Strona główna Sport Uczę pokonywania barier – wywiad z Jolantą Kumor

Uczę pokonywania barier – wywiad z Jolantą Kumor

1

Cała Polska zwróciła na nią uwagę podczas Mistrzostwa Świata w Lekkoatletyce w Pekinie, gdzie w zastępstwie Czesława Cybulskiego pełniła honory trenerki Pawła Fajdka, mistrza świata w rzucie młotem. Paweł obronił wówczas ten tytuł, a Jolanta Kumor stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych trenerek polskich sportowców. Dziś sama zdobywa nagrody. Podczas I Świdnickiego Forum Kobiet otrzymała nagrodę „Kobiety z Pasją” w kategorii Kobieta Fit.

Jolanta Kumor Wojciech Nowicki Paweł Fajdek

Jolanta Kumor z medalistami podczas Mistrzostw Świata w Pekinie. Źródło: Facebook

Jak wspomina Pani Mistrzostwa Świata w Lekkoatletyce w Pekinie? Czy była to największa impreza sportowa w jakiej Pani uczestniczyła?

Tak, zdecydowanie największa i było to niesamowite przeżycie. Sam stadion robi niezwykłe wrażenie. Pamiętam był jeden taki dzień, kiedy z zawodnikami, którymi się opiekowałam, poszliśmy przed ich startami na stadion. Ci bardziej doświadczeni z nich – Paweł Fajdek i Asia Fiodorow – powiedzieli, że musimy stanąć na płycie, żeby poczuć niesamowitą wielkość tego obiektu. Tego uczucia się nie zapomina.

Jak doszło do tego, że została Pani trenerką rzutu młotem? To nie jest zbyt popularna dyscyplina i chyba niezbyt kobieca?

Owszem, być może niezbyt popularna, ale bardzo kobieca, bo przecież rzucając młotem trzeba niemal tańczyć: pięta-palce, pięta-palce… To, że zainteresowałam się tą dyscypliną, to był właściwie zupełny przypadek. Tak to czasem w życiu bywa, że przytrafia nam się coś niespodziewanego i albo „wchodzimy” w to, albo nie. Byłam nauczycielką wychowania fizycznego w czasie gdy Zygmunt Worsa, mój przyjaciel, któremu wiele zawdzięczam, założył w Żarowie Klub Sportowy „Zielony Dąb”. On mnie wciągnął do tego klubu i początkowo tak zupełnie niezobowiązująco zaczęłam „bawić” się w trenowanie lekkiej atletyki. Co roku mieliśmy podsumowania działalności klubu i na jedno z nich przyjechał trener Czesław Cybulski z Szymonem Ziółkowskim, z Markiem Plawgo i z innymi jeszcze zawodnikami. Szymon był wtedy mistrzem olimpijskim z Sydney, mistrzem świata z Edmonton i ponoć wtedy, jak oni do nas przyjechali, ja powiedziałam do Zygmunta Worsy „słuchaj, a może ja bym się tym młotem zajęła?” Zygmunt twierdzi, że to właśnie tak się zaczęło. Potem pojechałam na taki młodzieżowy obóz „Sportowe Wakacje”, na którym spotkałam Bolka Lubikowskiego, trenera, który wychował wielu mistrzów Ukrainy. Bolek w tym czasie trenował w Zgorzelcu i umówiłam się z nim, że pomoże mi trenować moje dzieciaki z Żarowa. Więc na początku to wyglądało tak, że ja regularnie pakowałam dzieci w samochód i jeździliśmy trenować do Bolka.

