja żona mogła pozostać tam jeszcze klika dni zanim ja znajdę gdzieś jakiś punkt zaczepienia. Tak skończyła się nad nami opieka państwa francuskiego. Zrządzeniem losu o moim przypadku dowiedzieli się mieszkający w okolicy Polacy z powojennej emigracji. Praktycznie z dnia na dzień załatwili mi pracę w Novotelu w Reims, gdzie miałem pracować, jako pomywacz. Właściciel Novotelu był gorącym zwolennikiem Solidarności. Zamieszkałem w pokoju w Novotelu. Za kilka dni jedna z polskich rodzin przyjęła do siebie moją żonę, gdzie dostaliśmy możliwość tymczasowego zamieszkania dopóki coś sobie nie znajdziemy. O moim przypadku dowiedzieli się ludzie z Paryskiego Komitetu Koordynacyjnego, w którym miałem kilku znajomych. Po miesiącu otrzymałem od nich informację, że w miejscowości Frejus na południu Francji Francois Leotard ówczesny mer miasta zobowiązał się do przyjęcia i osiedlenia u siebie 3 rodzin z emigracji Solidarnościowej. Na apel Leotarda odpowiedziała jedna z miejscowych firm, która zobowiązała się przyjąć do pracy kierowcę. I tak w marcu 1983 rozpoczął się kolejny etap naszego emigracyjnego życia. Przeprowadzka do Frejus. I znowu za zarobione przez miesiąc pracy na zmywaku w Novotelu pieniądze udaliśmy się w daleką 1.000 km podróż w nieznane.

Po czerwcowych wyborach w 1989 roku zaczęliśmy z żoną rozmowy na temat ewentualnego powrotu do Kraju. W styczniu 1992 r. wróciłem do Świdnicy.  Po powrocie zwróciłem się do urzędującego w tym czasie Prezydenta Miasta z zapytaniem o szanse otrzymania od Miasta jakiegoś mieszkania. Niestety takich szans nie było, zamieszkałem, więc u swoich teściów i rozpocząłem własną działalność gospodarczą. Po zorganizowaniu warunków bytowych dla mojej rodziny w roku 1993 ściągnąłem z Francji żonę z córką.

W 2010 roku zostałem odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi przyznanym mi przez prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Podczas ceremonii wręczenia tak brzmiało jego uzasadnienie:

Krzyż Zasługi to odznaczenie ustanowione w 1923 r. Nadawane jest ono osobom, które położyły zasługi dla państwa lub obywateli spełniając czyny przekraczające zakres ich zwykłych obowiązków, a przynoszące znaczną korzyść państwu lub obywatelom, ofiarną działalność publiczną, ofiarne niesienie pomocy oraz działalność charytatywną. Marek Kowalski w latach 1980-1981 był aktywnym działaczem NSZZ Solidarność i wiceprzewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność w Świdnickiej Fabryce Urządzeń Przemysłowych. 13 grudnia 1981 r. był internowany, po wyjściu z więzienia był zmuszony do odejścia z pracy ze ŚFUP. Był represjonowany. Opuścił kraj i na emigracji przebywał do 1992 roku.

Posiadam również status osoby pokrzywdzonej otrzymany od IPN oraz status osoby represjonowanej z powodów politycznych.

W skrócie, za moje internowanie, szykanowanie mnie i mojej rodziny po wyjściu z więzienia, za moją emigrację odpowiedzialność ponoszą między innymi Pani mentorzy w osobach byłych komunistycznych prominentnych działaczy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej panów Adama Markiewicza i Henryka Rataja, którzy w 1982 roku pełnili odpowiednio funkcje prezydenta miasta i jego zastępcy.

Do sytuacji tamtych czasów przyczyniali się również bezpośrednio funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa i tajni współpracownicy tej służby, jak chociażby Pani mąż Leszek Mazurek TW Medyk, od którego działalności nigdy się pani nie odcięła.

Znamiennym jest, że po 37 latach od tamtych czasów nadal rozdaje Pani synekury swoim mentorom Markiewiczowi i Ratajowi w formie zasiadania w przeróżnych radach nadzorczych.

