Strona główna 0_Slider Po 33 latach wznowili monumentalną “Rapsodię Świdnicką”

Po 33 latach wznowili monumentalną “Rapsodię Świdnicką” [WYWIAD/KONKURS]

30

Był synem premiera II RP, zięciem prezydenta II RP i dziadkiem marszałka Sejmu. Znał Gałczyńskiego, przyjaźnił się z Witkacym. Pozostawił bogatą spuściznę literacką, a dla Dolnego Śląska i Świdnicy dzieło historyczne o największym w historii regionu rozmachu. Pamięć Władysława Jana Grabskiego i jego “Rapsodii Świdnickiej” po trzydziestu trzech latach od ostatniego wydania powieści przywraca Fundacja Idea.

Agnieszka i Andrzej Dobkiewiczowie z Fundacji Idea z wznowioną “Rapsodią Świdnicką” w księgarni Eureka w Świdnicy, fot. Dariusz Nowaczyński

Powieść osadzona w realiach XIV-wiecznego księstwa świdnicko-jaworskiego ukazuje się nieprzypadkowo właśnie teraz. 28 lipca 2018 roku przypadła 650 rocznica  śmierci księcia Bolka II Małego i jemu Agnieszka i Andrzej Dobkiewiczowie, za których sprawą “Rapsodia” wraca do czytelników, dedykują wznowienie powieści. Książka znów jest na półce księgarskiej dzięki przychylności rodziny autora i staraniom Fundacji Idea, dzięki fundatorowi Jerzemu Kubarze. Swojego udziału nie mają władze Świdnicy.

O “Rapsodii Świdnickiej”, nietuzinkowym autorze i okolicznościach ponownego wydania powieści z Agnieszką Dobkiewicz, prezes Fundacji Idea, rozmawia Agnieszka Szymkiewicz.

 Dla najmłodszych świdniczan postać Władysława Jana Grabskiego najpewniej jest kompletnie nieznana. Tymczasem dla miasta – choć nie był świdniczaninem – zapisał się niezwykle znacząco. Co warto wiedzieć o autorze najbardziej obszernej  książki, osadzonej w realiach księstwa świdnicko-jaworskiego?

Faktycznie dzisiaj Władysław Jan Grabski to postać mało znana, a niesłusznie. Jeszcze w latach 80. był to poczytny pisarz powieści historycznych. Wydał ich kilkanaście, a Świdnica miała to wielkie szczęście, że i jej poświęcił jedno ze swoich dzieł – kilkusetstronicową „Rapsodię Świdnicką”.

Jest to jednak postać bardzo ciekawa i warto kilka słów o niej powiedzieć. Władysław Jan Grabski pochodził z bardzo zasłużonej dla naszego kraju rodziny. Jego ojcem był dwukrotny premier Rzeczpospolitej Polskiej w okresie międzywojennym. To słynny Władysław Grabski, który przeprowadził w kraju reformę walutową, nazwaną od jego nazwiska właśnie reformą Grabskiego. Wielu historyków sądzi, że była ona dla młodego wtedy państwa polskiego równie ważna jak Bitwa Warszawska. Z kolei teściem pisarza był Stanisław Wojciechowski, prezydent II RP.

Władysław Jan Grabski, zdjęcie archiwalne, udostępnione przez Andrzeja Dobkiewicza

Grabski debiutował w latach 20. XX wieku. Wielki rozgłos przyniosła mu powieść wydana w 1934 roku – „Bracia”, dziś już kompletnie nieznana. Początkujący pisarz opisał w niej, opierając się na relacji swojego teścia, słynną scenę spotkania Wojciechowskiego z Piłsudskim na moście Poniatowskiego podczas przewrotu majowego w 1926 roku. Gdyby ta rozmowa potoczyła się inaczej, kto wie jakie byłyby losy naszego kraju. Skończyło się ostatecznie na rządach sanacji przerwanych dopiero wybuchem II wojny światowej. W każdym razie książka budziła takie emocje, że ją ocenzurowano, a scenę wyrzucono. Zresztą na „Rapsodii Świdnickiej” cenzura też położyła łapę. Napisaną w 1953 roku książkę wydano dopiero 2 lata później.