Po jakimś czasie na takiej corocznej konferencji nauczycieli i trenerów lekkiej atletyki   spotkałam trenera Cybulskiego z Szymonem Ziółkowskim. Podeszłam do niego i powiedziałam: „dzień dobry, czy mogłabym usiąść sobie i popatrzeć?” Trener Cybulski tak na mnie dziwnie spojrzał, ale powiedział: „proszę”, więc usiadłam i patrzyłam. Na koniec treningu, co było dla mnie miłym zaskoczeniem, trener przyniósł mi stertę różnych materiałów między innymi o środkach treningowych, treningu psychiki i powiedział: „to możesz sobie skserować, to przeczytaj i zrób notatki, a to jest tylko dla ciebie”. Ja sobie to poczytałam, porobiłam notatki i zaczęłam na dobre trenować rzut młotem. Połączyłam trochę wiedzy od Bolka trochę od trenera Cybulskiego. Co prawda kiedyś z trenerem Cybulskim rozmawiałam na temat tej historii i on opowiedział mi jak to wyglądało z jego punktu widzenia, mówi: „trenuję z Szymonem, patrzę – jakaś kobieta wchodzi, pyta się czy może usiąść i popatrzeć na trening. Tak się zdziwiłem, kobieta?, ale dobrze – mówię, siadaj”. Myślę sobie, że to jest wielkie szczęście w życiu, spotkać w odpowiednim momencie odpowiednich ludzi, taki dar od losu, który można wykorzystać lub nie. Trener Cybulski zawsze to powtarzał, że trener rośnie wraz z zawodnikiem, więc kiedy ci moi zawodnicy zaczęli coraz dalej rzucać, to zaczęliśmy więcej pracować i już nie było odwrotu.

Czy nie boi się Pani teraz tej odpowiedzialności bycia trenerem mistrza świata. Czy mistrza można jeszcze czegoś nauczyć?

Powiem szczerze, że na początku był pewien moment przerażenia. Kiedy zadzwonił Paweł Fajdek i powiedział, że trener Cybulski został ranny i żebym go zastąpiła. Miałam zająć się trójką zawodników przygotowujących się do Mistrzostw Świata w Pekinie  – Pawłem Fajdkiem, Malwiną Koprom i Joanną Fiedorow. Była to wielka odpowiedzialność, zgodziłam się, ale jechałam do nich z niepokojem. Jednak kiedy już zaczęliśmy razem pracować, to cały strach minął. A czego można nauczyć mistrza świata? Paweł jest bardzo świadomym i kompletnym zawodnikiem i czasem potrzebuje od trenera z pozoru niewiele, dwóch, trzech zdań, zwrócenia uwagi na jakiś drobiazg, ale dla zawodnika tej rangi takie drobiazgi mają często kluczowe znaczenie.

Od wielu lat pracuje Pani z młodzieżą jako trenerka, ale też nauczycielka wychowania fizycznego. Czy jest jakaś różnica między byciem trenerem a nauczycielem?

Zdecydowanie tak. Uważam, że wychowanie fizyczne na każdym etapie nauki ma inny cel. Teraz, gdy uczę w szkole średniej, to dla mnie tym najważniejszym celem jest to, żeby ci młodzi ludzie znaleźli coś dla siebie, jakąś formę aktywności, którą będą kontynuować po skończeniu szkoły. Ale poza tym, zależy mi też, by uczyć ich przełamywania barier psychicznych, żeby nie podchodzili do zadań na zasadzie: „nie umiem, nie wiem, nie zrobię” . Kiedy widzą jakąś barierę, to trzeba pokazać im, jak ją pokonać, a potem zaczynają już próbować sami i doświadczają tego, jak wielką to daje satysfakcję.  Zawsze mówię, że takie myślenie warto jest przenieść do codziennego życia. Często jesteśmy w sytuacji, w której mamy coś nowego do zrobienia czy coś, czego nigdy nie umieliśmy zrobić i jeżeli będziemy myśleć: „nie umiem, nie umiem, nie umiem”, to nie ma szans, żeby cokolwiek nam w życiu wyszło. Uważam, że wychowanie fizyczne powinno też temu służyć, żeby uczyć jak sobie radzić z barierami w życiu. Z kolei praca trenera jest bardziej nastawiona na wynik, z tym że zawsze trzeba pamiętać, że zawodnik jest też człowiekiem i nie sztuką jest zniszczyć człowieka i zawodnika. Oczywiście można się skoncentrować tylko na wyniku i zupełnie nie myśleć o osobie, która ten wynik osiąga, ale dla mnie to nigdy nie była dobra droga. Uważam, że żeby zawodnik osiągał dobre wyniki, musi być traktowany jak człowiek. Trener, który prowadzi swojego zawodnika od dziecka, nawiązuje z nim znacznie bliższy kontakt niż nauczyciel. Jeździ się wspólnie na zawody, obozy i nie tylko jest się trenerem, ale w pewnym sensie wychowawcą. Ja nie wyobrażam sobie, żeby trener nie mówił takim 10-12-letnim dzieciom jak się zachować przy stole, jak się ubrać, jak przygotować psychicznie do zawodów. Tego wszystkiego trzeba nauczyć i ten kontakt z zawodnikiem jest bardziej osobisty niż z uczniem na lekcji, więcej czasu się mu poświęca.

