Strona główna 0_Slider Czego nie kupimy, to podrobimy?

Czego nie kupimy, to podrobimy?

62

Finansowany z niejasnego źródła, zatrudniający pracowników na niejasnych warunkach i promujący się poprzez gigantyczną akcję reklamową na billboardach. Podstawy działania nowego dwutygodnika miejskiego, wydawanego przez Miejską Bibliotekę Publiczną, przedstawiają wiele wątpliwości. Nie inaczej jest z portalem internetowym, który jest powiązany z nowym czasopismem. Jako żywo przypomina identyfikację wizualną portalu Swidnica24.pl. Czy przygotowania do kampanii wyborczej mogą być usprawiedliwieniem dla działań bliskich plagiatowi i wątpliwych etycznie?

Pierwszy numer dwutygodnika samorządowego ukazał się 16 lutego 2018 roku. To zaskakujący i błyskawiczny debiut, biorąc pod uwagę niedawne deklaracje rzecznik prasowej świdnickiego Urzędu Miasta. Jeszcze na początku lutego projekt czasopisma miał się znajdować na „etapie konsultacji”. Nieoficjalnie było jednak wiadomo, że prace nad nowym pismem były już znacznie bardziej zaawansowane – skompletowany miał być chociażby zespół redakcyjny. Jeszcze wcześniej wykonano stosowne kroki w sprawie zarejestrowania samorządowego dwutygodnika.

Pierwszy numer „rzutem na taśmę”

– Wniosek o rejestrację czasopisma oraz portalu internetowego został złożony przez Miejską Bibliotekę Publiczną im. Cypriana Kamila Norwida w Świdnicy w dniu 18 stycznia 2018 roku – tłumaczy Agnieszka Połyniak, rzecznik Sądu Okręgowego w Świdnicy. Z uwagi na wątpliwości, co do unikalności tytułu nowej gazety samorządowej, stosowne zapytanie trafiło 31 stycznia do warszawskiego Sądu Okręgowego. Tam też stwierdzono, że nazwa czasopisma nie była wcześniejszej rejestrowana przez inne podmioty. – Do dzisiaj postanowienie o rejestracji wydawnictwa i portalu nie zostało wydane – dodaje Połyniak, podkreślając, że podstawowym wymogiem dla wydania gazety czy portalu internetowego jest właśnie rejestracja danego tytułu.

By nowa gazeta mogła się ukazać, a portal – wystartować, Miejska Biblioteka Publiczna skorzystała z niezbyt znanego przepisu prawa prasowego. Zgodnie z art. 20 pkt. 4 ustawy, „wydawanie dziennika lub czasopisma można rozpocząć, jeżeli organ rejestracyjny nie rozstrzygnął wniosku o rejestrację w ciągu 30 dni od jego zgłoszenia.” Nie czekano więc dłużej na decyzję sądu. W zamian skorzystano z pierwszej możliwej okazji, by rozpocząć wydawanie gazety. Jeden dzień wcześniej i wydawca – Miejska Biblioteka Publiczna – złamałby prawo. Zgodnie z art. 45 prawa prasowego groziłaby za to grzywna w wysokości kilku tysięcy złotych.

Korzystanie ze swoistej luki w przepisach jest tym bardziej zastanawiające, biorąc pod uwagę przeszłość dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej. Ewa Cuban przez 20 lat stała na czele wydawnictwa Errata, wydającego tygodniki w Świdnicy, Dzierżoniowie i Wałbrzychu. Prawo prasowe i procedurę rejestracji czasopisma powinna więc znać doskonale, wiedząc przy tym, że oficjalne dopełnienie tej procedury jest zwykłą formalnością, niewymagającą wybiegów prawnych.

Finansowanie – ktokolwiek widział, ktokolwiek wie

Jeszcze więcej pytań pojawia się w kwestii finansowania nowej gazety, w tym wielkiej akcji promocyjnej zapowiadającej pierwszy numer pisma. Przypomnijmy, na billboardach ustawionych przy ulicach wylotowych ze Świdnicy na początku lutego pojawiło się pytanie „Czyja jest Świdnica?”. Na pytania, skierowane przez nas do rzecznika Urzędu Miejskiego oraz dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej, czego dotyczyła kampania i ile kosztowała, nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Akcją promocyjną zdziwieni byli także miejscy radni. Według przewodniczącego świdnickiej Rady Miasta Jana Dzięcielskiego, wydawanie środków na ten cel jest niepotrzebne i niezasadne. Wątpliwości zgłosili także samorządowcy ze Świdnickiego Forum Rozwoju oraz członkowie świdnickiego koła partii .Nowoczesna.

