Dom bez „pudła”

    8

    Poznałem smak życia w takiej przestrzeni. Kiedy zamieszkałem z moją NN (Notoryczną Narzeczoną), taki mebel stał w jednym z pokoi jej mieszkania. Zdecydowanie był to mebel, bo nie działał od pewnego czasu. Jego obecność była związana z koncepcją przerobienia go na akwarium. Ostatecznie do tego nie doszło. Powędrował na śmietnik. Żyliśmy przez jakiś czas bez telewizora  i było nam z tym całkiem dobrze. Aż do pewnej zimy, kiedy to znudzeni niedzielnym chodzeniem do mamy NN na serial o pewnym sprytnym skazanym, „wymiękliśmy”. Nabyliśmy w pobliskim sklepie wielkie pudło z ekranem. Spokój i wieczorne czytanie książek poszło w niebyt. Naszą przestrzeń wypełnił ów mrugający potwór. Coraz częściej mamy wątpliwości, czy dobrze zrobiliśmy? Dzisiaj znowu zastanawiamy się, czy nie wyrzucić go z domu?

    Pamiętam, że pierwszy telewizor, jaki oglądałem chyba na początku lat sześćdziesiątych, stał w tzw. sali telewizyjnej zakładowej świetlicy. Był to popularny model Wisła, produkowany w warszawskich zakładach „Kasprzaka”. Dwa lata po tym wiekopomnym wydarzeniu mój ojciec nabył do domu jeszcze popularniejszego Turkusa. Były to czasu, gdy więzi sąsiedzkie budowało się przy oglądaniu „Dr Kildare`a” czy serialu „Znak Zorro”, a telewizor był wyznacznikiem nie tylko postępu, ale i zamożności. Później spowszedniał. Wymyślano za to do niego różne dziwne gadżety. Pamiętam np. takie specjalne szyby w kilku barwach, które nakładano na ekran, zanim pojawiły się telewizory kolorowe. Miały podobno stwarzać wrażenie kolorów. Ależ była to siermiężna rzeczywistość. Wciąż jednak w dobrym tonie było mieć telewizor w domu. Co najmniej jeden. Niektórzy instalowali go nawet w kuchni, sypialni czy łazience. Kilka dni temu „Rzeczpospolita” pisała, że obecnie trend się zmienia. Świetnie zastępuje go komputer. Coraz szybciej rośnie grupa Polaków, którzy od telewizora wolą ekran laptopa albo nie chcą, by telewizja kontrolowała ich życie. Z badań przeprowadzanych przez MillwardBrown SMG/KRC wynika, że w Polsce telewizora nie ma już w 700 tysiącach domów. Sytuacja diametralnie zmieniła się w porównaniu z 2007 rokiem. Zmianę podejścia do telewizji wywołało właśnie upowszechnienie dostępu do Internetu. Część osób przyzwyczaiła się do sposobu, w jaki działają media cyfrowe i telewizor wydaje się im urządzeniem wstecznym. W telewizji nie mogą natychmiast otrzymać tego, czego poszukują, w telewizorze nie ma też wyszukiwarek. Drugą grupą, która rezygnuje z oglądania telewizji, to osoby, które po prostu nie chcą, by dyktowała im, co będą oglądać i zabierała wolny czas. Takie osoby częściej słuchają radia i czytają prasę, cenią sobie życie rodzinne bez mediów w wersji tradycyjnej – wspólne spacery, wyjazdy, rozmowy.

    Czy moda na brak telewizora to znak naszych czasów? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Wyobrażacie sobie dom bez telewizora? Zapewne nie… Odkąd telewizor przestał być dobrem luksusowym, ma swoje (honorowe) miejsce w każdym domu. Ba! Często jest traktowany niemalże jak członek rodziny – wciąż włączony, zawsze obecny i coś tam sobie gaworzący, nawet gdy nikt go nie ogląda ani nie słucha… A gdyby to zmienić? Czy nie spędzalibyśmy ze sobą więcej czasu? Czy nie znaleźlibyśmy alternatywnych do siedzenia przed TV form rodzinnej rozrywki i wspólnego spędzania wolnego czasu? Czy nie musielibyśmy znaleźć tematów do rozmów w długie jesienne wieczory, zwykle spędzane z pilotem w ręku?

    Warto się jednak przynajmniej zastanowić, jak mogłoby wyglądać życie rodzinne, gdyby nie było telewizora. Życie bez niego jest możliwe. Mało tego – rezygnując z tego sprzętu, nic nie tracimy, bo wszystko, co zapewnia nam telewizor, możemy znaleźć gdzieś indziej (wiadomości w gazetach, filmy  w kinach, wszystko w Internecie). Rezygnując z telewizora nic nie tracimy,  a możemy zyskać bardzo wiele – przede wszystkim czas dla siebie i swojej rodziny. Popieram modę na nieposiadanie TV! Może nie jakoś specjalnie ideologicznie, ale trochę z uśmiechem i mrugając okiem podsumuję znanym od dawna hasłem:  „telewizja kłamie!”

    Wacław Piechocki

    Poprzedni artykułPolecamy: Mario Vargas Llosa „Pantaleon i wizytantki”
    Następny artykułCzary Penelopy: Suszone pomidory