Strona główna 0_Slider Uratowali pisklaka. Wróbelek pięknie się odwdzięcza

Uratowali pisklaka. Wróbelek pięknie się odwdzięcza [FOTO/VIDEO]

2

Wystarczy, że usłyszy pogwizdywanie, a już radośnie trzepocze skrzydłami i podskakuje. – Nawet jeśli jest w gromadzie wróbli, od razu wiadomo, że to nasz – z uśmiechem opowiada Jacek. Ptaszek wygląda zdecydowanie lepiej niż rówieśnicy. Zdrowe piórka, zgrabna i dorodna sylwetka. Jest wróblem modelowym!

A wcale tak nie musiało być. 20 czerwca Agnieszka i Jacek Łuczakowie ze Świdnicy późnym wieczorem wracali z rodziną z działki. – Chrześnica na chodniku dostrzegła ledwo co opierzonego pisklaka. Obserwowaliśmy go, ale rodzice w pobliżu nie pojawiali się – opowiada Jacek. – Doskonale wiemy, że młodych ptaków nie powinno się ruszać, bo dorosłe uczą je samodzielnego życia poza gniazdem, jednak w tym przypadku pisklak wydawał się za młody na takie próby. Zadzwoniliśmy do zaprzyjaźnionej pani weterynarz i po naradzie uznaliśmy, że tutaj wydarzyło się coś złego i pisklak sam nie przeżyje. Zabraliśmy go do domu, ulokowaliśmy w pudełku i nakarmiliśmy – wspomina Agnieszka dodając, że nie mieli najmniejszego pojęcia o tym, jak zajmować się takim stworzeniem.

Podstawowych informacji udzieliła lekarka, u której z maluchem zameldowali się następnego dnia. Okazało się, że uratowany jest wróblem i ma się całkiem dobrze. – Nie miał pasożytów ani żadnych obrażeń. Dostaliśmy wskazówki, jak się nim zajmować. Natychmiast też przeszukałam internet, by jak najwięcej dowiedzieć się o wychowaniu pisklaka – dodaje Agnieszka.

Pisklaka na chodniku dostrzegła Ola.

Wróbelek za wielką wolę przetrwania dostał imię Rambo. – Na krótko – śmieją się małżonkowie. Gdy pojawiło się więcej piór, ujawniła się płeć ptaszka. To samiczka, więc została Rambosławą. Od pierwszych chwil w domu państwa Łuczaków wróbelkowi niczego nie brakowało. Klatkę po kanarku ofiarowała siostra pana Jacka. – Można powiedzieć, to Hotel Gołębiewski – żartuje opiekun wróbelka, słysząc pochwały nad wygodami klatki. Ptak od razu zaakceptował to miejsce, nigdy nie oponował przed wkładaniem go do środka. Nie trzeba zamykać wejścia. Wewnątrz ma świeże siano, poidełko, karmnik z ziarnami i drążki do ćwiczeń, z których bardzo chętnie korzysta. – Trzeba zobaczyć, jak się pręży, jak prostuje nóżki! Można patrzeć godzinami! – zachwyca się Jacek.

Dobra kondycja wróbelka to kilka tygodni serdecznej troski. Pisklak początkowo był karmiony wyłącznie zblendowaną papką z jajka i jabłka, podawaną przez strzykawkę wprost do dzioba. – Posiłki musiał dostawać co pół godziny, więc jeździł ze mną do pracy. Wszyscy podeszli do mojego podopiecznego z wielkim zainteresowaniem i zrozumieniem – mówi Agnieszka, która pracuje w biurze NZOZ Caritas. Jednocześnie maluch przechodził ćwiczenia, przygotowujące go do lotów. Tak jak poradziła lekarka, pani Agnieszka pisklaka brała w złożone w łódkę dłonie i opuszczała je energicznie w dół. To wymuszało ruch skrzydłami i tak powoli, powoli szło coraz lepiej. Wreszcie opierzony wróbelek po raz pierwszy przefrunął spod telewizora na ławę. Dzisiaj lata znakomicie. – Od tygodnia wypuszczamy go z balkonu przed wyjściem do pracy. Urzęduje w drzewach i krzewach. Wołamy go po powrocie z pracy. To jest uroczy widok, kiedy aż się trzęsie i podskakuje, a słysząc pogwizdywanie, natychmiast przylatuje! – opisuje Jacek i wspomina, że jednego popołudnia wróbelek nie pojawił się. – Oj, były łzy – uśmiecha się, patrząc na żonę. – Były. Już myślałam, że padł ofiarą kota. Bardzo się cieszyłam, kiedy wrócił! Nie sądziłam, że można się z takim małym stworzeniem tak mocno związać – wzdycha pani Agnieszka.

Wróbelek popołudnia i noce spędza w domu, dzieląc przestrzeń z psem Axlem, też przygarniętym przez państwa Łuczaków. – Chociaż staramy się izolować psa, żeby wróbelek nie stał się zbyt ufny – zastrzegają opiekunowie.

Rambosława traktuje Agnieszkę i Jacka jak rodziców. Chętnie siada na ramieniu, radośnie ćwierka na widok opiekunów. – Dla nas wielką radością jest obserwowanie, jak rośnie i pięknie się rozwija. Mamy nadzieję, że wkrótce zamieszka na stałe w swoim naturalnym środowisku, ale gdzieś blisko nas. Ma tu znakomite warunki. Może znajdzie jakiegoś przystojnego Rambo i założy gniazdo? Bardzo za naszego malucha trzymamy kciuki!

Wróble w Polsce są pod ścisłą ochroną. Od 2015 roku populacja tego gatunku gwałtownie spada, a przyczyną jest m.in. kurczenie się miejsc lęgowych z powodu termomodernizacji budynków.

Agnieszka Szymkiewicz
Zdjęcia i nagrania z archiwum Agnieszki i Jacka Łuczaków