Strona główna 0_Slider To jest ich „stary”, nowy dom. Poruszająca historia Tomka i Olka, którzy...

To jest ich „stary”, nowy dom. Poruszająca historia Tomka i Olka, którzy trafili do rodziny zastępczej

0

Od zawsze wiedziałam, że kiedy rodzice nie będą się już w stanie nimi opiekować, to będę chciała ich zabrać do siebie, choćby nie wiem co – wspomina Anna. Niestety, Tomek i Olek spędzili w placówce opiekuńczo-wychowawczej pięć miesięcy, pomimo jej determinacji. Na szczęście, od kilku lat mają znów spokojny dom.

Na rodzinę zastępczą w powiecie świdnickim czeka wiele dzieci. Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie czeka na osoby, które otworzą swoje serca i domy, a te rodziny, które podjęły się pieczy zastępczej, dzielą się swoimi doświadczeniami.


Anna i jej mąż, Andrzej, znali Tomka i Olka od zawsze, bo są członkami ich dalszej rodziny. Przez lata mieszkali w tym samym dużym domu, choć w osobnych mieszkaniach. – Byłam przy ich porodach, uczestniczyliśmy w ich życiu od zawsze. Nie wiedzieliśmy jednak, że sytuacja jest aż trudna, że chłopcy mogą trafić do placówki – mówi Anna.

Początki bywają różne

Anna i jej mąż wcześniej wychowali czworo własnych dzieci – trzy córki i syna. Kiedy Tomek i Olek zamieszkali z nimi, córki miały już własne rodziny, a syn był dorosły i przygotowywał się do samodzielnego życia. Początki nie były jednak proste. – W rodzinnym domu chłopców praktycznie nie było zasad, a u nas panował określony porządek. Musieli się do tego przyzwyczaić, a to trwało długo – opowiada Anna. – Myślę, że dopiero po trzech latach udało nam się wypracować wspólne zasady.

Chłopcy mieli za sobą trudne doświadczenia i potrzebowali czasu, żeby odnaleźć się w nowym miejscu. Rodzina również musiała nauczyć się, jak reagować na ich zachowania i potrzeby. Nie oznacza to, że wszystkie problemy zniknęły. Chłopcy nadal korzystają ze wsparcia specjalistów. – Korzystamy z pomocy Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie (PCPR) oraz z psychologa i pedagoga. Mamy też wspaniałą koordynator, panią Anetę. Zawsze możemy liczyć na pomoc PCPR – podkreśla.

Dziś Tomek chodzi do liceum, a Olek jest jeszcze uczniem szkoły podstawowej. Ich rodzice zostali pozbawieni władzy rodzicielskiej. Chłopcy nie utrzymują z nimi kontaktu. Obaj mają już swoje życie w domu Pani Anny i Andrzeja. Ostatnio Tomek powiedział w rozmowie z koordynatorką, że „jak będę dorosły to chcę być taki, jak ciocia i wujek”. Widać jak na dłoni, że opiekunowie są dla chłopców wzorem do naśladowania.

Reklama

Nie wszystko jest na ich głowie

Anna i Andrzej dbają o codzienne potrzeby dzieci, przypominają im o tym, że są kochane, pomagają im w pokonywaniu różnych trudności, ale nie oznacza to, że wszystkie problemy muszą rozwiązywać sami.

Nie każdy, kto zastanawia się nad pełnieniem funkcji  rodzinny zastępczej, od razu wie, czy jest na to gotowy. Dlatego pierwszym krokiem może być niezobowiązująca rozmowa w PCPR w Świdnicy, dzięki której można dowiedzieć się, jakie warunki trzeba spełnić, żeby zostać rodziną zastępczą i z czym się to wiąże. Nie trzeba podejmować decyzji podczas pierwszego spotkania.

W powiecie świdnickim rodziny zastępcze mają możliwość korzystania m.in. z bezpłatnej pomocy psychologicznej, pedagogicznej i prawnej, szkoleń oraz grup wsparcia. Otrzymują również świadczenia związane z utrzymaniem dziecka. Każda rodzina ma możliwość współpracy z koordynatorem rodzinnej pieczy zastępczej, który pozostaje w kontakcie z rodziną, pomaga w bieżących sprawach, wspiera ją w rozwiązywaniu problemów i w razie potrzeby pomaga znaleźć odpowiednią pomoc specjalistyczną.

Rodzic zastępczy nie musi znać odpowiedzi na wszystkie pytania. Ważne jest, żeby wiedział, gdzie może poprosić o pomoc.

 Więcej informacji można znaleźć na stronie: profesjonaliscizsercem.pl

Kontakt dla mieszkańców Powiatu Świdnickiego zainteresowanych rodzicielstwem  zastępczym:

Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie, ul. Wałbrzyska 15,   Świdnica,

Kierownik Zespołu Pieczy Zastępczej: Katarzyna Skrzypek, tel.: 74 851-50-27, nr pokoju: 29

/materiał partnerski PCPR i Swidnica24.pl/

Reklama
Poprzedni artykułDlaczego nie chcieli skontrolować 3-milionowego wydatku na nagrody? Większość pytania zbyła milczeniem