Strona główna 0_Slider Konflikt we wspólnocie mieszkaniowej. Nawet w sprawie zdegradowanego drzewa

Konflikt we wspólnocie mieszkaniowej. Nawet w sprawie zdegradowanego drzewa [FOTO]

0

Ostatnią zimę mocno odczuła wierzba, rosnąca przy ulicy Kolejowej w Świdnicy. Połamane gałęzie zaczęły spadać na przydomowy ogródek, a użytkujący go lokatorzy już w kwietniu zwrócili się do firmy administrującej wspólnotą mieszkaniową o przeprowadzenie korekcji lub usunięcia drzewa. Mimo zagrożenia żadne prace do dzisiaj nie zostały wykonane. W tle jest konflikt, który paraliżuje wspólnotę mieszkaniową. 

– Zwracam się do Państwa w nietypowej sprawie, ale jesteście moją ostatnią deską ratunku. Chodzi o zagrożenie życia i zdrowia na posesji przy ul. Kolejowej (..). Na części ogródków przydomowych rośnie stara wierzba. Po ciężkiej zimie drzewo uległo znacznej degradacji. Na ziemię spadło wiele połamanych konarów. Część niebezpiecznych, grubych, połamanych konarów wisi zaczepiona w koronie drzewa. Zgłaszałam wielokrotnie sprawę do zarządcy nieruchomości Agora. Administrator nie reaguje. Zgłosiłam sprawę do Straży Miejskiej. Patrol zabezpieczył taśmą teren jako niebezpieczny – napisała lokatorka.

– Następnie rozmawiałam osobiście z zastępcą komendanta straży miejskiej. Pan komendant odbył rozmowę z Panem Wiśniowskim z Agora. Pan Wiśniowski zapewnił Pana Komendanta , że przyśle ogrodnika, który miał usunąć zwalone konary i dokonać korekty chorego drzewa. Po 2 miesiącach dalej nic się nie dzieje. Dziś po rozmowie z Panem Wiśniowskim dowiedziałam się, że członkowie zarządu (wspólnoty mieszkaniowej) nie wyrazili zgody na usunięcie zagrożenia z posesji. Członkowie zarządu są osobami złośliwymi i nie wyrażają zgody na żadne prace w budynku nr 13. Administrator stwierdził, że to nie jego sprawa, nie poczuwa się do odpowiedzialności. Proszę o pomoc w tej sprawie, bo nie wiem gdzie się już zwrócić. Drzewo zagraża ludziom. Dodam, że powiadomiłam też wydział ochrony środowiska w urzędzie miasta. Oni również rozkładają ręce, ponieważ jest to teren prywatny. Ja to rozumiem, ale sytuacja jest groźna. Boimy się poruszać po ogródku. W każdej chwili połamane konary mogą runąć komuś na głowę. Na porozumienie z członkami zarządu nie ma szans. Czy potrzebna tragedia, żeby ktoś w końcu zajął się tą sprawą? – pyta mieszkanka Świdnicy.

Dziennikarz Swidnica24.pl na miejscu starał się ustalić, dlaczego część wspólnoty nie zgadza się na usunięcie ewidentnego zagrożenia. Usłyszał, że lokatorzy, którzy domagają się przeprowadzenia prac są roszczeniowi i nie płacą za swój lokal, w związku z czym mogą sobie prace wykonać na swój koszt. Zgłaszająca interwencję kategorycznie zaprzecza informacji, jakoby nie były wnoszone należne opłaty.

Że we wspólnocie nie ma zgody, potwierdza firma Agora. – Współwłaściciele w/w nieruchomości są bardzo mocno skłóceni. Do stopnia, który uniemożliwia płynne administrowanie nieruchomością – pisze w odpowiedzi na pytania Swidnica24.pl Wojciech Wiśniowski. Ale dalsze odpowiedzi budzą wątpliwości.