1 Śwdnickie Forum Kobiet - 24.11 (40)

Jolanta Kumor odbiera nagrodę I Świdnickiego Forum Kobiet. Zdjęcie: Łukasz Kufner

Czy można rozpoznać czy dany uczeń ma potencjał na mistrza świata?  

Ktoś kiedyś powiedział, że trzeba mieć jakąś jedną cechę wiodącą. Kiedy poznałam Pawła Fajdka, w czwartej klasie, to on był i silny, i szybki, ale nade wszystko nie potrafił przegrywać, w tym sensie, że się nie poddawał, tylko cały czas walczył. I to zwróciło moją uwagę. Jest czasem jakieś takie wewnętrzne przeczucie, że ktoś ma potencjał na odniesienie sukcesu w sporcie, ono nie zawsze musi się sprawdzić w stu procentach, ale też nie uzurpuję sobie prawa do tego, żeby kogoś od razu skreślić mówiąc ,że ty się do tego nie nadajesz, ponieważ tego tak do końca nikt nie wie. Mi kiedyś powiedziano, żebym się nie zajmowała Pawłem, bo nic z niego nie będzie. On to usłyszał i tak jak nie umiał przegrywać, tak się zawziął i trenował jeszcze ciężej, żeby udowodnić tym, którzy w niego nie wierzyli, że nie mają racji.

Ostatnio dostała Pani nagrodę I Świdnickiego Forum Kobiet w kategorii Kobieta Fit, czy jest to dla Pani ważne wyróżnienie?

Jest ważne, ale przede wszystkim ta nagroda była dla mnie wielkim zaskoczeniem, bo cztery dni przed tym forum dowiedziałam się, że jestem nominowana. Zaskoczenie było bardzo miłe, ale tak się zastanawiałam dlaczego ja w takiej kategorii, bo „Kobieta Fit”, to mi  się kojarzyło z jakąś super zgrabną sylwetką i tak dalej, dopiero później mi wyjaśniono, że w nominacji brane było pod uwagę propagowanie sportu i praca z młodzieżą. W zasadzie dopiero podczas forum zdałam sobie sprawę z tego, że to była taka duża akcja, że najpierw kilka osób było nominowanych, że nie tylko nasz powiat brał w tym udział i powiem szczerze, że wtedy chyba pierwszy raz poczułam taki stres, że nie wiedziałam co powiedzieć. Normalnie nie mam jakichś większych problemów z wystąpieniami publicznymi czy przed kamerą, a tu stanęłam na scenie przed mikrofonem i nie wiedziałam jak się zachować. Jeszcze niezwykłe było to, jak potem kobiety w różnym wieku mi gratulowały, jak ludzie bardzo ciepło przyjęli moją wygraną. Poczułam się trochę zawstydzona, ale przede wszystkim, to było bardzo miłe i niezwykłe przeżycie.

Jakich sukcesów życzyć Pani w najbliższej przyszłości?

Na pewno w pracy z Pawłem Fajdkiem, ale też z dziećmi w Żarowie. Prowadzę zajęcia z lekkiej atletyki dla dzieciaczków ze szkół podstawowych, w ramach programu ministerialnego „Lekkoatletyka dla każdego”. Widzę, że mamy bardzo dużo zdolnej młodzieży i bardzo bym chciała, żebyśmy odtworzyli w Żarowie klub i rozwinęli sportową działalność. Dążymy do tego, ponieważ mamy bardzo bogate tradycje lekkoatletyczne, głównie dzięki ogromnej pracy Zygmunta Worsy, któremu swojego czasu udało się wychować czwartego zawodnika świata – Tomka Rudnika w biegu przez płotki. Bardzo bym chciała, żebyśmy nawiązując do tych tradycji zaczęli na nowo budować silny lekkoatletyczny zespół w Żarowie. To jest jeden z moich kolejnych kroków w przyszłość.

Rozmawiała: Aleksandra Furtak