Strona główna 0_Slider Zniknął ponad stuletni dąb. Mieszkańcy oburzeni

Zniknął ponad stuletni dąb. Mieszkańcy oburzeni

30

Widać go jeszcze na archiwalnych zdjęciach z około 1940 roku. – Był piękny, okazały, stanowił punkt orientacyjny – dziś już tylko wspominają mieszkańcy Marcinowic. Właściciele prywatnej posesji skorzystali skwapliwie z ustawy Szyszki i pozbyli się dębu. – Rozmawiam, proszę, ale co mam powiedzieć? Ludzie tną, co popadnie – rozkłada ręce wójt gminy Władysław Gołębiowski.

– Z 23 lutego na 25 lutego 2017 roku miało miejsce wycięcie bardzo starego dębu, który nie dość, że pamiętał czasy II wojny światowej, to był punktem odniesienia na mapach. Wydarzenie to miało miejsce w Marcinowicach na ul Kwiatowej. Wycięła  ten dąb właścicielka działki – pisze jeden z oburzonych mieszkańców. Zgłoszeń w sprawie dębu jest więcej.

Wiadomo z całą pewnością, że drzewo rosło zanim został wybudowany dom. – Właściciele o zgodę na wycięcie drzewa wnioskowali w Urzędzie Gminy od 2008 roku. Za każdym razem odpowiedź była odmowna. Teraz już nie musieli nikogo pytać, bo drzewo rośnie na prywatnej posesji i prawo do wycinki bez zezwolenia dają obowiązujące od stycznia tego roku przepisy – mówi wójt Marcinowic. – Próbowaliśmy powstrzymać właścicieli, ale bez skutku. Ja mogę tylko prosić.

Drzewo rosło w centralnej części wsi i jak ocenia zatrudniony w Urzędzie Gminy leśnik, miało około 120 lat. Widoczne jest na zdjęciu (poniżej, w lewym górnym rogu), wykonanym w latach 40-tych XX wieku podczas uroczystości zasadzenia innego dębu, na cześć Adolfa Hitlera. Ten akurat nie przetrwał, jak mówi wójt, na szczęście. Ale ściętego w ostatnich dniach dębu żal.

Właściciele działki z ul. Kwiatowej nie są wyjątkami. Podobnie jak w całej Polsce, rzeź trwa  na wielu prywatnych posesjach  w gminie Marcinowice. – Martwią mnie informacje, że ludzie są namawiani do wycinki przez handlarzy drewnem na opał – mówi Władysław Gołębiowski. Powody usuwania drzew czasem są banalne. Do wycinki przymierza się właścicielka kolejnej posesji, gdzie również rośnie leciwy dąb. Kobieta chce się go pozbyć, bo – jak informują mieszkańcy –  nie ma już siły uprzątać liści i żołędzi. – A może pomóc tej pani? Może gmina w ramach prac interwencyjnych jesienią będzie tam posyłała pracowników do grabienia? – podpowiada jedna z mieszkanek.

Od marca skala wycinki powinna być mniejsza ze względu na przepisy dotyczące okresu lęgowego ptaków.  Otwarte pozostaje pytanie, czy dojdzie do zmiany w ustawie o ochronie środowiska, która ograniczyłaby masowe usuwanie drzew. Prezes rządzącego Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński kilka dni temu zadeklarował zmianę przepisów, których autorem jest minister środowiska z tejże partii Jan Szyszko. Do tego czasu problem nie zniknie.

/asz/
Zdjęcia nadesłane przez mieszkańca Marcinowic oraz ze strony dolnyslask.org.pl