Strona główna 0_Slider Epidemie w Świdnicy: wielokrotnie zagrażały miastu, jedna niemal doprowadziła do jego upadku

Epidemie w Świdnicy: wielokrotnie zagrażały miastu, jedna niemal doprowadziła do jego upadku

1

Na przestrzeni wieków mieszkańcy Świdnicy zmagali się z wieloma epidemiami. – Najtragiczniejsza zaraza w dziejach Świdnicy wybuchła w czasie oblężenia miasta w 1633 roku przez wojska dowodzone przez Albrechta von Wallensteina. (…) Zdarzało się, że codziennie umierało do 300 osób. Do chowania zmarłych brakowało tragarzy i grabarzy. Niekiedy ciała leżały na ulicach i były pożerane przez sfory dzikich psów – pisze Wiesław Rośkowicz, świdnicki historyk i były dyrektor Muzeum Dawnego Kupiectwa w Świdnicy.

Świdnica w 1623 roku (mat. Muzeum Dawnego Kupiectwa w Świdnicy)

W publikacji “Epidemie w Świdnicy” Rośkowicz zwraca uwagę, że epidemie groźnych chorób wielokrotnie zagrażały mieszkańcom Świdnicy. Wśród nich najprawdopodobniej znalazła się tzw. “czarna śmierć” – epidemia dżumy, nazywana najstraszliwszą zarazą XIV-wiecznej Europy, która według szacunków spowodowała śmierć 30-60% ludności kontynentu. Jak wskazuje historyk, zaraza ta zapewne dotknęła również świdniczan, jednak w znanych autorowi publikacjach na temat historii miasta nie ma informacji o epidemii “czarnej śmierci” w Świdnicy. Potwierdzić udało się za to wiele innych informacji.

W czasie epidemii w 1360 r. zabrakło w Świdnicy miejsc do pochówków na istniejących cmentarzach. Wiadomo, że w tym okresie jeden z nich znajdował się przy kościele parafialnym pw. św. Stanisława i św. Wacława (obecna katedra), zaś drugi przy kościele klasztornym franciszkanów pw. Najświętszej Marii Panny w Lesie (przy obecnej ul. Franciszkańskiej). W związku z dużą liczbą zmarłych w rejonie obecnego placu 1000-lecia Państwa Polskiego założono nowy cmentarz (znajdował się on poza murami miejskimi). Już w 1360 r. wybudowano na nim kaplicę pod wezwaniem św. Mikołaja (była ona w pobliżu, bądź też w miejscu dzisiejszego Banku Zachodniego WBK). Aby uczynić bardziej dogodnym dojście na cmentarz w murach miejskich założono nową bramę, zwano ją Bramą Mikołajską, bądź też Furtą Szkolną (w tym miejscu brama w wale głównym twierdzy przy al. Niepodległości) – pisze Wiesław Rośkowicz.

W XV w. w naszym mieście wybuchło kilka epidemii. Wiadomo, że w 1413 r. zmarło ok. 4000 osób. Do kolejnej zarazy, o której wiadomo, że pochłonęła wiele istnień ludzkich, doszło w 1483 r. Najwięcej ofiar w XV w. pociągnęła za sobą epidemia w 1497 r. Pochłonęła ona prawie 5000 mieszkańców Świdnicy. W XVI w. kronikarze odnotowali kilka zaraz, doszło do nich w 1523 r., 1542 r., 1553 r., 1585 r., 1586 r. i 1599 r. Wybuch epidemii w 1585 r. został spowodowany przybyciem do Świdnicy zarażonych mieszkańców Wrocławia. Do lutego 1586 r. umarło 2007 osób. Szczególnie dużo zgonów było pośród mieszkańców domów przy ulicy przed bramą Witoszowską (obecnie rejon pl. Grunwaldzkiego oraz początek ul. Wałbrzyskiej, umarły tam 434 osoby. Podczas ostatniej epidemii w XVI w., od września 1599 r. do lutego 1600 r., zmarło 325 osób. W 1606 r. w dwóch domach przy ul. Bednarskiej (ob. ul. Teatralna) rozpoczęła się kolejna zaraza. Pochłonęła ona 765 ludzi – wylicza autor.

Jak wskazuje, szczególnie dotkliwie epidemie zaznaczyły się w życiu mieszkańców miasta w okresie wojny trzydziestoletniej. – W czerwcu 1625 r. w domu kuśnierza przy ul. Kraszowickiej (obecnie ul. Trybunalska) wybuchła zaraza. Wywołana ona została prawdopodobnie bakteriami, które przetrwały w zakupionej odzieży. Przed rozwojem epidemii władze miasta broniły się umieszczając chorych w szpitalu przygotowanym na pastwisku miejskim (Viehweide). (…) Mimo podjętych środków zaradczych zmarło 928 osób. W 1632 r. rozpoczęła się kolejna epidemia. Wówczas to karczmarze zwrócili się do Rady Miejskiej, aby zabroniła chorym opuszczania domostw – opisuje historyk.

Najtragiczniejsza zaraza w dziejach Świdnicy wybuchła w czasie oblężenia miasta w 1633 roku. – W obrębie murów, poza stałymi mieszkańcami, znaleźli się również uchodźcy z jego przedmieść oraz z okolicznych wsi. Szybko w przeludnionym mieście wybuchł głód, a następnie straszna epidemia. Zdarzało się, że codziennie umierało do 300 osób. Do chowania zmarłych brakowało tragarzy i grabarzy. Niekiedy ciała leżały na ulicach i były pożerane przez sfory dzikich psów. Bogaci mieszczanie pragnąc zapewnić sobie przyzwoity pochówek oferowali na ten cel duże pieniądze. Sytuację tą wykorzystywali żołnierze, którzy z surowych desek zbijali trumny i sprzedawali je po 30-50 dukatów. Mimo tak wysokich opłat nie wywiązywali się uczciwie z przyjętych na siebie obowiązków i ze sprzedanych już trumien wyrzucali do fosy otaczającej mury miejskie zwłoki, a trumny sprzedawali powtórnie. Niektóre z ulic, np. Pańska i Siostrzana, były zupełnie wymarłe. Spośród świdnickich rajców tylko trzech (z sześciu) uszło z życiem. Do 1 stycznia 1634 r. zmarło w Świdnicy 17000 osób. Ta straszna epidemia wygasła dopiero na wiosnę 1634 r. Warto dodać, że podczas niej umarło również kilkanaście tysięcy żołnierzy z armii oblegającej miasto – przywołuje Rośkowicz.

Autor przypomina przy tym, że w wyniku zarazy oraz zniszczeń spowodowanych oblężeniami w czasie wojny trzydziestoletniej Świdnica się wyludniła i straciła dawną pozycję jednego z najbogatszych i najludniejszych miast na Śląsku. W 1648 roku miało w niej mieszkać jedynie 200 osób.

Z całym artykułem “Epidemie w Świdnicy” Wiesława Rośkowicza można się zapoznać na stronie Muzeum Dawnego Kupiectwa w Świdnicy.

/opr. mn/