Strona główna 0_Slider Winny śmiertelnego wypadku nie straci prawa jazdy

Winny śmiertelnego wypadku nie straci prawa jazdy

4

Po sześciu latach od tragicznej śmierci dwóch pieszych przy drodze krajowej nr 35 w Marcinowicach świdnicki Sąd Rejonowy uznał winę Piotra K., kierującego TIR-em. Nieprawomocny wyrok to 2 lata więzienia z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na 3 lata. Mężczyzna nie straci natomiast prawa jazdy ani nie zapłaci nawiązki. – Hańba! To każdy może wyjechać i zabijać, i nawet prawa jazdy mu nie zabiorą! – krzyczał po rozprawie mąż i zięć zmarłych tragicznie kobiet.

Stanisław UssStanisław Uss, mąż i zięć tragicznie zmarłych pieszych, nie krył po ogłoszeniu wyroku wzburzenia.

Do wypadku doszło 29 września 2010 roku. Renata Uss wyszła tego dnia na przystanek autobusowy po swoją matkę. Obie zginęły w zatoczce autobusowej, przygniecione przez terenowy samochód, w który chwilę wcześniej uderzył TIR z naczepą. Prokuratura o nieumyślne spowodowanie wypadku oskarżyła Piotra K., kierowcę ciężarówki. Mężczyzna bronił się, że kierująca Suzuki Vitara wymusiła na nim pierwszeństwo przejazdu, wjeżdżając nagle z drogi podporządkowanej i zwalniając na widok busa. Tę wersję eksponował obrońca oskarżonego i została ona częściowo potwierdzona w trzeciej opinii biegłego. Nikt nie podważył jednak faktów, że Piotr K. jechał bez uprawnień do prowadzenia samochodów ciężarowych pojazdem bez ważnych badań technicznych, a przede wszystkim przekroczył dopuszczalną prędkość. W wyroku zostało jasno zaznaczone, że  mimo iż jest winny nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym, to umyślnie przekroczył prędkość. – To była bardzo skomplikowana sprawa – mówiła uzasadniając rozstrzygnięcie sędzia Małgorzata Skiba. Na podstawie ostatniej opinii biegłego sąd uznał, że kierowca wjechał do Marcinowic z prędkością 73 km, zbyt późno rozpoczął hamowanie i dopiero w chwili uderzenia wytracił prędkość do 60 km. Sąd nie zajmował się ewentualną winą kierującej terenówką, ale jak podkreślała sędzia Skiba, nie można dać wiary występującej w procesie jako świadek kobiecie, która twierdzi, że TIR-a w ogóle nie widziała. Biegły uznał ponadto, że doszło do złamania przepisów przy wjeździe przez terenówkę na skrzyżowanie.  Jednak w takiej sytuacji, zdaniem sądu,  Piotr P. powinien był zachować szczególną ostrożność i błyskawicznie rozpocząć hamowanie. Zrobił to dopiero 20 metrów przed pojazdem. Zbyt późno i efekt był tragiczny.

tirProkurator żądał dla oskarżonego 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat, 5- letniego zakazu kierowania pojazdami mechanicznymi i nawiązki na rzecz męża Renaty Uss. Sąd zostawił natomiast prawo jazdy. – W ocenie sądu brak jest podstaw do orzekania  zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych – stwierdziła sędzia Małgorzata Skiba. Ta sama sędzia w 2015 roku zadecydowała o oddaniu prawa jazdy taksówkarzowi, oskarżonemu o zabicie 29-letniej pieszej. Powołała się wówczas na domniemanie niewinności i fakt, że mężczyzna i tak jeździ bez dokumentu.

Sąd nie znalazł też podstaw prawnych do zasądzenia nawiązki na rzecz oskarżonego. Piotr K. ma jedynie pokryć 300 złotych kosztów sądowych. Mężczyzny ani jego obrońcy nie było na ogłoszeniu wyroku.

– To hańba! Taki wyrok to hańba – krzyczał jeszcze na sali sądowej Stanisław Uss. Poza nią żalił się, że stracił najukochańszą osobę, jego syn został sierotą w wieku 11 lat, przeżył 6-letnia gehennę niekończącego się procesu, a sąd tak łagodnie potraktował oskarżonego. Zapowiada złożenie odwołania. Prokurator Paweł Hejmej także nie wyklucza apelacji. – Chcemy przede wszystkim poznać uzasadnienie sądu w kwestiach prawa jazdy i nawiązki, a później podejmiemy decyzję – tłumaczy.

/asz/