Strona główna 0_Slider W Boże Narodzenie pękł tętniak. Trwa walka o powrót Anny Gniadek do...

W Boże Narodzenie pękł tętniak. Trwa walka o powrót Anny Gniadek do zdrowia

0

Miała być radość i wspólne świętowanie, a zaczął się rodzinny dramat. W wigilijny wieczór 2020 roku 65-letnia pani Anna ze Świdnicy doznała pęknięcia tętniaka mózgu. Do tragedii doszło w czasie, gdy pracowała jako opiekunka w Niemczech. Dziś rodzina potrzebuje pomocy, by  ukochana mama i babcia mogła wrócić do zdrowia.

Anna Gniadek z wnukiem Igorem

Anna Gniadek przez 25 lat była dyżurną ruchu na kolei. Po przejściu na emeryturę kilka lat temu zaczęła wyjeżdżać jako opiekunka starszych osób do Niemiec. W wigilijny wieczór córka pani Anny otrzymała informację, że mama nagle straciła przytomność. – Trafiła do szpitala, przeszła długą i skomplikowaną operację, a słowa lekarzy wywróciły mój świat do góry nogami. W głowie mojej ukochanej mamy pękł tętniak lewej tętnicy środkowej mózgu. Przez blisko trzy miesiąca przebywała w szpitalu, a ja tak bardzo się bałam, czy jeszcze kiedyś uda mi się z nią porozmawiać, czy będziemy musiały się pożegnać już na zawsze… – opisuje pani Katarzyna. Córka 65-latki zapewnia, że w Niemczech mama otrzymała znakomitą pomoc lekarską. Powrót do Polski okazał się problemem. – Ponieważ mama nie wymagała już leczenia, a tylko opieki i rehabilitacji, sfinansowania przejazdu odmówił NFZ. Transport udało się zorganizować dzięki pomocy rodziny i przyjaciół.

Pani Anna trafiła do specjalistycznego centrum pielęgnacyjno-opiekuńczego na Dolnym Śląsku. — Mama nic nie mówi, ma dysfagie i afazje, niedowład połowiczny po prawej stronie. Tak bardzo bym chciała, by znów mogła być babcią dla moich dzieci, chciałabym móc usiąść i napić się z nią herbatą, poczuć, że jest tak, jak dawniej – mówi pani Katarzyna i dodaje, że jest nadzieja na powrót mamy do zdrowia i sprawności. – Nie wiemy jednak, czy potrwa to pół roku, czy rok lub dłużej. Złożyliśmy wniosek do NFZ na skierowanie do ośrodka. Obecnie czekamy na dofinansowanie z funduszu. Na razie pobyt musimy opłacać sami, a to koszt 8 tysięcy złotych miesięcznie. Składa się cała rodzina, jednak to ogromne środki i sami możemy sobie nie poradzić – dodaje córka. Pani Katarzyna jest w ciąży z drugim dzieckiem. – Liczę na to, że mama pozna swojego drugiego wnuka. Ze względu na swój stan nie mogłam jej odwiedzić, ale był u mamy mój mąż. Poznała go, a on dodawał jej otuchy. Mamy wielką nadzieję, że mama do nas wróci – mówi córka.

Zbiórka na pomoc pani Annie została zweryfikowana. Datki można wpłacać na siepomaga.pl

/opr. asz/