Kolejna debata: frazesy i ogólniki

    0

    Drugie starcie kandydatów na fotel prezydenta Świdnicy za nami. Po inicjatywie środowisk miejscowego biznesu za testowanie przyszłego prezydenta wzięły się media. I oceniając w miarę obiektywnie, bo o bezstronność zawsze jest trudno, niewiele zmieniło się w rywalizacji. Nadal nie ma alternatywy dla dotychczasowego prezydenta Wojciecha Murdzka. Nie jestem jego wielbicielem. Jednak nie można mu odmówić tego, że  wie, za co się bierze.  Choć tematy trudne zbywa milczeniem.

    Nieco inaczej jawią się jego konkurenci. Ci, za którymi stoi zaplecze partyjne i z miastem związani są od niedawna, proponują nam dość mgliste perspektywy albo wręcz frazesy rodem z partyjnych opowieści z cyklu „ Wiecie, zaplanujmy i zrobimy wam!”. Dzisiaj to za mało. Mieszkańcy czekają na efekty a nie gadanie. I jeszcze jedno. Dawało się wczoraj zauważyć, że niektórzy mają wciąż problemy ze znajomością miasta i jego problemów. Koncert deklaracji i obietnic zazwyczaj dokładnie pokazywał, jak jest z merytorycznym przygotowaniem kandydatów na prezydenta. “Posypał” się na całej linii Zbigniew Szczygieł z PO. Próbowały go dyscyplinować zadające pytania dziennikarki, jednak ponawiane prośby o konkrety i odpowiedź na pytania nie skutkowały. Jedno jest pewne – Zbigniew Szczygieł mówi co chce bez względu na pytanie, a przy okazji nie dopuszcza myśli o przegranej. O zwycięstwie przekonany jest także Adam Markiewicz z SLD.

    To obok Wojciecha Murdzka jedyny kandydat, który wykazał się przyzwoitą znajomością miasta. Niestety, serwował też nieustanną propagandę swoich minionych sukcesów i wykorzystał debatę do zadawania ciosów obecnie rządzącym. Po raz kolejny mówił o “organizacji mafijnej”.  Kurczowo trzymał się wcześniej już prezentowanej wizji socjalnych rządów po wygranej. Mariusz Barcicki z PiS wieszczył niezwykle smutną przyszłość Świdnicy (miasto umiera, młodzi uciekają, trzeba budować dom starców) i również nie po raz pierwszy zapowiadał gromko przesunięcie asystentki prezydenta do pracy w wydziale zasiłków. Jarosław Kurzawa z PSL jak ryba w wodzie czuł się w tematach ogólnych, zahaczających o dużą politykę, jednak gładkimi zdaniami nie ukrył braku konkretnej wiedzy o tym, co już się w mieście dzieje.

    Reasumując, odnoszę wrażenie, że tego typu debaty niewiele mają wspólnego z poznaniem kandydatów i ich programów. Pozbawione są jednego z najważniejszych walorów – bezpośredniego starcia. Może to wynikać z ilości kandydatów, jakości prowadzenia i osobowości organizatorów.  Być może ze strachliwości samych kandydatów, którzy choć mieli okazję do zadania pytań konkurentom, niechętnie z niej korzystali, a jeśli już, nie drążyli tematu. Gdyby doszło do drugiej tury wyborów, to takie spotkanie – jeden na jeden – byłoby ze wszech miar pożądane. W kształcie zaproponowanym wczoraj raczej zbędne.

    /Obserwator/