Żądam, by nigdy więcej w żadnej – nawet wypływającej ze szlachetnych pobudek, wypowiedzi nie powoływała się Pani na czasy Solidarności ani na losy działaczy opozycji z lat 80. XX wieku. Nie ma Pani prawa moralnego, by to robić.

Marek Kowalski

List do prezydent Świdnicy, nadesłany przez Mariana Dziwniela:

Szanowna Pani Prezydent,

Przeczytałem Pani odpowiedź udzieloną radnemu Lewandowskiemu. Przeczytałem ją na https://swidnica24.pl/2019/08/list-otwarty-do-prezydent-swidnicy-beaty-moskal-slaniewskiej/ Tam też przeczytałem gorzkie w treści skargi mojego Kolegi, Marka Kowalskiego. Czytając przypomniałem nasze tutejsze, francuskie początki. Nie były one usłane różami – o, nie. Nasz wyjazd nazwała Pani skrywaniem się. SJP definiuje to następująco: «schować się przed kimś lub przed czymś». Ja tak to rozumiem. Ja skryłem się przed komuną bo nie byłem aż tak wielkim optymistą i nie przewidziałem, że komuna padnie za mego życia. Pani Prezydent, Marek dobrze opisał swoje początki we Francji – nazywanie tego skrywaniem się podniosło Mu adrenalinę. Ja nie dziwię się temu, ja Go rozumiem.

Ja, proszę Pani, pominę moje początki, ominę moją teraźniejszość. Ja odniosę się do całości Pani wypowiedzi … ale ociupinkę mojej prywatnej skargi też dorzucę.

Pani Prezydent, ja pochwalam treść Pani wypowiedzi. Dobrze Pani wyartykułowała dotychczasowe relacje polsko – francuskie. Wspomniała Pani i o mnie -byłym internowanych ze Świdnicy, który znalazł swój dom we Francji . W swojej wypowiedzi powiedziała Pani „skrywali się niektórzy działacze Solidarnościˮ. Hmmm?… Można i tak… Ja „skryłem sięˮ bo funkcjonariusze SB straszyli mnie, że moje zdolne dzieci nie dostaną się na studia w PRL. „Skryłem sięˮ bo moja – nieżyjąca już żona – przeżyła tak wielki szok po moim internowaniu, że dwa miesiące leczyła się w szpitalu przy ul. Westerplatte, wyszła jako inwalidka III grupy. W PRL nie było wówczas potrzebnych leków. Przychodziły leki z zagranicy – m. in. z Francji – słane w ramach pomocy humanitarnej. Nie starczały dla wszystkich i były to leki podstawowe, że tak napiszę.

Proszę Pani, ma Pani rację chwaląc relacje francusko – polskie ; proszę nie traktować tego jako komplement. To każdy Rodak winien wiedzieć i nie zapominać. Pani przypomniała zapominalskim prawdę historyczną – b. dobrze. Francja zawsze była ziemią azylu /France terre dasile/. Tam „skrywali sięˮ / i „skrywają sięˮ nadal/ ludzie, dla których nie było / nie ma i dzisiaj / miejsca w ich ojczyznach.Francja taką była i na początku lat osiemdziesiątych kiedy to – cytuję:

W marcu 1982 roku rozpoczęła się zakrojona na szeroką skalę akcja zmuszania do emigracji działaczy opozycji i Solidarności. Zwalniani z więzień i ośrodków odosobnienia mieli jak najszybciej wyjechać. Pozbywano się ich, aby reżim Wojciecha Jaruzelskiego mógł dalej rządzićˮ /https://dzieje.pl/artykuly-historyczne/uchodzcy-jaruzelskiego/.

Tak, proszę Pani Prezydent.

Francja zawsze litowała się nad tymi, których własny kraj wyganiał na tułaczkę. Dzisiaj odcinanie się od kontaktów z mieszkańcami Francji, z czołowym krajem UE, jakim jest Francja, jest niepoważne – delikatnie PiSząc… Radnemu Lewandowskiemu nie grozi „skrywanie sięˮ we Francji – tak myślę – ale innym, nie będącym w jego kręgu politycznym … kto wie?

Pozdrawiam Panią, Pozdrawiam Świdniczan.

Marian Dziwniel.