Potwór z Dusseldorfu, fot. Władysław Jan Grabski

Ale Grabski był nie tylko pisarzem. Był także zapalonym fotografem. Gruźlica, na którą zapadł, spowodowała, że leczył się w różnych uzdrowiskach, w tym w Zakopanem. Tutaj poznał się ze Stanisławem Ignacym Witkiewiczem, Witkacym, z którym się przyjaźnił. Efektem zażyłości obu panów były na przykład słynne zdjęcia Witkacego z groźnymi minami, które krążą po Internecie. Wykonał je właśnie Grabski podczas wspólnej sesji fotograficznej. Jedno ze zdjęć – „Potwór z Düsseldorfu” odwołujące się do ówczesnych (lata 30. XX wieku) wydarzeń związanych z działalnością seryjnego mordercy Petera Kurtena, którego historia została zekranizowana w filmie fabularnym “M – morderca” – to najdroższe zdjęcie w historii polskiej fotografii. Zostało sprzedane na aukcji za 200 tysięcy złotych.

Jak to się stało, że zaprzyjaźniony z Witkacym syn premiera Polski zajął się właśnie Świdnicą? Miasta osobiście nie znał do czasu napisania „Rapsodii”.

Grabski był postacią wielowymiarową. Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej zainteresował się kwestiami Ziem Zachodnich. Dużo mówił o ich polskości i o korzeniach piastowskich. Wtedy ledwie marzył, by kiedyś wróciły do Polski. Dziś ciężko nam zrozumieć, jak człowiek o przekonaniach narodowo-prawicowych mógł się przyjaźnić z Witkacym. Ale mógł. W każdym razie już wtedy zwracał oczy w kierunku zachodnim. Po II wojnie światowej nawiązał współpracę z Ministerstwem Ziem Odzyskanych. I tak właśnie trafił na Dolny Śląsk. Przyjechał tutaj realizować swą misję. Postanowił przypomnieć, że w zmierzchłej przeszłości właśnie tutaj śląscy Piastowie pozostawali w wielu przypadkach wierni Polsce do końca. W Świdnicy był kilkukrotnie. Zbierał materiał do pracy. Odwiedzał zamki i zwiedzał okolicę. Dziś niejeden historyk i badacz tajemnic Dolnego Śląska dałby wiele, by poznać jego relacje. Co więcej, Grabski był tu ze swoim nieodłącznym aparatem, którym uwieczniał to wszystko. I te zdjęcia są, istnieją. I jest duża szansa, że przy udziale Instytutu Pamięci Narodowej niebawem będziemy mogli je pokazać. Ale to już zupełnie inna opowieść.

Agnieszka Dobkiewicz przy maszynie do pisania Władysława Jana Grabskiego, fot. Andrzej Dobkiewicz

Pisząc o Piastach śląskich Grabski musiał wybrać Świdnicę jako ówczesną stolicę księstwa świdnicko-jaworskiego i stolicę Bolka II Małego. Przecież to tutaj wzniesiono obecną katedrę, piękny i monumentalny symbol naszego miasta, którą wybudowali Piastowie. O tym też opowiada książka. Grabski zresztą przy katedrze zamieszkał. Przyjął go tutaj ówczesny proboszcz ksiądz Stanisław Marchewka, kolejna postać, którą wspólnie powinniśmy przywrócić pamięci naszego miasta. Ksiądz miał samochód, którym Władysława Jana Grabskiego i jego żonę – Zofię, malarkę woził po okolicy. To musiały być podróże! Ksiądz, pisarz i malarka! W tym nominalnie polskim, ale jeszcze niemieckim Dolnym Śląsku, choć już zajętym przez Polaków z Kresów i krakowskiego. Jeszcze z napływową ludnością żydowską. Z przybyłymi z Francji potomkami Polaków. I wszyscy tacy poobijani przez straszną wojnę. A już łapani w szpony stalinizmu, który zaczynał wkraczać w ich życie. Tacy chcący już w końcu normalnie żyć. Ale Grabski wiedział, że los tych ziem jest ciągle niepewny. Wiedział, że Polacy muszą udowodnić, że się im należą, że to są rdzennie polskie tereny. Dziś możemy się uśmiechać pod nosem, ale po strasznej wojnie ta misja była ważna. Może najważniejsza! Przecież tak naprawdę dopiero w sierpniu 1945 roku w Poczdamie zdecydowano i to przez pomyłkę, że nowa zachodnia granica stanie na Nysie Kłodzkiej, choć miała być na Łużyckiej. Dziś granice nie są nam potrzebne, jesteśmy w Unii Europejskiej i cieszymy się z tego. Wtedy o granice się walczyło. Pamiętajmy o tym, by nigdy już do tego nie wracać.