Równie tajemnicza pozostaje kwestia zatrudnienia redakcji czasopisma. – Biblioteka nie zwiększyła zatrudnienia w związku z rozpoczęciem wydawania nowego produktu, biuletynu informacyjnego – zapewnia dyrektor MBP, Ewa Cuban. Zespół redakcyjny mógł jednak zostać zatrudniony przez Urząd Miasta (na zaprzeczenie lub potwierdzenie wciąż czekamy). Jak twierdzi przewodniczący świdnickiej Rady Miasta, decyzja w tej sprawie należy do prezydenta Świdnicy, Beaty Moskal-Słaniewskiej. – Zwiększenie zatrudnienia powinno następować w związku z przyjęciem przez Urząd nowych zadań lub konieczną zmianą sposobu realizacji dotychczasowych – tłumaczy przewodniczący Jan Dzięcielski. To rodzi kolejne pytanie – jeżeli wydawcą dwutygodnika jest biblioteka, to dlaczego redakcję zatrudnia urząd? I przy okazji jeszcze jedno pytanie, dlaczego urząd z podatków płaci dwóm fotografom, którzy obsługują te same miejskie imprezy?

Największym problemem jest jednak sprawa środków przeznaczonych na wydawanie gazety. W budżecie miasta na 2018 rok przy wydatkach w ramach zadań statutowych znalazła się pozycja dotycząca wydawania gazety samorządowej. Jednakże nie wskazano dokładnej kwoty przeznaczonej na to zadanie. Według przewodniczącego Rady Miasta dodatkowe środki nie znalazły się w budżecie miejskiej biblioteki. – Z posiadanej przeze mnie wiedzy, fundusze te nie odbiegają w zasadniczy sposób od kwot z ubiegłych lat. W 2017 roku wynosiły one: 2 498 145 zł a w roku 2018 – 2 438 876 zł. Na dzień dzisiejszy nie mam informacji, aby środki te miały ulec zwiększeniu – mówi Dzięcielski. Podkreśla przy tym, że aby do tego doszło zgodę musiała by wyrazić Rada Miejska.

Swój pogląd na finansowanie czasopisma ma z kolei dyrektor Cuban. Jej zdaniem biblioteka „może pozyskiwać przychody związane między innymi z płatnymi reklamami i komunikatami”. Pewna część finansowania dwutygodnika spadnie więc na reklamodawców. W pierwszym numerze gazety znalazła się m.in. reklama Miejskiego Zakładu Energetyki Cieplnej, spółki należącej do Gminy Miasto Świdnica. Można się zastanawiać, czy wykupywanie reklam w czasopiśmie jednej jednostki miejskiej przez inną jednostkę – przy nieznanym cenniku opłat – nie jest ukrytą formą finansowania. Wciąż czekamy na odpowiedź na pytania o zasady współpracy MZEC i biblioteki, kwoty przeznaczonej przez MZEC na działania marketingowo-promocyjne w samorządowym czasopiśmie oraz na portalu, a także zasadności prowadzenia takich działań przez MZEC.

Gazeta jednak nie dla seniorów? Czyli dla kogo?

Nowe czasopismo ma w założeniu zastąpić wydawany od wielu lat biuletyn „Rynek z tradycjami”. – Celem projektu jest szeroko rozumiana informacja skierowana do mieszkańców Świdnicy. Biuletyn będzie miał walor edukacyjny i informacyjny – deklaruje dyrektor Cuban. Dwudziestostronicowy dwutygodnik ma się pojawiać w nakładzie 20 tys. egzemplarzy i być dostępny dla mieszkańców za darmo. Według naszych informacji pracownicy biblioteki mieli już otrzymać od dyrektor Cuban polecenie zachęcania czytelników do przeglądania gazety wydawanej przez MBP.

Dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej zapewnia, że nowe czasopismo skierowane będzie także do świdnickich seniorów, którzy na co dzień mogą mieć problem z dostępem do bieżących informacji przekazywanych za pośrednictwem mediów internetowych. Byłoby to działanie godne pochwały, gdyby nie fakt, że pracownicy świdnickiego domu dziennego Senior-WIGOR dowiedzieli się o samorządowej publikacji dopiero od nas.

