Strona główna 0_Slider Opryskał rzepak zakazanym środkiem, zginęło 7,5 miliona pszczół. Rolnikowi z gminy Świdnica...

Opryskał rzepak zakazanym środkiem, zginęło 7,5 miliona pszczół. Rolnikowi z gminy Świdnica grozi nawet 8 lat więzienia

21

Wyjechał na pole w nocy i rzepak opryskał środkiem owadobójczym, zawierającym dimetoat. O 5 rano przyleciały pszczoły. W męczarniach zginęło ich aż 7,5 miliona. – Ten człowiek wyjechał na pole z bronią chemiczną i za to, co zrobił powinien stracić prawo do wykonywania zawodu – mówi Robert Samek, doświadczony pszczelarz z Pogorzały, który stracił aż 135 pszczelich rodzin. Prokuratura rejonowa przeciwko rolnikowi skierowała akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Świdnicy. Grozi mu do ośmiu lat więzienia.

Zdjęcie ilustracyjne pixabay

–  Rzepaki kwitły tak jak teraz – mówi prokurator rejonowy Marek Rusin. – 30-letni rolnik wyjechał na swoje pole w Modliszowie  w nocy z 19 na 20 maja 2020 roku i opryskał rzepak ozimy Danadinem, środkiem zawierającym dimetoat, który działa kontaktowo i wewnętrznie. Gdy pszczoły nad ranem siadały na kwiatach rzepaku, substancja przyklejała się i powodowała natychmiast efekty neurologiczne. Część dimetoatu wraz z pyłkiem dostawała się do przewodu pokarmowego. Niektóre pszczoły ginęły jeszcze na polu, a te które zdołały dolecieć do ula, były zabijane przez inne pszczoły, chroniące dostępu chorym osobnikom do całej rodziny. Ostatecznie i tak dochodziło do kontaktu i zginęły wszystkie. W sumie po tym oprysku życie starało 7,5 miliona pszczół.

Rolnik do oprysków użył substancji, która w tym czasie była dozwolona tylko w przypadku upraw takich jak pszenica ozima, jęczmień ozimy, pszenżyto ozime, żyto, jęczmień jary (do zwalczania skrzypionki zbożowej oraz mszyc), kapusta głowiasta (do zwalczania mszyc), róże pod osłonami, burak cukrowy (do zwalczania mszyc). Nie wolno jej było wykorzystywać do roślin kwitnących. Dwa tygodnie później dimeotat był już objęty całkowitym zakazem stosowania do wszystkich rodzajów roślin w całej Unii Europejskiej.

Straty pszczelarzy okazały się ogromne. Zginęło 245 rodzin pszczelich z 8 pasiek w Modliszowie, Pogorzale i Witoszowie. – To wielka bezmyślność! Kierowca za złamanie przepisów drogowych traci prawo jazdy, rolnik, który wziął do bańki broń chemiczną i wylał na pole, powinien stracić prawo wykonywania zawodu – mówi Robert Samek z Pogorzały, który stracił najwięcej, bo aż 135 pszczelich rodzin. – Odtworzenie jednej rodziny trwa rok, wymaga ogromnych nakładów pracy. A przecież pszczoły to wielki skarb. Jedna pszczela rodzina do gospodarki w ciągu roku wnosi 1800 euro – wylicza pszczelarz. Straty właścicieli zniszczonych pasiek zostały oszacowane na 560 tysięcy złotych.

– Ale tu nie chodzi tylko o pieniądze. Zarzut, jaki postawiliśmy rolnikowi, dotyczy doprowadzenia do katastrofy ekologicznej w wymiarze lokalnym. Doszło do zniszczenia ekosystemu, bo przecież ucierpiały nie tylko pszczoły – podkreśla prokurator Marek Rusin. – Sprawa trafiła również do Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Roślin, który prowadził własne postępowanie, w wyniku którego do sądu trafił wniosek o ukaranie w ramach sankcji administracyjnych. Niestety, takie sprawy zwykle kończą się na karach pieniężnych, a ze statystyk wynika, że tylko w 2019 roku na Dolnym Śląsku doszło do 80 zatruć pszczół i 350 podtruć. W Polsce te dane są alarmujące – w 2019 roku zatruć odnotowano 1500, podtruć aż 32 tysiące. A przecież mówimy o owadach, bez których nie powstałaby 1/3 żywności na świecie – podkreśla prokurator.

Rolnik usłyszał zarzuty karne i grozi mu od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Prokuratura zabezpieczyła jego majątek do wysokości 560 tysięcy złotych.

Mężczyzna odmówił składania zeznań.

Agnieszka Szymkiewicz