Strona główna 0_Slider Świdnickie trojaczki wracają do domu. Potrzebne wsparcie!

Świdnickie trojaczki wracają do domu. Potrzebne wsparcie!

12

Są zdrowe, bardzo spokojne i błyskawicznie przybierają na wadze. Dwoje z trojga urodzonego 12 lipca rodzeństwa jest już w domu. Ostatni – chłopiec – dołączy do sióstr w przyszłym tygodniu. Rodzice są szczęśliwi i dumni, ale spiętrzyły się przed nimi niespodziewane problemy.

Trojacza ciąża dla Moniki Panek i Michała Bieleckiego była absolutnym zaskoczeniem. Mają już trzyletnią córeczkę Amelkę i ucieszyli się, że wkrótce na świat przyjdzie kolejne dziecko. Z każdą wizytą u ginekologa pojawiała się nowa wiadomość. Najpierw było widać jedno dziecko, przy kolejnym badaniu USG – dwoje, wreszcie – troje. – Baliśmy się iść na czwartą wizytę – żartował w rozmowie ze Swidnica24.pl ojciec maluchów. Skończyło się na trójce i dzieci urodziły się 12 lipca 2018. Ze względów medycznych poród musiał odbyć się w wałbrzyskim szpitalu. Dzieci przyszły na świat poprzez cesarskie cięcie w 32 tygodniu. Antonina waży 1,7 kilograma, Pola 1,8 kilograma. Dziś bliźniaczki przekraczają 2,3 kilograma. Antoś, najmniejszy, jeszcze pozostaje w szpitalu, ale już samodzielnie oddycha i rośnie jak na drożdżach. Do rodziny dołączy za tydzień.

Organizują życie na nowo

Mama dzieci emanuje spokojem, pogodą ducha i uśmiechem. Od pierwszego dnia dzięki wsparciu partnera znakomicie zorganizowała rodzinne życie powiększonej ekipy. Córeczek nie może się nachwalić. – Jedzą i śpią. Jeśli płaczą, to tylko przy zmianie temperatury otoczenia po kąpieli. Trzeba tylko przestrzegać cyklu karmienia – co trzy godziny, bo każde spóźnienie odnotowują i protestują – śmieje się pani Monika. Ojciec z wielką czułością mówi – moje dziewczyny! Starsza siostra ze wszystkich sił stara się pomagać mamie i tacie, rodzinę wspiera mama pani Moniki, która poświęca każdą wolną chwilę po pracy na opiekę nad dziećmi. Wtedy rodzice mogą jechać do Antosia i pozałatwiać piętrzące się sprawy. W Świdnicy pani Monika i pan Michał nie mają licznych krewnych, którzy mogliby w tym pierwszym, najtrudniejszym momencie podyżurować przy trojaczkach. – Dajemy sobie radę, ale na pewno będziemy potrzebować pomocy, gdy Michał wróci do pracy, a do domu przyjedzie Antoś. Nie będzie miał kto odbierać Amelki z przedszkola – martwi się mama trojaczków. Oboje martwią się także najbliższymi tygodniami.

Pomoc państwa nierychliwa

Powrót dzieci do domu to nie tylko radość i nowe obowiązki, ale także wydatki. Dzieci wymagają specjalnego mleka dla wcześniaków. – Jest na receptę. Jedna puszka kosztuje 50 złotych i w tej chwili wystarcza dziewczynkom na trzy dni. Kiedy przyjedzie Antoś, czas skróci się do dwóch dni. Do tego trzeba liczyć ogromną liczbę pampersów – wylicza mama. Ogromnym zaskoczeniem okazały się wydatki związane z lekarzami. – Nasze dzieci muszą przejść kontrolne badania u okulisty. Okazało się, że czas oczekiwania w ramach NFZ na specjalistę dla wcześniaków to dwa lata! Musieliśmy zdecydować się na wizytę prywatną. To koszt 180 złotych. Nie mamy także szans na bezpłatną kontrolę u neurologa, a jego opinia jest potrzebna do szczepień, które nasze dzieci muszą przejść za dwa tygodnie. To kolejne pieniądze – dodaje pani Monika. Trzeba było także kupić ubranka, środki czystości, łóżeczka, pościel, foteliki samochodowe. Tymczasem, mimo że od porodu minął już ponad miesiąc, a dwójka dzieci od tygodnia jest w domu, matka maluchów nie dostała jeszcze ani zasiłku macierzyńskiego, ani becikowego, ani 500 plus. – Złożone są wszystkie wnioski i wszędzie słyszymy, że są terminy i trzeba czekać. Zapożyczyliśmy się, bo z jednej pensji nie mamy szans utrzymać rodziny. Kiedy już pieniądze przyjdą nie będzie problemu, ale teraz jesteśmy w patowej sytuacji. To najtrudniejszy moment, potem sobie poradzimy – mówią rodzice maluchów. Nie narzekają, nie krytykują, ale są rozczarowani i zmartwieni. Nie czują się dobrze z tym, że muszą prosić o pomoc.

Miasto nie może pomóc?

Młodzi rodzice nie dorobili się jeszcze własnego mieszkania. – Patrząc na ceny mieszkań do wynajmu w Świdnicy trafiliśmy na naprawdę dobrą i niedrogą ofertę. Mamy lokum w cichej i bezpiecznej dzielnicy w zadbanym domu. Sam wynajem kosztuje nas 1700 złotych plus media – wylicza pani Monika. Rodzina rozmawiała z prezydent miasta Beatą Moskal-Słaniewską, zwróciła się z wnioskiem o dofinansowanie. Przyszła odpowiedź odmowna. – O 5 metrów kwadratowych nasze mieszkanie przekracza normę. Szukaliśmy innego mieszkania do wynajęcia, ale koszt ok. 70 m2 to w tej chwili minimum 2,5 tysiąca złotych. Dopłata może wynieść ok. 600 złotych, zamiana więc nic nie da – tłumaczą młodzi rodzice i nie kryją rozczarowania. Złożyli również wniosek o mieszkanie do remontu. –  To jednak nie jest szybkie rozwiązanie, będzie także wymagało nakładów, więc w tej chwili naszej sytuacji w żaden sposób to nie poprawi – dodają. Dodatkowym wydatkiem jest prywatne przedszkole dla Amelki. – Niestety, nie wystarczyło dla nas miejsca w miejskich placówkach – mówi pani Monika.

Pomogą świdniczanie?

Rodzice trojaczków to dwoje młodych, aktywnych i zaradnych ludzi. Gdyby nie niespodzianka od losu, który zamiast o jedno, powiększył rodzinę o troje dzieci, nie musieliby nikogo prosić o wsparcie. Nie potrzebują wiele, a pomoc jest konieczna tylko na kilka tygodni. – W tej chwili wielką ulgą byłyby pampersy dla naszych dzieci i pomoc w zakupie mleka. Mamy też ogromny problem ze zdobyciem ubranek w rozmiarze 50 – mówi pani Monika. Problemy rodziny poruszyły jedną ze świdniczanek. Sama rozpoczęła zbiórkę potrzebnych rzeczy, a dołączyć może każdy. Szczegóły na facebooku Trojaczki-potrzebna pomoc. Osoby, które chciałyby obdarować rodzinę, mogą również zadzwonić na numer. 661 315 031.

Agnieszka Szymkiewicz
[email protected]

Zdjęcia Dariusz Nowaczyński