Strona główna Magazyn Refleksje Piękniejszy świat Beaty: Znikające skarpety

Piękniejszy świat Beaty: Znikające skarpety

0

Doszły mnie słuchy, że problem znikających skarpet dotyka ponad 80% populacji ludzkiej. O pozostałych populacjach nie było nic w tych statystykach, ale zakładam, że może się to rozkładać proporcjonalnie. W sumie znajduję w tym pewne – słabe bo słabe, ale jednak – pocieszenie, bo długie lata dokonywałam swoistego samobiczowania, zatruwając się myślami o tym, jak się źle gospodarzę, że nie potrafię upilnować skarpecich par.

 Bielizna turkus

A wskaźniki te, które niewątpliwie pozwolą mi wygrzebać się z depresji, usłyszałam w moim ukochanym radiu, które to znikającym skarpetom poświęciło całą audycję. W wyżej wymienionej sprawie wypowiadały się prawdziwe naukowe autorytety.

 Autorytety przedstawiały rozmaite teorie z pogranicza biologii, kosmologii i fizyki molekularnej. Co do niektórych mam pewność, że już wcześniej sama je odkryłam, choć nie potrafiłam tak fachowo ubrać tego w słowa.

 Z tego całego informacyjnego gąszczu najbardziej przekonuje mnie teza, że świat składa się z fermionów (pojedynczych cząstek), które mają tendencję do łączenia się w bozony (obiekty podwójne). Czyli rzeczone skarpety to właśnie przykład takiego bozona (bozonu?). Podczas prania (podejrzewam, że wskutek użycia detergentów) dochodzi do poluzowania bozonowych wiązań. Wtedy nasze skarpety przypominają sobie o swojej fermionowej naturze i przy pierwszej nadarzającej się okazji biorą nogi za pas. Przy okazji znajdujemy potwierdzenie, że chemia źle robi na związki. Trochę to niepokojące, zwłaszcza w obliczu tego co twierdzą niektórzy, że gdzie nie ma chemii, tam związki są nietrwałe.

 Tak czy owak, trudno tego nie przyjąć za możliwą hipotezę. Muszę nad tym głębiej pomyśleć, bo ta teoria mi się podoba i ma szansę szturmem zdetronizować dotychczasowo wyznawaną przeze mnie, że skarpety (tylko te nieparzyste) podczas prania trafiają do świata równoległego. W świat równoległy zaczęłam zaś wierzyć tuż po tym, jak przestałam wierzyć w to, że niektóre skarpety porywa nam Al-Kaida, aby uczynić z nich broń chemiczną, upatrując swoje szanse w tym, że całkowicie pominęła je Konwencja Genewska.

 Niezależnie jednak od tego, która z teorii skarpetoznikania  jest u mnie aktualnie obowiązująca, nad tą częścią skarpet, którą udaje się z pralki cudem ocalić,  staram się w miarę możliwości panować. Poświęciłam im całą jedną szufladę w mojej przepastnej komodzie, dodatkowo dzieląc je na te fajne i te obciachowe, które zakładam tylko do kozaków. Osobną kategorię tworzą te, które pary wprawdzie nie tworzą, ale są tak podobne, że przy odrobinie szczęścia różnic nikt nie zauważy. Każdą z grup układam w osobnych workach, solidnie odszytych, na podszewce i ściąganych tasiemką. Mam już tych worków w ilości dążącej do nieskończoności, a i tak, gdy przychodzi mi się spakować na wyjazd, muszę gwałtownie jakiś worek przeznaczony dla jakiejś kategorii wybebeszyć i całą tę moją systematykę diabli biorą w trzy sekundy.

 Nędzne życie kobiety z kompulsywną manią systematyzowania przy jednoczesnym braku gorliwości w systematyczności, ot co!

Beata Norbert

Po piękne drobiazgi Beaty zapraszamy do sklepu na  atrillo.pl