Strona główna Magazyn Refleksje Piękniejszy świat Beaty: Pachnące walentynki

Piękniejszy świat Beaty: Pachnące walentynki

0

Walentynki się zbliżają wielkimi krokami. Dopadają zanim zdążymy się otrząsnąć z sylwestrowego szaleństwa. Od niedawna, gdy to wkroczyliśmy w erę celebrowania narodowych i chrześcijańskich wartości, i niemalże urzędowo nakazuje się miłować bliźniego jak siebie samego, a może i nawet bardziej, świętego Walentego promuje się już nie tylko jako patrona zakochanych, ale też epileptyków, osób z zaburzeniami nerwowymi i umysłowymi. Ja tam szczególnego rozjazdu w tym nie widzę, bo bycie w stanie zakochania dziwnie przystaje do bycia w stanie obłąkania. Znam takich, którzy oparami zakochania potrafią inhalować się całe życie.  Ucieknę od oceny takiego podejścia, aby nie przysporzyć sobie wrogów więcej, niż mam do tej pory z powodu mojego niewyparzonego języka. Zamiast więc się wymądrzać zbędę to wymownym milczeniem…

W kwestii celebrowania walentynek w moim domu w tym roku forsuję podejście egoistyczne i egocentryczne. Co roku troszczę się o innych, w tym porozpieszczam siebie.  Kupię sobie pudełeczko wykwintnych czekoladek i je bezwstydnie pożrę oglądając jakieś ckliwe romansidło. Poczytam książkę w wannie. Zaserwuję sobie też kosmetyczną ucztę. Wprawiam się w tej dziedzinie ostatnio dość intensywnie – z różnym z resztą skutkiem. Chwilowe niepowodzenia  przy tworzeniu domowych kosmetyków traktuję jako wprawki i szybko puszczam w niepamięć, a więc do sedesu. Co któraś tam próba jednak się powiedzie i wtedy cieszę się  z faktu, że wiem, co pakuję w swoją osobistą skórę. Cieszy się też moja skóra, że jej nie serwuję całej tablicy Mendelejewa, a tylko samo dobro ukryte w naturalnych składnikach.

Gorąco zachęcam, abyście i Wy dali się namówić na  poeksperymentowanie w domu z produkcją własnych kremów, maseczek i balsamów.  Zabawa ma tę zaletę, że nie kosztuje wiele, większość składników można mieć w zasięgu ręki, a skórze zaserwujemy specyfik, którego używanie będzie zdrowe i przyjemne.

Przepis spisywany na kolanie na dwa-trzy słoiczki naturalnej, kremowej rozkoszy:

Na początku przygotowuję warsztat: dokładnie przecieram wszystkie naczynia, sztućce i mieszadełka, które będę używać podczas tworzenia kremu. Używam do tego szmatki zamoczonej w spirytusie (tym spożywczym, do nalewek, spirytus salicylowy odpada, bo nie jest wystarczająco silny).

Potem zaczynam bawić się w alchemika. Przygotowuję osobno wodną i tłuszczową frakcję kosmetyku.

Frakcja wodna:  około 50 ml mocnego naparu z rumianku, zielonej herbaty lub innej ziołowej – filtruję dokładnie przez wyjałowioną gazę i studzę do temperatury około 45 stopni.

Reklama

Frakcja olejowa: około 50 g zmieszanych tłuszczów naturalnych: olej kokosowy, oliwa z oliwek lub inne oleje roślinne, masło macadamia, masło shea lub inne. Do tego dodaję około dwóch-trzech łyżeczek wosku pszczelego (np. startego na grubej tarce z pszczelej świeczki, kupionej od pszczelarzy). Wszystkie tłuszcze wraz z woskiem rozpuszczam w kąpieli wodnej i mieszam do ich całkowitego połączenia. Powinien powstać klarowny płyn.

Najważniejszy etap polega na połączeniu frakcji wodnej z olejową (obydwie muszą być w jednakowej temperaturze). Wygląda to trochę jak robienie majonezu, czyli do frakcji olejowej dolewam powoli frakcję wodną i miksuję blenderem. Składniki po chwili utworzą miękki, błyszczący krem. Pod koniec mieszania dodaję jeszcze kilka kropli olejku eterycznego w moim ulubionym cytrusowym zapachu oraz witaminę E zakupioną w aptece. Gotowy krem przekładam do odkażonych spirytusem słoiczków i wkładam do lodówki. Krem nie jest utrwalany, więc obchodzić się trzeba z nim ostrożnie – wyciągać z lodówki tylko na czas aplikacji oraz sięgać do słoiczka absolutnie czystymi rękami. Jest więc trochę przy tym tańcowania, ale przyjemność nasza i naszej cery odczuwana po wklepaniu takiego mazidełka  zrekompensuje nam jednak szybciuchno wszystkie te ceregiele.

Miłego walentynkowania!

Beata Norbert
Po piękne drobiazgi Beaty zapraszamy do sklepu na  atrillo.pl

Reklama
Poprzedni artykułCzary Penelopy: Zawijany boczek z szynkowara
Następny artykułSprzedane na pniu za 5 milionów złotych