Przez ostatnie trzy dekady “Rapsodii Świdnickiej” nikt nie wznawiał. Dlaczego powieść, która w pierwszych wydaniach ukazała się w ponadstutysięcznym nakładzie, nie trafiła ponownie do księgarń? Jak to się stało, że Was zainteresowało przywrócenie jej czytelnikom?

Każdy czytający świdniczanin, a liczby świadczą, że nie tylko, ma na półce w domu „Rapsodię Świdnicką”. Wielu taką PRL-owską różową cegłę z makulatury, której czytać się nie da, bo mdleją ręce. Też zastanawialiśmy się, jak to jest, że tak popularna kiedyś książka, dziś jest „zapomniana”. Nasza historia z „Rapsodią” zaczęła się właściwie od Krzysztofa i Basi Zarembów, właścicieli księgarni „Eureka”. To oni opowiedzieli nam o tym, że świetnie byłoby książkę wznowić, bo świdniczanie o nią pytają, ale wtedy mówili, że pewne czynione próby okazały się nieudane. Po śmierci Władysława Grabskiego w 1970 roku prawa do spuścizny odziedziczyła czwórka dzieci pisarza. Jednym z nich był Maciej Władysław Grabski, ojciec marszałek polskiego Sejmu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Trzy lata temu pani marszałek odwiedziła Świdnicę. I przypomniałam sobie wtedy rozmowę z Krzyśkiem i Basią. Nie było innej możliwości. Pomyślałam, że to może być jedna z nielicznych okazji, by spróbować ze spadkobiercami pisarza się spotkać. Pomogła Katarzyna Mrzygłocka, nasza poseł na Sejm, która umówiła mnie z panią marszałek. Za co dziś publicznie raz jeszcze dziękuję! Pani Małgorzata Kidawa-Błońska decyzję podjęła od razu. Bardzo ucieszyła się z inicjatywy. I zaczęły się prace, które w sumie pochłonęły trzy lata.

 “Rapsodia Świdnicka” jest monumentalną publikacją. Jak wyglądała praca nad wznowieniem, czy książka jest identyczna jak ta z roku 1955?

