Strona główna Wydarzenia Marcinowice Nie mogą wyjechać z własnej posesji

Nie mogą wyjechać z własnej posesji [INTERWENCJA]

3

– Nie mamy szans, by swobodnie wydostać się z własnego domu. Zimą manewry są praktycznie niemożliwe – skarżą się mieszkańcy Tworzyjanowa. Problem stanowią auta, zostawiane na poboczu, naprzeciwko ich posesji. Znak zakazu zatrzymywania był, ale niedawno został usunięty. Wójt nie może rozwiązać sąsiedzkiego konfliktu.

Jak mówią pani Anna i pan Ryszard, samochody parkują sąsiedzi i ich goście. Niewielka przestrzeń na wąskiej uliczce nie pozwala na swobodne manewrowanie nawet niedużym autem osobowym. – O wjeździe samochodu dostawczego nie ma w ogóle mowy – dodają mieszkańcy Tworzyjanowa. – Zimą nie mieliśmy jak przyjąć dostawy drewna, bo samochód po prostu nie mógł do nas wjechać. Nie rozumiemy, dlaczego sąsiedzi uporczywie zostawiają samochody na tym wąziutkim odcinku drogi. Mają rozległą posesję, gdzie swobodnie zmieszczą się ich auta i auta gości.

Na ich prośbę wójt gminy Marcinowice zadecydował w kwietniu tego roku o postawieniu znaku zakazu zatrzymywania. – Niestety, sąsiedzi bardzo często go lekceważyli. Staraliśmy się nie reagować bez potrzeby, może ze trzy razy wzywaliśmy policję, kiedy naprawdę nie mogliśmy sobie poradzić – zapewniają pani Anna i jej mąż. Znak zniknął w październiku. – Tuż przed wyborami. Podejrzewamy, że to dzięki dobrej znajomości pana wójta z rodziną sąsiada. Nie rozumiemy, dlaczego jesteśmy tak dyskryminowani. Przecież to absurd, żebyśmy byli uwięzieni we własnym domu – skarżą się mieszkańcy Tworzyjanowa.

– Wcześniejsze postawienie znaku zakazu zatrzymywania się (B-36) oraz niedawne jego usunięcie przy drodze wewnętrznej w miejscowości Tworzyjanów zgodne było z przepisami ruchu drogowego. Jest to droga wewnętrzna, dlatego też organem zatwierdzającym organizację ruchu jest Wójt Gminy – odpowiada na pytania ws. sporu Władysław Gołębiowski, wójt gminy Marcinowice. – Usunięcie spornego znaku podyktowane było tym, iż większość mieszkańców nieruchomości przy tej drodze złożyła taki wniosek, skarżąc się na utrudnienia w ruchu drogowym i ograniczenia w korzystaniu ze swoich nieruchomości. Decyzja  była więc pokierowana dobrem większości mieszkańców tejże ulicy a nie sporem powstałym między dwoma zwaśnionymi sąsiadami. Konflikt dwóch rodzin nie może przedkładać się na dezorganizację życia innych mieszkańców miejscowości. Gmina wiele miesięcy wcześniej podejmowała próby pogodzenia sąsiadów i wypracowania kompromisu, jednak nie dały żadnego rezultatu. Dobrych relacji sąsiedzkich nie jest w stanie narzucić żadna decyzja administracyjna.

Znak – jak informuje UG, obejmował 160 m pobocza i dotyczył 4 posesji.

Mieszkańcy są rozczarowani brakiem pomysłów na rozwiązanie sytuacji. – To nie jest kwestia dobrosąsiedzkich kontaktów, ale dostępu do drogi. Oczekujemy podjęcia konkretnych działań. Przecież zamiast znaku zatrzymywania można postawić znak ograniczający postój. Wójt powinien jako gospodarz gminy zareagować tak, żeby można było normalnie funkcjonować. 

Aktualizacja: Sąsiedzi skarżących się mieszkańców zapewniają, że ich sposób parkowania nie utrudnia wyjazdu z posesji państwa Anny i Ryszarda. Na dowód przedstawiają zdjęcia, na których widoczna jest przestrzeń dostępna dla ewentualnych manewrów. Zapewniają przy tym, że zarzuty o „dobrych znajomościach z wójtem” pozbawione są jakichkolwiek podstaw.

/asz/