Strona główna 0_Slider Lis coraz bardziej chory. Wszyscy bezradni?

Lis coraz bardziej chory. Wszyscy bezradni? [VIDEO]

5

Kolejna historia dzikiego zwierzęcia na terenie miasta może nie doczekać się szczęśliwego finału. Młody lis, widywany regularnie w Świdnicy, jest coraz bardziej chory, a mimo zaangażowania mieszkańców nadal pozostaje bez pomocy. Nie wiadomo, czy jego choroba może zagrażać ludziom.

Zwierzaka po raz pierwszy pokazali na zdjęciach miejscy strażnicy, których o interwencję poprosił 20 sierpnia jeden z mieszkańców. Zwierzę urządziło sobie legowisko na ganku domu. Jak zawiadamiał świdniczanin, lis nie wyglądał zdrowo i nie bał się ludzi. Strażnicy nie podjęli próby pomocy zwierzęciu. “Przybyłym we wskazane miejsce funkcjonariuszom udało się doprowadzić do tego, że lis opuścił teren posesji.” – czytamy w komunikacie na stronie jednostki. Lis pojawił się kolejnego dnia na cmentarzu przy alei Brzozowej. Znów nie uciekał na widok ludzi.

Zarówno straż miejska, jak i redakcja portalu Swidnica24.pl otrzymała mnóstwo powiadomień w ostatnich dniach o miejscach, gdzie zwierzę było widziane. Jak wskazywali zawiadamiający, były to okolice osiedla Słowiańskiego, Burkatowa, Bystrzycy, a nawet ulicy Sikorskiego. Najprawdopodobniej może chodzić nie o jedno, ale o kilka zwierząt. Wczoraj lisa zobaczył i sfilmował pan Ryszard, który pracował przy nowo powstającej części cmentarza parafialnego przy alei Brzozowej. Jak opowiada, lis przez kilka godzin nie ruszał się z miejsca, cały czas się drapał i trząsł głową. Z trudem przełykał kęsy ze śniadania, które rzucił mu świdniczanin. Nie wiadomo, co dolega lisowi, ale na pewno nie jest zdrowym okazem.

– Dopiero po powrocie do domu dowiedziałem się, że na stronie Swidnica24.pl jest apel o informowaniu, gdzie lis przebywa. Dlatego wróciłem tu dzisiaj w swoim wolnym czasie – mówi pan Ryszard. Zabrał ze sobą jedzenie i długo nie musiał czekać. Był zdumiony, gdy zamiast jednego lisa wyszły trzy, wszystkie podobnej wielkości. Dwa były w nieco lepszym stanie. Mężczyzna poczekał na przyjazd patrolu straży miejskiej. Strażnicy o pomoc poprosili pracownika schroniska dla bezdomnych zwierząt. Jak poinformował nas dyżurny SM, pracownik przyjechał, ale stwierdził, że nie może odłowić lisa. Nie pomogli także lekarze z Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej. W rozmowie ze Swidnica24.pl Monika Dykcik poinformowała, że powiatowy inspektorat nie ma podstaw prawnych, by dokonać odłowu. Dodała także, że lisów będzie przybywać w miastach, jeśli ludzie nie przestaną rozkładać jedzenia obok śmietników. Jako organ kompetentny do podjęcia interwencji ws. chorych dzikich zwierząt w granicach miasta lekarka wskazała starostę.

Dyżurny straży miejskiej zapewnia, że dzisiaj do biura ochrony środowiska urzędu miejskiego złożył zawiadomienie w sprawie lisa. Czy rzeczywiście gmina ma obowiązek reagowania w tej sytuacji? O kwestię pomocy dla chorych dzikich zwierząt Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska pytało w 2015 roku Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków, uzyskując odpowiedź: “Skoro zatem do zadań własnych gminy należą zadania w zakresie ochrony przyrody, to można uznać, że do zadań gminy należy również udzielanie pomocy dzikim zwierzętom przebywającym na terenie gminy, w szczególności poprzez zorganizowanie akcji ratunkowych lub zapewnienie transportu zwierząt do ośrodków rehabilitacji zwierząt.” Część gmin podpisuje umowy z ośrodkami rehabilitacji dzikich zwierząt, a także z firmami odławiającymi dzikie zwierzęta. Świdnica takiej umowy nie ma. Czy i jak zostanie w takim razie rozwiązany problem z chorym lisem (lub lisami), zapytaliśmy rzeczniczkę prasową magistratu w Świdnicy. Czekamy na odpowiedź i do tematu wrócimy.

 

Agnieszka Szymkiewicz
szymkiewicz@swidnica24.pl