Strona główna Magazyn Refleksje Piękniejszy świat Beaty: Francja elegancja

Piękniejszy świat Beaty: Francja elegancja

0

Oliśka trochę nawywijała zadając się z jakimś towarzystwem, które w mojej rodzicielskiej zwapniałej nomenklaturze trzeba by nazwać  “szemranym”. I nawet nie dostrzegłam tego naocznie, to znaczy z nikim z tego towarzystwa jej nie spotkałam, tyle że zmienił się jej język, jakiego pozwala sobie używać w domu już dość swobodnie. To taki pierwszy sygnał.

Stołowe4

 Postawiłam jej więc ultimatum: albo zacznie się zadawać z jakimś porządnymi ludźmi i zmieni przy okazji językowe przyzwyczajenia oraz ogólne nastawienie do mnie i do świata, albo nici z czegoś tam.

 No i mała chyba sobie wzięła te pogróżki do serca. Zupełnie niepotrzebnie, bo i tak już nie pamiętam, co było przedmiotem tego targu. Niemniej jednak postanowiła pokazać mi tę przemianę, która w niej zachodzi i przyprowadzić do domu swoją klasową przyjaciółkę. Na wieść, że taka wizyta się odbędzie, zjeżyłam się cała, bo miałam świadomość wyglądu jej pokoju oraz tego, że doprowadzenie go do unijnych standardów to zadanie z kategorii mission imposible. Ale latorośl się uparła. Ledwo wróciła z placówki szkolno-wychowawczej, bez pośpiechu zabrała się do pracy. Odgłosy fedrowania zza drzwi jej pokoju dobiegały przez trzy  kolejne godziny. Po drodze chciałam ją nieco zaprowiantować, ale krzyknęła tylko, że nie ma do tego głowy. Poszłam więc do łazienki zrobić ze sobą to, co ona chciała zrobić ze swoim pokojem, czyli zarzucić na twarz wyrafinowane zabiegi pielęgnacyjne.

 Tymczasem Oliśka sprzątała, przestawiała, szurała strasznie. Z tego rozpędu zrobiła błysk również w kuchni, pomyła podłogi w korytarzu oraz poukładała moje szpargały na stole w salonie. Było tak czysto, że bałam się, czy to jej przypadkiem nie wejdzie w nawyk i  będziemy musiały odtąd trzymać taki standard, co przy naszym trybie życia byłoby dość trudne. Postanowiłam się jednak nie spinać i zawierzyłam genetyce. Jeśli  najsilniejsze geny odziedziczyła po mnie, przetrwamy i to!

 Zjawiły się z koleżanką następnego dnia po lekcjach. Zaplanowałam na obiad pierogi. Z początku było sztywno, okazało się bowiem, że w naszym domu pierogi je się nożem i widelcem, co było oczywiście zaskoczeniem dla mnie tak wielkim, jak wyrok Komisji Weneckiej dla miłościwie nam panującej mateczki partii. Przełknęłam jednak tę gorzką pigułkę dla dobra sprawy, bo może zacieśnianie więzi z tą przemiłą osobą może się odbić pozytywnie na podejściu do życia mojej panienki. Oby!

 Postanowiłam jednak przygotować się na wypadek, gdyby ta sytuacja miała eskalować. Jestem gotowa nie dość, że spożywać posiłki kompletem sztućców, to jeszcze uzbroiłam naszą stołową zastawę w tekstylne utensylia, jakich nie powstydziłaby się sama pani prezydentowa Jolanta, która swego czasu zasłynęła tym, że potrafi zjeść bezę i się przy tym nie ufajdać.

 Komplet taki mamy więc już na stanie, składający się z obrączek na serwetki i kieszonek na sztućce, niemal jak z najlepszej restauracji. Nie potrafimy wprawdzie jeszcze gotować, ale i to przy odrobinie motywacji się przebrnie z czasem.

Beata Norbert

Po piękne drobiazgi Beaty zapraszamy do sklepu na  atrillo.pl