„Rapsodia Świdnicka” to nie jest nasz – mój i Andrzeja pierwszy i jedyny projekt związany z promowaniem historii miasta. Trzy lata temu zawiązaliśmy Fundację Idea, dzięki której możemy realizować nasze plany i pasje. Od pewnego czasu fascynuje mnie historia Świdnicy i powiatu świdnickiego po 1945 roku. Te pierwsze powojenne lata mają jakiś nieprzeparty urok i mimo że jeszcze żyją nieliczni ich świadkowie, niewiele się robi, by upamiętnić to, co się tutaj wydarzyło. A przecież na oczach pierwszych osadników, dziś już naszych dziadków i pradziadków, zmienił się tutaj świat. Ludzie zapłacili wielką cenę za to, że pozwolili kilku szaleńcom realizować ich plany wynikające jedynie z olbrzymich kompleksów i niedowartościowania. Zapłacili oczywiście Polacy – ile, wiemy najlepiej, ale zapłacili też Niemcy, których stąd wysiedlono, płacili Sowieci (nie tylko Rosjanie, ale i podbite narody), których gnano przez pół Europy do Berlina, by Stalin mógł być „wyzwolicielem świata”. Nie powinniśmy tego zapomnieć. Dlatego trochę z dziennikarskiego obowiązku staram się utrwalić to, co było cenne i ważne. Udało się nam w ramach programu Ministerstwa Kultury utrwalić świdnicki Teatr, o którym też już nikt nie pamiętał, a przecież grali tutaj wielcy polskiej sceny aż do 1952 roku. Udało się nam się dotrzeć do pierwszego świdnickiego wiceprezydenta – Władysława Sokalskiego, którego historia wymazała z kart Świdnicy, bo był AK-owcem i miał nieszczęście stać się uczestnikiem powstania czortkowskiego. Udało się nam nagrać wspomnienia pana prezydenta z tych pierwszych powojennych chwil. Realizujemy jeszcze kilka innych projektów. Ale „Rapsodia Świdnicka” jest szczególna, bo połączyła zainteresowania moje i Andrzeja, który od lat zajmuje się świdnickimi Piastami, a szczególnie Piastównami, przywracając je historii. A „Rapsodia” to nie tylko historii Bolka II Małego, jak podają recenzenci, ale i jego żony księżnej Agnieszki oraz bratanicy Bolka II – Anny, która została żoną cesarza Karola! Nasza świdniczanka! I czy widzieliście gdzieś w mieście jej pomnik? Jakiś ślad? Chociażby tablicę jej poświęconą? Świdniczance, która była najważniejszą kobietą średniowiecznej Europy! A w Czechach jej mąż jest ubóstwiany, zresztą podobnie jak i jego najbardziej kochana ze wszystkich czterech żon – Anna. Na Moście Karola do dzisiaj wisi herb księstwa świdnicko-jaworskiego, a w Katedrze św. Wita na Hradczanach Anna została pochowana.

Grzegorz Grabski, fot. Andrzej Dobkiewicz

Praca nad „Rapsodią” ma trzy etapy. Pierwszy polegał na dopełnieniu formalności i podpisaniu umów ze spadkobiercami Władysława Grabskiego. Drugi – czysto wydawniczy, dla nas najtrudniejszy – to dzieło Andrzeja. Wspierała go w tym dzielnie Natalia Budzyńska. Książkę musieliśmy przepisać i dokonać korekty. Opieraliśmy się faktycznie na pierwszym wydaniu z 1955 roku. Treści książek są jednakowe. Zamieściliśmy też te same rysunki z pierwszego wydania, które wykonała w Świdnicy żona pisarza – Zofia. Dołożyliśmy kilka ciekawostek, w tym piękny wstęp wnuka pisarza – Grzegorza Grabskiego – o nim samym. Etap trzeci właściwie dopiero się zaczyna. Chcemy dotrzeć z książką do szkół ze Świdnicy i powiatu świdnickiego. Chcemy najmłodszym mieszkańcom opowiedzieć o „Rapsodii” i zachęcić do sięgania po nią. Bo nie ma drugiego takiego miasta na Dolnym Śląsku, które doczekało się tak pięknej powieści historycznej, pisanej w tak trudnym i ważnym dla polskiej historii Dolnego Śląska okresie.

Rapsodia ze Świdnicą związała znakomite osoby. Poprzez Władysława Jana Grabskiego bliżej nam do premiera I RP, do Stanisława Witkiewicza, do Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, a także do wielu współczesnych, między innymi marszałek Kidawy-Błońskiej?

To prawda. Bo jakoś nam to umyka, ale przecież po 1945 roku na te tereny przyjechali Polacy z całego kraju. Wielu z nich przybyło po to, by budować tutaj państwo polskie. Specjalne grupy operacyjne wyjechały z Trzebnicy pod Wrocławiem, bo Wrocław się jeszcze bronił i zasiedlały te tereny. To była akcja zorganizowana. Przyjeżdżały też grupy na zlecenie poszczególnych ministerstw, na przykład gospodarki. Wszyscy się spieszyli. Niemcy chcieli stąd wszystko wywieźć, Polacy uratować to, co się dało a Rosjanie chcieli nagrody za „wyzwolenie”. Szerzył się szaber. W „Wiadomościach Świdnickich” z tych lat to jeden z głównych tematów, o którym pisali dziennikarze. Zapanowanie nad tym wszystkim wymagało wielkiego trudu. Dotarliśmy do dokumentów, które pokazują, jak ze Świdnicy wywożono zwiezione tutaj do składnic „skarby”. I jaka to była walka. To materiał na film sensacyjny!