Administrator twierdzi, że „do biura administratora nie wpłynęło zgłoszenie / pismo wskazujące na zagrożenie wynikające ze złego stanu dendrologicznego drzewostanu.” Przeczy temu korespondencja, udostępniona Swidnica24.pl przez zgłaszającą interwencję. Pismo listem poleconym było wysłane na początku kwietnia tego roku. Równolegle lokatorzy powiadomili na piśmie Straż Miejską w Świdnicy. Z odpowiedzi zarządcy wynika, że dopiero po interwencji strażników próbowano podjąć działania.

– Po otrzymaniu zgłoszenia od Straży Miejskiej pracownik ZiON AGORA udał się na miejsce. Stwierdzono drobne, oderwane gałęzie – jedna leżała na ziemi, druga wisiała na wysokości około 2m zaczepiona o inne gałęzie – informuje przedstawiciel Agory.

– Na miejsce zadysponowałem ogrodnika (Jan Kurnoga Twój Ogrodnik), który podczas próby lokalizacji gałęzi do usunięcia został odesłany z terenu Wspólnoty przez jednego z właścicieli (p. …). Wykonałem telefon do Pana (…) w celu zapytania o powód odesłania wykonawcy. Uzyskałem informację, że Wspólnota Mieszkaniowa w związku z posiadaniem niedużego terenu zielonego wykonała jego nieformalny podział do utrzymania oraz użytkowania. Wskazany fragment przypada do użytkowania dla właściciela – p. (…) . Administrator przekazał informację do Zarządu o zaistniałej sytuacji. Zarząd Wspólnoty w związku z brakiem wprowadzenia formalnego podziału notarialnego przeprowadził rozmowę wyjaśniającą z Panem (…). Dzisiaj rano otrzymaliśmy potwierdzenie wykonania poprzednio planowanej usługi od Zarządu – stwierdził Wojciech Wiśniowski.

– Nie ma śladu żadnych działań – wskazuje lokatorka i załącza wykonane dzisiaj 11 czerwca ok. godz. 11.00 zdjęcia.

Na naszą prośbę o wyjaśnienie, dlaczego administrator twierdzi, że nie było żadnych pism oraz dlaczego podaje, że prace zostały wykonane, skoro nic się nie zmieniło i drzewo nadal stwarza zagrożenie, pisemnej odpowiedzi nie było. Wojciech Wiśniowski w rozmowie telefonicznej nie odniósł się do pytania ws. pisma, natomiast stwierdził, że zadanie zostało dopiero ponownie zlecone, a kiedy zostanie wykonane, nie wie. Dodał, że przygotuje dla wspólnoty uchwałę w sprawie zlecenia korekcji drzewa.

Kto poniesie odpowiedzialność, jeśli dojdzie do wypadku?

Zwlekanie z usunięciem niebezpiecznego drzewa to dla decydentów ryzyko prawne i finansowe. Jeśli zignorowane drzewo runie, niszcząc mienie lub raniąc przechodnia, wspólnocie mieszkaniowej grozi odpowiedzialność cywilna z artykułu 415 Kodeksu cywilnego, co w praktyce oznacza konieczność wypłaty odszkodowań, zadośćuczynień lub dożywotnich rent.

Jeszcze poważniejsze konsekwencje grożą samym członkom zarządu lub zatrudnionemu zarządcy nieruchomości. W przypadku prokuratorskiego śledztwa mogą oni usłyszeć zarzuty z artykułu 160 Kodeksu karnego, czyli narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, za co grozi kara do 3 lat więzienia.

Jeżeli wypadek okaże się śmiertelny, zarzuty mogą zostać przekwalifikowane na nieumyślne spowodowanie śmierci, zagrożone wyrokiem nawet do 5 lat pozbawienia wolności. W sądzie argument o chęci uniknięcia kosztów wycinki czy skomplikowanych procedur urzędowych staje się dla linii obrony obciążeniem, a nie usprawiedliwieniem.

Wystarczyłoby wykonanie prac, o które lokatorzy proszą od dwóch miesięcy i wyczerpali wszystkie ścieżki. Do tematu będziemy wracać.

Agnieszka Szymkiewicz

Poprzedni artykułŚwidnickie ogrody z dofinansowaniem. Na co trafią pieniądze z budżetu miasta?
Następny artykułSpłonął opuszczony lokal użytkowy w Pyszczynie [FOTO]