Strona główna 0_Slider Diego musiał jeść własne odchody. Właścicielkę spotka kara?

Diego musiał jeść własne odchody. Właścicielkę spotka kara?

6

Jak można być tak okrutnym? Agnieszka J. z Wierzbnej urządziła swojemu czworonogowi prawdziwe piekło. Pozbawiony jedzenia, wody i schronienia Diego przeżył wyłącznie dzięki pomocy sąsiadów. Przed świdnickim sądem ruszył właśnie proces właścicielki, która doprowadziła psa na skraj wyczerpania.

fot. Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt

Na początku był bardzo wycofany. Trudno się dziwić. Po tym, co go spotkało miał prawo nie ufać ludziom. – Teraz śpi na kanapach, brzuchem do góry, zadowolony i najedzony – zapewnia Konrad Kuźmiński z Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej, w sierpniu 2017 roku Diego był w tragicznym stanie. Właścicielka nie miała zamiaru kiwnąć palcem, by zatroszczyć się o czworonoga. Jego losem przejęli się jednak okoliczni mieszkańcy, którzy wezwali pomoc.

Widok na miejscu interwencji był przerażający – brak jedzenia, wody, schronienia. Pies schowany za wysokimi chaszczami, tak, by nikt go nie ujrzał. Zwierzę z głodu jadło własne odchody. Diego przeżył wyłącznie dzięki pomocy sąsiadów, którzy dokarmiali go co jakiś czas – opowiada Kuźmiński. Pies został kobiecie odebrany i przewieziony do kliniki weterynaryjnej. – Stwierdzono skrajne niedożywienie oraz zapchlenie. Po kilkunastu dniach od odbioru pies przybrał na wadze ponad 4 kg i to bez wdrażania specjalistycznego leczenia. Diagnoza – skrajne niedożywienie, a lekiem dla Diego stała się zwykła karma, podawana regularnie – dodaje.

W czwartek przed Sądem Rejonowym w Świdnicy ruszyła rozprawa w sprawie Agnieszki J., która jest oskarżona o znęcanie się nad psem poprzez jego głodzenie. – Przesłuchani w dniu dzisiejszym świadkowie wskazywali, że pies z głodu jadł własne odchody. Oskarżona nie pojawiła się na rozprawie, jednak zeznając w prokuraturze nie przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu – mówi Kuźmiński.

Kolejna rozprawa ma się odbyć 26 kwietnia. Najprawdopodobniej wtedy też dowiemy się, czy Diego zostanie już na zawsze odebrany właścicielce, a także czy kobietę spotka kara. Grozi jej do 2 lat więzienia oraz konieczność wpłacania nawet 100 tys. zł na cel związany z ochroną zwierząt. – Mamy nadzieję, że sprawiedliwości stanie się zadość – kończy Kuźmiński.

Diego po odzyskaniu formy (fot. Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt)

/mn/