Bardzo mnie cieszy, że to, co robimy, spotkało się ze zrozumieniem pani marszałek Kidawy-Błońskiej, jej kuzyna Grzegorza Grabskiego i reszty rodziny. A wcześniej poseł Katarzyny Mrzygłodzkiej. Tak całkiem po cichu marzy mi się, że mąż pani marszałek – świetny reżyser Jan Kidawa-Błoński zainteresuje się tematem „Rapsodii” i pomyśli o ekranizacji. Mamy teraz modę na seriale historyczne, więc kto wie.. Kto wie…

 W wydanie zaangażowały się przede wszystkim osoby prywatne. Czy lokalny samorząd nie był zainteresowany?

Książkę mogliśmy wydać dzięki Jerzemu Kubarze. To wydawca „Wiadomości Świdnickich”, z którym Andrzej od lat współpracuje. Od momentu, gdy zainteresowaliśmy go tematem, „zapalił” się do Niego. Tu nie było mowy o przekonywaniu. Po prostu zrozumiał wagę tego, w czym weźmie udział. Zaangażował w projekt swoje prywatne pieniądze. Myślę, że dzięki temu na trwałe wpisał się w historię tego miasta.

Faktycznie nie prosiliśmy o wsparcie samorządu Świdnicy. Wsparcia udzieliły nam samorządy Wałbrzycha, Walimia i Bolkowa – bo tam też toczy się akcja powieści. Dwa lata temu zwróciliśmy się do miasta o nadanie tytułu honorowego obywatela dla wspomnianego tutaj już pierwszego wiceprezydenta Świdnicy w 1945 roku, współtwórcy fenomenalnego zjawiska, jakim był świdnicki teatr. Byliśmy na sesji z prezentacją i tam otrzymaliśmy publiczne zapewnienie, że tak się stanie od prezydent miasta. Że właściwie to tylko formalność. Słowa samorządowców nawet wypowiedziane publicznie mało ważą, jak widać. Rok temu Komisja Kultury na czele z Andrzejem Protasiukiem odrzuciła nasz wniosek, choć wcześniej zobowiązano nas do uzyskania zgody na przyjęcie tytułu od pana prezydenta! Ktoś postąpił bardzo nieelegancko. Tu chodziło o ponad 90-letniego człowieka, a nie jakieś personalno-polityczne gierki. Dlatego nie widziałam sensu współpracy z obecnym świdnickim samorządem przy naszej kolejnej inicjatywie.

 Na jaki nakład zdecydowali się Państwo? Gdzie Rapsodię można kupić? Czy trafi także do bibliotek?

Umowa zawarta z rodziną Grabskich opiewa na dwa wydania po tysiąc egzemplarzy. Mam wrażenie po tych kilku dniach sprzedaży, że niebawem będziemy szykowali drugie wydanie. Książka została bardzo ciepło przyjęta przez mieszkańców, co przewidział właśnie Krzysztof Zaremba. I właśnie w księgarni „Eureka” „Rapsodia” jest do nabycia. Cena jest też przystępna. 600-stronicowa powieść kosztuje zaledwie 49,90 złotych. Można ją także zamówić w sprzedaży wysyłkowej, składając zamówienie na adres wydawnictwo@errata.pl. Na jesień szykujemy też dodatkowe działania związane z książką. Świdnicę ma odwiedzić rodzina autora. Promocje odbędą się też na zamkach księcia Bolka II Małego – Książu, Bolkowie i Grodnie. „Rapsodia” rozpocznie też cykl debat historycznych, na które jesienią zaprosimy razem z Fundacją Krzyżowa dla Porozumienia Europejskiego.

