Strona główna Magazyn Kuchnia Czary Penelopy: Sobotnie śniadanie

Czary Penelopy: Sobotnie śniadanie

0

W minioną sobotę rankiem poczułam na twarzy delikatne muśnięcia. Gdy otworzyłam oczy, dosłownie 10 cm od mojej twarzy zobaczyłam wielkie bursztynowe oczy mojej kotki.

płatki

Gdy nawiązałyśmy krótki kontakt wzrokowy (moje powieki od razu opadły) kotka wydała swój zwyczajowy zachrypnięty „ miauk”. Jednak ta krótka chwila, gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały najwyraźniej dała jej nieme przyzwolenie na jeszcze bliższy kontakt. Wgramoliła się na moją klatkę piersiową, rozsiadła się w najlepsze i mrucząc uroczyście obwieściła mi początek dnia. Depcząc po swojemu okrywającą mnie kołdrę, sugerowała mi delikatnie acz stanowczo, że powinnam wstać. W zasadzie to nie była delikatna sugestia – to był rozkaz! Cóż było robić. Wstałam. Uradowana kotka miaucząc i biegnąc przede mną wskazała mi powód swojej porannej natarczywości. Jej miseczka była pusta! No tak. I wszystko jasne. Zdziwiony tym porannym zamieszaniem pies ziewając, dołączył do naszego towarzystwa, również domagając się uzupełnienia swojej miseczki. Gdy zwierzęta zajęte były konsumpcją swojego śniadania, ja zaparzyłam sobie kawę. Piłam ją w towarzystwie moich „sierściuchów” obmyślając, czym uraczyć śpiącą rodzinkę aby i ich „ miseczki” były pełne, gdy wstaną.
To co wymyśliłam:

potrzeba:
2-3 garści płatków owsianych
2 łyżki wiórków kokosowych (lub więcej)
1 łyżka siemienia lnianego
1 łyżka sezamu
4 łyżki jogurtu greckiego
mrożonka owoców leśnych lub miks owoców sezonowych
1 łyżka miodu
kilka kropli olejku waniliowego
1 banan

Ziarna wsypałam na dużą patelnię. Na średnim ogniu prażyłam je mieszając, by się nie przypaliły. Równolegle na drugiej patelni podgrzewałam mieszankę owoców leśnych, dodałam miód i olejek waniliowy. Podgrzewałam do momentu aż owoce puściły soki, smaki się wymieszały i owoce zmiękły. Uprażone ziarenka rozłożyłam do miseczek. Nałożyłam po jednej solidnej łyżce jogurtu greckiego, na wierzch wyłożyłam owoce. Udekorowałam plasterkami banana.

Gdy ja krzątałam się w kuchni popijając kawę, kotka zmrużywszy oczka nadzorowała akcję siedząc na półce. Pies widząc, że nic smakowitego nie spadnie na podłogę udał się na poranną drzemkę. Napełnione miseczki czekały na rodzinkę a my (kotka i ja) odpoczywałyśmy na sofie przy filiżance kawy. Błogość.

Penelopa Rybarkiewicz-Szmajduch