Strona główna 0_Slider Niezwykli podróżnicy w Świdnicy

Niezwykli podróżnicy w Świdnicy [FOTO]

1

Razem pokonali niezliczoną ilość kilometrów. Na koncie mają podróż dookoła Polski, starty w maratonach i półmaratonach. Wszystko po to, by zwrócić uwagę na często trudny los zwierząt. W ten weekend Franciszek Gogół i jego pupil Dino odwiedzili Świdnicę.

Pasją 60-letniego pana Franciszka z Legnicy jest bieganie. Śmiało można go nazwać weteranem biegów długodystansowych. Na koncie ma udział w dziesiątkach maratonów, półmaratonach, a nawet ultramaratonach. Nie obce są mu także wojaże kolarskie. Na los porzucanych zwierząt zwrócił uwagę w 2011 roku. Podczas jednego z rowerowych rajdów w przydrożnym rowie znalazł psa. Wówczas nie mógł go zabrać ze sobą, ale zrobił wszystko, by czworonogowi pomóc. Cztery lata później przeznaczenie sprawiło, że pod jego opiekę trafił młody Dino. Od tego czasu to właśnie on towarzyszy legniczaninowi w najróżniejszych wyprawach.

W 2015 roku wyruszył w Polskę, a dokładniej dookoła Polski. W 64 dni biegiem pokonał 3200 kilometrów. Dino, wówczas 2-letni kundelek, towarzyszył mu wiernie, część trasy truchtając obok legniczanina, część w specjalnym wózku, pchanym przez pana Franciszka. Celem wyprawy wokół kraju była chęć zwrócenia uwagi na trudny los zwierząt i zaapelowanie do sumienia ludzi. Mówił o tym na trasie, podczas festynów, na spotkaniach w miasteczkach i wsiach. Wzbudził ogromną sympatię dzięki swojemu towarzyszowi.

Dino uwielbia takie wyprawy. Wystarczy, że zobaczy wózek i od razu się cieszy – mówi pan Franciszek, który w ten weekend postanowił odwiedzić Świdnicę, a przede wszystkim świdnickie schronisko dla bezdomnych zwierząt. Akurat w sobotę odbył się tam dzień otwarty. – Jestem pod wrażeniem. To nowoczesny obiekt, w którym pracują ludzie znający się na rzeczy i lubiący zwierzęta. Cieszy fakt, że działa tam tak wielu wolontariuszy! Dino pierwszy raz odwiedził schronisko, więc nie był zbyt zachwycony widząc inne pieski pozostające w zamknięciu – opisuje swoją wizytę biegacz. W sobotę, podczas trzygodzinnej podróży z Legnicy do Świdnicy miał okazję sprawdzić, jak świdniczanie i mieszkańcy powiatu dbają o czworonogów. Jak mówi, nie dostrzegł ani bezpańskich psów, ani urągającym cywilizowanym standardom bud. Spodobała mu się też inicjatywa ustawiania misek z wodą przed sklepami w śródmieściu.

Pan Franciszek ma już w planach kolejne wyprawy. Przede wszystkim chciałby dokończyć tegoroczną wycieczkę dookoła Dolnego Śląska, którą musiał przerwać z uwagi na panujące upały. W dalszym ciągu zapowiada też, że chce wyruszyć dookoła Europy. Chociaż potencjalny sponsor wycofał się z pomysłu finansowania takiej wyprawy w tym roku, ekipa w postaci Franka i Dina może wyruszyć w podróż po starym kontynencie za rok. Gdyby tak się stało, pan Franciszek mógłby spróbować pobić rekord Polski, a swój wyczyn zapisać w księdze rekordów Guinnessa. W planach na ten rok jest także start w świdnickim półmaratonie.

Rzadko kiedy spotyka się z niechęcią wobec swoich działań. Czasem tylko na trasie napotka kilku nerwowych kierowców, którzy potrafią nawet zaalarmować policję, informując o mężczyźnie biegnącym po drodze z wózkiem. Dzięki takim sytuacjom pan Franciszek zyskuje kolejne barwne historie, które chętnie opowiada napotkanym ludziom, zachęcając ich do pochylenia się nad losem zwierząt. – Nie stać mnie na finansowe wspieranie każdej inicjatywy, mającej na celu pomoc czworonogom – twierdzi. Musi to więc wybiegać, przypominając swoimi akcjami o konieczności takiej pomocy. I tak właśnie robi.

Michał Nadolski
nadolski@swidnica24.pl

fot. Dariusz Nowaczyński, Dorota Socha