W tej chwili żadna biblioteka nie zwróciła się do nas jeszcze o współpracę. Chętnie taką współpracę podejmiemy i będziemy chcieli połączyć ją, jak już wyżej wspomniałam ze spotkaniami z młodzieżą. Zatem czekamy na zgłoszenia i kontakt.

Młodych świdniczan przestraszyć może objętość książki, niełatwy język, mnogość postaci. Jakie są argumenty, by sięgnąć po „Rapsodię”?

Mam wrażenie, że nie tylko młodych. Dla nas będzie cenne, jeśli choć parę osób tę książę przeczyta po raz kolejny lub pierwszy raz. Tak buduje się lokalną tożsamość. Grabski opisał w „Rapsodii Świdnickiej” fragment odległej historii naszego miasta. Opisał ludzi, których znalazł w kronikach i nadał im życie. Jest tutaj wszystko – oblężenie miasta przez Luksemburczyków, zaraza, która uśmierciła większość mieszkańców, jest demoniczny mnich Wigund i piękna Wiryda, jest zdradliwa dwórka Paulina i błazen, który zabił jedynego spadkobiercę Bolka II i Agnieszki, za co oddał głowę katu. Na pewno „Rapsodia Świdnicka” jest ważną książką w historii Świdnicy i nie zna tego miasta w pełni ten, kto jej nie przeczyta. Zresztą Grabski opisuje nie tylko Świdnicę – jest tam o Strzegomiu, pobliskich zamkach, jest oblężenie Jeleniej Góry i jest w końcu Praga i Jan Hus.

I to co chyba najważniejsze. Wydanie książki promuje 650. rocznicę śmierci Bolka II Małego. Jej wznowienie to hołd dla tej postaci i tego, co po sobie pozostawiła. A wystarczy spojrzeć na strzelistą katedrę, by zrozumieć, jak wiele. Do książki dołączyliśmy pocztówkę z wizerunkiem Bolka, która ma właśnie to wydarzenie upamiętnić. Życzymy Państwu przyjemnej lektury.

Rapsodia Świdnicka, fot. Andrzej Dobkiewicz

UWAGA! KONKURS!

Fundacja Idea przekazuje czytelnikom portalu Swidnica24.pl trzy egzemplarze “Rapsodii Świdnickiej”. Książki trafią do osób, które jako pierwsze prawidłowo odpowiedzą na pytanie:

1. Przez pryzmat jakiej świdnickiej rodziny Grabski opowiada historię, obejmującą pół wieku?

Odpowiedzi należy przesyłać na adres konkurs@swidnica24.pl do 9 sierpnia 2018 roku, wpisując w treści także swoje imię i nazwisko oraz nr telefonu (do wiadomości redakcji) oraz zgodę na publikację imienia i nazwiska w razie wygranej na portalu Swidnica24.pl. W temacie e-maila proszę wpisać “Rapsodia Świdnicka”.

  • Jolanta Pałac

    Brawo dla fundacji Idea! “Rapsodię Świdnicką” znam od dziecka. Kiedyś czytało się książki , a ich wielkość nie budziła przerażenia.

    Zgadzam się z tezą, ze stanowi ona fundament przywiązania do Świdnicy i sprawia, że jest się dumnym z miasta. Chyba dzięki tej książce nie mam małomiasteczkowego kompleksu. W końcu, gdy u nas budowano Katedrę Warszawa była wioseczką 🙂

    Zawsze uważałam, że ta książka jest znakomitą promocją miasta. Obecnie Bolko II jest mocno osadzony w serialu “Korona królów”. To też promuje nasz gród i chyba pomoże w promocji książki.

    Nowe wydanie natychmiast rozprowadzę wśród przyjaciół i rodziny. Nie tylko w Świdnicy.

    Poraża mnie fakt potraktowania historii miasta przez dzisiejszy samorząd. Jak można było w ten sposób postąpić z I pierwszym wiceprezydentem miasta. Żądać od niego zgody, a potem odmówić przyznania honorowego tytułu. Wstyd!

