Strona główna 0_Slider Po powrocie z zamkniętego zakładu omal nie wysadził bloku w powietrze

Po powrocie z zamkniętego zakładu omal nie wysadził bloku w powietrze

4

Przez trzy lata byli narażeni na groźby, rękoczyny, wielogodzinne nocne krzyki, przez ostatnie dwa lata cieszyli się spokojem. Do środy. Niebezpieczny sąsiad wrócił i omal nie doprowadził do wybuchu gazu.

Gehennę lokatorów budynku przy ulicy Saperów 15 opisywaliśmy w 2017 roku. Jedni zaciągali kredyty, by spełnić marzenia o własnym M, inni w spokoju mieszkali tu przez długie lata. Aż do 2014 roku. – Kiedy zmarł sąsiad, do jego mieszkania wprowadził się wnuk. Na początku nie było tak źle, ale wkrótce zaczęły się krzyki, wyzwiska, walenie po rurach. W dzień śpi, ale nocą jest dramat. Z mieszkania wszystko sprzedał, ma puste ściany, to echo niesie na cały budynek. Nie możemy spać – żalili się lokatorzy. Cierpieli nie tylko ci z bramy nr 15, ale także sąsiedniej. – Przez ściany wszystko słychać. To jest niekończący się potok przekleństw i gróźb. Na każdą próbę zwrócenia uwagi ten mężczyzna reaguje agresją – wyliczali. – Odbija się to przede wszystkim na dzieciach. Musieliśmy szukać pomocy u psychologa dla naszej córeczki, bo zaczęła mieć stany lękowe. Mamy zaświadczenie z poradni, że z dzieckiem nie jest dobrze – załamywała ręce jedna z matek.

Nagrania z 2017 roku:

Od kwietnia do września 2017 roku policjanci byli wzywani 9 razy do zakłócania ciszy nocnej i prządku. Policja skierowała od 2014 roku do Sądu Rejonowego 8 wniosków o ukaranie mężczyzny za wykroczenia. W 2014 i 2015 roku zapadały wyroki o grzywnach (50 i 100 złotych), których Krzysztof K. nie zapłacił i zostało wszczęte postępowanie komornicze. Sąd skazywał Krzysztofa K. także na… prace społeczne. W 2016 roku mężczyzna trafił na 2 tygodnie do aresztu. W trzech sprawach z 2015, 2016 i 2017 roku sąd odstępował od wymierzenia kary. Jak poinformował nas Sąd Okręgowy w Świdnicy, “z opinii biegłego psychiatry wynika, że w obecnym stanie zdrowia psychicznego nie jest zdolny odbywać karę ograniczenia wolności.” Przed Sądem Rejonowym toczyła się sprawa, z wniosku Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Świdnicy, o umieszczenie Krzysztofa K. w szpitalu psychiatrycznym. Mężczyzna nie stawiał się na żadne wezwania, policja nie była w stanie go zatrzymać. Dopiero dwie mieszkanki budynku, po ataku Krzysztofa K. na jedną z nich, zdołały go ująć i przekazać policji. Na mocy decyzji sądu mężczyzna trafił do zamkniętego ośrodka.

Niezapowiedziany powrót
– Sąd miał informować, gdyby Krzysztof K. został zwolniony albo uciekł. Żadnej informacji nie było!
– mówi jeden z lokatorów i dodaje, że wszyscy byli w szoku, gdy w środę, 2 października 2019 roku zobaczyli mężczyznę w budynku. Strach o życie swoje i dzieci wrócił.

Około godziny 18.40 pracownicy pogotowia gazowego poprosili o asystę policjantów, bowiem lokator nie otwierał drzwi, a stwierdzono, że może nielegalnie pobierać gaz. Na wezwania policji Krzysztof K. również nie odpowiedział. Na prośbę policji drzwi wyważyli strażacy. Okazało się, że faktycznie w środku znajduje prowizoryczna instalacja do nielegalnego poboru gazu. Cały budynek był narażony na wybuch. Krzysztof K. próbował ukryć się przed policjantami, ale został odnaleziony i został przewieziony do szpitala w Wałbrzychu.

Prokuratura Rejonowa w Świdnicy wszczęła śledztwo w sprawie sprowadzenia niebezpieczeństwa pożaru lub wybuchu przez Krzysztofa K. Obecnie przebywa on w szpitalu i jest stale monitorowany przez policję – mówi zastępca prokuratora rejonowego w Świdnicy Beata Piekarska-Kaleta. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie, dlaczego mieszkańcy bloku przy ulicy Saperów nie zostali uprzedzeni o powrocie Krzysztofa K. – Sądem orzekającym o zwolnieniu sprawcy z pobytu w psychiatrycznym zakładzie zamkniętym był Sąd Rejonowy w Wołowie. Nie są mi znane powody nie zawiadomienia pokrzywdzonych o zwolnieniu internowanego z pobytu w zakładzie przez sąd zwalniający – twierdzi Marzena Rusin-Gielniewska, rzecznik Sądu Okręgowego w Świdnicy

/asz/