Strona główna 0_Slider Setki egzemplarzy miejskiej gazety zaśmiecają Strzelnicę

Setki egzemplarzy miejskiej gazety zaśmiecają Strzelnicę [FOTO]

21

75 tysięcy złotych trafi w tym roku z pieniędzy świdnickich podatników wyłącznie na kolportaż biuletynu informacyjnego, wydawanego z ogromnym poparciem prezydent miasta Beaty Moskal-Słaniewskiej przez Miejską Bibliotekę Publiczną. Tymczasem setki egzemplarzy tuby propagandowej władz miasta zaśmieciło niemal całą Strzelnicę. Na problemy z gazetą poskarżył się także mieszkaniec Osiedla Młodych.

– Nasze pieniądze są wyrzucane dosłownie w błoto – zaalarmowali mieszkańcy Świdnicy, zdumieni odkryciem, dokonanym na niemal całej powierzchni zapomnianej przez władze Strzelnicy. Nie zaglądają tu ani urzędnicy, ani firmy porządkowe. Tymczasem tutaj właśnie trafiły setki egzemplarzy co najmniej trzech wydań gazety, firmowanej przez Miejską Bibliotekę Publiczną. Za kolportaż każdego numeru z budżetu miasta firma Weber Group Michał Siedlecki otrzymuje 3050 złotych. Jak widać jednak na zdjęciach, ani firma sobie z tym nie radzi, ani nikt jej nie kontroluje. Czyżby gazeta nie cieszyła się zainteresowaniem mieszkańców, skoro dystrybutorzy po prostu wyrzucili ją w krzaki? Otwarte pozostaje pytanie, dlaczego procederu zaśmiecania sfinansowanym przez świdniczan wydawnictwem terenów zielonych nie zauważyła  także Straż Miejska?

Mieszkańcy nie rzucili się z entuzjazmem na gazetę, która – jak przekonywała w ognistym wystąpieniu podczas marcowej sesji Rady Miejskiej prezydent miasta – jest ogromnie potrzebna, by przekazywać w jej zdaniem jedyny właściwy sposób informacje z miasta. Dowodem na to jest także interwencja, z którą do radnego Marcina Paluszka zwrócił się mieszkaniec Osiedla Młodych: „Witam serdecznie Panie Marcinie. Kontaktuję się z Panem jako Radnym okręgu Osiedle Młodych. Chodzi mi przede wszystkim o wrzucanie biuletynu do skrzynek. Na Osiedlu Młodych na większości bram są wyraźne informacje, aby wszystkie reklamy itp. (a uważam, że do tego zalicza się biuletyn, jeżeli nie jest to przesyłka pocztowa) wrzucać do skrzynek przed bramami, które zresztą zostały specjalnie po to zamontowane. Nie rozumiem więc “wyższości” gazety urzędowej. Wszystkie sklepy potrafią się do tego dostosować i zapewne zdają sobie po prostu sprawę, że zaśmiecając klatki schodowe zostaną źle odebrane. Jaka ustawa, bądź czyje przyzwolenie daje kolporterom biuletynu upoważnienie, do zachowywania się inaczej, niż życzą sobie tego mieszkańcy? (…) Co dwa tygodnie przez kilka dni wchodząc do bramy jest widok, jak na zdjęciu. Może to i brak kultury moich sąsiadów, bo nie trudno wziąć to w rękę i wrzucić do kosza, ale skoro Urząd Miasta wydaje takie dyspozycje kolporterom, niech zadba również o prządek, który sam zakłóca. Proszę o zajęcie się tą sprawą. Pozdrawiam, mieszkaniec Osiedla Młodych”. Wiceprzewodniczący rady zapowiedział złożenie interpelacji w tej sprawie.

Dwutygodnik w nakładzie 20 tysięcy egzemplarzy wydawany jest co dwa tygodnie. Za zgodą Rady Miejskiej władze miasta zagwarantowały Miejskiej Bibliotece Publicznej nie tylko środki na kolportaż, ale także zatrudnienie dwóch pracowników (w ramach robót publicznych, czyli dzięki podatkom z budżetu miasta). Redakcja działa w ramach biblioteki, nie płaci więc ani za pomieszczenia, ani za sprzęt potrzebny do przygotowania biuletynu. W 2017 roku biblioteka – jak wyjaśniała rzeczniczka UM w Świdnicy Magdalena Dzwonkowska – po to, by realizować cele statutowe zakupiła za 1550 zł aparat fotograficzny, za 14 tysięcy sprzęt komputerowy i oprogramowanie za ponad 4 tysiące złotych. Po stronie MBP pozostaje więc opłacenie fotografa, druk gazety, koperty i znaczki do korespondencji, jak wylicza dyrektor Ewa Cuban. W sumie ma to być ok. 20 tysięcy złotych miesięcznie, choć MBP nie ujawnia wszystkich kosztów, np. zleceń dla fotografa.

Skąd te 20 tysięcy? Jak zapewnia dyrektor Cuban, z reklam. Wpływy z reklam opublikowanych w dwóch pierwszych numerach oraz na portalu towarzyszącym wydawnictwu wg informacji rzeczniczki UM wyniosły 15 145 złotych. W gazecie ogłaszają się za opłatą m.in. spółki należące do miasta – MZEC i MPK. Jest też kilku reklamodawców komercyjnych, którzy pewnie nie spodziewali się, że gazeta z ich reklamą doczeka się “dystrybucji” w krzakach.

Dyskusja nad etycznym i ekonomicznym aspektem wydawania gazet przez samorządy i jednostki samorządowe trwa od dawna. Zakazu domaga się Rzecznik Praw Obywatelskich. – Uzurpowanie przez biuletyny samorządowe roli gazet wiąże się niejednokrotnie z utrudnianiem dostępu do informacji dziennikarzom prasy prywatnej, co jest podważeniem fundamentalnej zasady wolności słowa i prawa dostępu obywateli do informacji publicznej – napisał rzecznik w ostatnim wystąpieniu do ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Wcześniej RPO apelował w tej sprawie do wicepremiera, ministra Piotra Glińskiego w lipcu i listopadzie 2016 oraz w lutym i wrześniu 2017 roku.

Wątpliwości RPO budzi również kwestia łączenia przez pisma samorządowe funkcji publicznych z działalnością gospodarczą. Obawy te dotyczą w szczególności tego, iż samorząd może wydawać swe pismo w oderwaniu od zasad rynkowych, z pomocą środków publicznych oraz przy wsparciu zatrudnionych urzędników, którzy redagują jego treść w ramach obowiązków służbowych.

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego dostrzega negatywne skutki działalności samorządów na rynku prasy lokalnej i analizuje możliwość zmian w prawie prasowym – twierdzą przedstawiciele resortu. Ministerstwo rozważa wprowadzenie nowych regulacji, które wzmocnią pozycję prasy lokalnej. Dzięki temu będzie ona niezależna od decyzji samorządowców.

Na razie samorządy robią, co chcą, nie licząc się z kosztami. A przy nakładzie 20 tysięcy egzemplarzy czym jest kilkaset (może kilka tysięcy?) wyrzuconych w krzaki?

Agnieszka Szymkiewicz
wsp. mn

Za zdjęcia dziękujemy Czytelnikowi.