    Podobno rządzi miastem wrażliwa humanistka, która zresztą wydaje dziesiątki tysięcy na autopromocję i promocję Czerwonego Barona. Obłęd jakiś.

    • BA

      Może Pani rozwinąć ten wątek, bo wydaje się interesujący, a nie bardzo wiadomo , o co chodzi? “Poraża mnie fakt potraktowania historii miasta przez dzisiejszy samorząd. Jak można było w ten sposób postąpić z I pierwszym wiceprezydentem miasta. Żądać od niego zgody, a potem odmówić przyznania honorowego tytułu. Wstyd!”

      • Jolanta Pałac

        Proszę uważnie przeczytać tekst wywiadu.

        • Swidniczanin

          Można było tego pana uhonorować już dawno, dawno temu ale chyba ten temat komuś umknął. Fakt – bardzo nieładna zagrywka z tym odrzuceniem wniosku i tak się nie robi.

          Co do samego Czerwonego Barona pozostaję neutralny, ale widziałem o nim film i trafiłem na scenę, w której pojawiła się nazwa naszego miasta, choć kręcono to zupełnie gdzie indziej. Też jest to jakaś reklamy, można zgłębić temat i zechcieć to zobaczyć. Podobnie sam przyjazd i zdjęcie Hitlera z naszym sądem w tle był pewnie nie lada wydarzeniem, choć jest to postać negatywna na kartach historii. Z tego, co wiem on nawet tu przez pewien czas mieszkał, ale było związane z wydarzeniami, niż życiem codziennym. A ciekawostki historyczne zawsze przyciągają. Dlatego mam mieszane uczucia a sam temat jest bardzo mocno dyskusyjny.

    • Siostra Bernadetka

      “Kiedyś czytało się książki , a ich wielkość nie budziła przerażenia.”
      Pani Jolanto, może to dla pani niewyobrażalne ale dziś również istnieją ludzie czytający książki.

      • Perun

        Ja czytam. I nigdy nie miałem kompleksu małomiasteczkowego.

        • Jolanta Pałac

          Brawo! 🙂

      • Jolanta Pałac

        Zgadzam się z Panią, ze istnieją. Problem w tym, że są w przeważającej mniejszości. Teraz przeważa cywilizacja obrazkowa.

        • Voi Vod

          “Przeważająca mniejszość” – leżę i kwiczę 😀

          • Jolanta Pałac

            Dziękuję za zwrócenie uwagi. Poprawiłam 🙂

    • daro

      Może napisała by Pani coś więcej o książce a nie ciskała jak zwykle w Prezydentową , o “Koronie królów” to już wstyd wspominać .

      • Jolanta Pałac

        Pani prezydent i pan Protasiuk postąpili, w mojej ocenie, niegodnie. “Korona Królów” nieźle promuje Świdnicę chociaż nie tak dobrze jak “Ojciec Mateusz” Sandomierz. Tam władze miasta zasponsorowały filmowców i mają stała reklamę 🙂 Wstydem natomiast jest pisanie “prezydentowa” zamiast “prezydent”.

        • JAcenty

          Ma Pani rację pod warunkiem, że ktoś ogląda to ‘dzieło’.

          • Swidniczanin

            To trochę tak, jak chcieć promować jakieś swoje działania. Tradycyjna strona www lub blog? Może fanpage? A może youtube? Radio? Telewizja? Wszystko ma swoich odbiorców i zawsze jest jakaś szansa, że ktoś to zobaczy, zainteresuje się a może i odwiedzi?

        • daro

          Zrobiłem to dla Pani , im gorzej o Pani Prezydent , tym więcej radości w Pani miłosiernym sercu .

  • Domino

    Mam wydanie sprzed 50 lat.

    • Siostra Bernadetka

      To fajne masz bo to wydanie z 85 to straszna kiszka, rozsypuje się coraz bardziej.

  • Jolanta Pałac

    Pomnik Anny Świdnickiej, cesarzowej, królowej trzech narodów znajduje się w Kudowie Zdroju niedaleko Kaplicy czaszek. Postawiono go z 15 lat temu staraniem Zarządu PTTK Kudowy.

