Gdzie jest rowerzysta widmo?

    25

    – To były ułamki sekund, które mogą zrujnować moje życie – Anna, mieszkanka jednej z małych miejscowości na terenie powiatu świdnickiego (dane do wiadomości Redakcji) setki razy w myślach odtwarza to, co stało się 24 sierpnia o 5.05 nad ranem. Tego właśnie dnia jechała swoim oplem astrą trasą Świdnica – Strzegom, gdy nagle poczuła uderzenie w bok samochodu. Za szyba mignął bus. Udało jej się auto opanować i kolejne uderzenie – tym razem opla corsy. Była w kompletnym szoku, ze zniszczonego samochodu pomagał jej wysiąść kolega. Usłyszała tylko nerwowe okrzyki z pytaniem „gdzie on jest”? Kilka osób w ciemnościach szukało rowerzysty. Kierowca busa, który wykonał gwałtowny manewr, był przekonany, że zabił człowieka. W wypadku ucierpiało kilkanaście osób, wśród nich Anna. Poważne uszkodzenie kręgosłupa leczyła 2 miesiące. – A i tak nie jest dobrze, wciąż drętwieją mi okolice łopatki, po kilku godzinach pracy odczuwam przejmujący ból. Jednak nie to jest najważniejsze. Boję się utraty zatrudnienia, bo nie mam czym się dostać do oddalonego o 30 kilometrów zakładu. Nie chodzi o odległość, ale brak połączeń, które pozwoliłyby mi dotrzeć z mojej wsi do Wałbrzycha. Musze się trzykrotnie przesiadać, próbowałam – podróż w jedną stronę zajmuje nawet 4 godziny. W nocy czy nad ranem nie mam żadnego autobusu.

    10-letni samochód Anny w wypadku został kompletnie zniszczony i nadawał się tylko do kasacji. – Zapożyczyliśmy się mężem na to auto, raty będziemy jeszcze długo spłacać, a tymczasem nie mam szans na kupno innego samochodu. Byłam przekonana, że za utraconą astrę dostanę odszkodowanie, bo przecież w żaden sposób nie zawiniłam! Tymczasem moje nadzieje legły w gruzach. Prokuratura umorzyła po 3 miesiącach śledztwo z powodu niewykrycia sprawcy. Taka decyzja odbiera szansę na wypłatę nawet z Funduszu Gwarantowanego. Mam 80-letnią chorą mamę, 2 dzieci, uczę się i pracuję. Samochód dla mnie to żaden luksus, a zwykła, teraz już dramatyczna konieczność.

    Powołany przez prokuraturę biegły stwierdził, że winnym wypadku jest rowerzysta, który nagle miał wyjechać od strony Stanowic na drogę wojewódzką. Miał być kompletnie nieoświetlony. Tyle że nikt go nie odnalazł tuż po wypadku ani później, podczas dochodzenia. – Widziały go co najmniej 2 osoby z busa, reszta słyszała krzyk „uważaj rowerzysta”! – mówi prokurator Beata Piekarska-Kaleta. – Nie podejrzewam, by kierowca busa i jego ranni pasażerowie mieli powód do kłamstwa, przecież sami są poszkodowanymi bez prawa do odszkodowania.

    – Sama nie wiem, co o tym myśleć, wciąż jednak zastanawiam się jak to możliwe, że ten człowiek w kilka sekund zniknął? W szczerym polu? – pyta Anna. –  Jedyna moja nadzieja w tym, że albo sprawa wyjaśni się inaczej, albo ten człowiek zostanie odnaleziony. Może go ktoś postronny widział? Może gdzieś przypadkiem się „pochwalił” swoją przygodą z 24 sierpnia? Proszę, jeśli ktoś może pomóc, niech da znać! Przez tego rowerzystę-widmo moja przyszłość to utrata pracy. Ucierpią moje dzieci i najbliżsi, których mam pod opieką.

    – Umorzenie nie oznacza, że przestajemy szukać tego człowieka – zapewnia prokurator Piekarska-Kaleta i dodaje, że na tym etapie innego wyjścia nie było. Anna zastanawia się nad złożeniem zażalenia na postanowienie prokuratury. Nie wiadomo jednak, jaki może ono odnieść skutek.

    Po 2 miesiącach leczenia Anna wróciła do pracy. Pomaga jej kolega z pracy, który codziennie nadrabia kilka kilometrów, by zabrać ją swoim samochodem do Wałbrzycha. W awaryjnych sytuacjach wspierają przyjaciele. – Nie mogę tak do końca życia liczyć na nawet najserdeczniejszą pomoc. Czuję się bezsilna, tak bardzo bezsilna…

    asz

    Do prośby poszkodowanej dołącza Redakcja Swidnica24.pl. Jeżeli mogą Państwo pomóc w odnalezieniu sprawcy wypadku z 24 sierpnia lub mają Państwo istotne dla sprawy informacje, prosimy o kontakt z Prokuraturą Rejonową w Świdnicy lub ze Swidnica24.pl. e-mail kontakt@swidnica24.pl

    [photospace]