    • Andrzej Dobkiewicz

      Jedyny zresztą w Polsce… niestety…

    • Widzisz i nie grzmisz

      Jolu a dlaczego tfuj brachol z wojtkem nie postawili pomnika Annie Świdnickiej ani Jej wójowi? Za to postawili szkalne wrota przed katedrą? Rządzili świdnicą przecież 12 lat mieli wystarczająco czasu na to by postwawić właśnie wzorem kudowy pomnik annie czy bolkowi, ale woleli lizać dupsko biskupowi. Czepiasz się słaniewskiej to jej pierwsza kadencja. Co powiedzieć o 3 Twoich bliskich? Skoro takie wszystko dla ciebie jest czarne i białe to w kwestii tych braków można nazwać właśnie ich NIEROBAMI. 12 lat to wystarczający czas by się wykazać. A pomnika Anny jak nie bylo tak nie ma. A Slaniewska cóż zanim wybuduje ten pomnik musi odbudować gospodarkę mieszkaniową którą Twoi bliscy zostawili w stanie agonalnym.

      • Jolanta Pałac

        Sorry, ale poziom postu mnie przerasta.

  • Tymek Jajcew

    Żałosna książka, o niczym, flaki z olejem. Maluczkim imponuje, że ktoś napisał książkę o tak smutnym mieście.
    Najbardziej bawi to:
    (cyt.) “Przyjeżdżały też grupy na zlecenie poszczególnych ministerstw, na przykład gospodarki. Wszyscy się spieszyli. Niemcy chcieli stąd wszystko wywieźć, Polacy uratować to, co się dało.”
    To co się dało.. he he i rozj…li 1/3 starego miasta… O tym powinna stanowić Rapsodia II.

    • daro

      Każdy może mieć swoje zdanie , ja się z Panem nie zgadzam , czytałem pierwotne wydanie i jeżeli ktoś interesuje się Świdnicą i jej historią powinien przeczytać tę książkę może znależć niektóre miejsca w naszym mieście i wyobrazić sobie życie Świdniczan w tamtych czasach , ja polecam .

      • Tymek Jajcew

        Zgadzam się, wszak najlepiej bibliofilsko sprzedają się harlekiny, a muzycznie króluje discopolo. “Niektóre miejsca”? że rynek? że zamek, którego nie ma? w każdym mieście to było.. że bazyliszek? zgapione. Z Jakubem Thau też nieprawda. Wiele nieprawd. Z tamtych czasów, owa wspominana “katedra”, wtedy co najwyżej fara, miała 1/7 swej dziesiejszej wysokości.. a górowały dwa inne kościoły, przy ob. ul. Franciszkańskiej, łatwo się domyślić jakiego wezwania i Domikanów – Sw. Krzyżai przy Różanej. Oba roz… przez niemców w II poł. XIX w…. szkoda
        I ci co czytają to dzieło…. będą szukać bazyliszka..

    • JAcenty

      Znowu łajzo zmieniłeś nicka?

      • Tymek Jajcew

        Łajzo… ot kultura i merytoryka wypowiedzi warta tej powieściowej.
        Nie Panie placek, nie zmieniłem.

    • Swidniczanin

      Napisz o tym.

      • Tymek Jajcew

        Nie

        • Swidniczanin

          Chyba ci się nicki pomyliły. Ja cię nie obrażałem, więc i ty nie obrażaj mnie. To na marginesie. O żadnej “Rapsodii II” mowy w artykule nie ma, dlatego możesz napisać. A nóż będzie bestseller?

  • Widzisz i nie grzmisz

    A Doobkiewicze jak mantra w kólko z pomnikiem. A to przecież Murdzek i Pałac przez 12 lat mieli wystarczająco czasu, by wybudować pomniki Annie czy księciu Bolkowi, ale woleli lizać żopę biskupowi i stawiać szklane drzwi przed kadedrą, tworzyć patronów niezwiązanych historycznie ze Świdnicą i stawiać im pomniki. Macie pretensje o brak pomników – odezwijcie sie do Irka i Wojtka.