Samorząd to biznes?

Inną kwestią jest zasadność wydawania prasy przez władze samorządowe. Wątpliwości w tej sprawie zgłaszał między innymi Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich, który twierdzi, że wydawanie prasy przez samorządy lokalne, zwłaszcza na zasadach komercyjnych jest zagrożeniem dla korzystania z wolności słowa, a także dla prawa dostępu obywateli do informacji publicznej. Jego zdaniem samorządowcy powinni skupić się na tworzeniu biuletynów, zawierających jedynie obiektywne informacje – w przeciwieństwie do tych ograniczających się do promowania działań władz samorządowych.

To uwaga szczególnie istotna w roku wyborów samorządowych, gdy publikacje mogą służyć promowaniu opcji politycznej znajdującej się u władzy. Swoją opinię na temat samorządowych publikacji ma Jan Dzięcielski. – Wydawanie gazety czy informatora jest praktykowane w wielu jednostkach samorządowych. Ważne by pojawiały się tam informacje istotne dla mieszkańców. Rok wyborczy nie powinien mieć tu znaczenia, bo dbałość o informacje i dobre funkcjonowanie miasta powinien przyświecać każdemu niezależnie od tego, w którym roku kadencji jest samorząd – zapewnia przewodniczący.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się już do ministra spraw wewnętrznych i administracji z postulatem wprowadzenia stosownych regulacji prawnych, dzięki czemu powstałyby jednoznaczne zasady wydawania samorządowych biuletynów informacyjnych.

Przekup albo (niemal) splagiatuj

Prezydent Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska dokłada wielu starań, by za pieniądze podatników przedstawiać w mediach swoją wizję miasta. W roku 2017 i już w 2018 zostały zawarte umowy z lokalnymi, regionalnymi i ogólnopolskimi mediami na przygotowywanie materiałów informacyjnych, relacji, programów czy artykułów po wizytach studyjnych dziennikarzy. Takie umowy zostały zawarte m.in. z Telewizją Wałbrzych (w sumie na 24 tysiące złotych), z Telewizją Echo na ponad 83 tysiące złotych, z Radiem RMF FM, z Radiem Wrocław, z Portalem Doba.pl, z wydawnictwem Agora, z firmą Media Net (na program dla TVP). W sumie od stycznia 2017 do połowy 2018 roku umowy na różnego rodzaju formy kontrolowanego przez prezydenta przekazu informacji w mediach opiewają na ponad 151 tysięcy złotych.

Tam, gdzie o podobne porozumienie trudniej, sięga się po inne rozwiązania i środki. Przykładem nietypowego działania jest swoiste zapożyczenie identyfikacji wizualnej portalu Swidnica24.pl i wykorzystanie jej przez nowy portal samorządowy. Podobieństwo obu stron internetowych jest uderzające, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę inne szczegóły, takie jak nazwy działów występujących na wspomnianych portalach.

W tym miejscu warto wspomnieć o innym zdarzeniu, zdecydowanie mocniej ocierającym się o plagiat. W czerwcu 2017 roku Magdalena Dzwonkowska, rzecznik Urzędu Miasta przesłała do mediów komunikat z informacją, że obradująca wówczas komisja konkursowa rekomendowała Ewę Cuban na stanowisko nowego dyrektora MBP. W komunikacie zamieszczono dwie „wypowiedzi” ówczesnej kandydatki. Jak sprawdził czytelnik Swidnica24.pl, obie nie były autorstwa Ewy Cuban. Rzeczniczka magistratu tłumaczyła, że wzięła te „wypowiedzi” z koncepcji pracy biblioteki, przedstawionej komisji konkursowej. Z kolei wyjaśnieniem przedstawionym przez Ewę Cuban było to, że komisja nie pytała o źródło.

Ewa Cuban zdecydowanie mija się z prawdą, pisząc o biuletynie informacyjnym. Miejska Biblioteka Publiczna w Świdnicy wydała połowicznie samorządową, połowicznie komercyjną gazetę i komercyjny portal o zasięgu powiatowym. Dlaczego miejska w nazwie biblioteka wydaje czasopismo i portal powiatowy? Trudno spodziewać się, by był to autorski pomysł dyrektorki i wydawnictwo potrzebne bibliotece. Rodzą się kolejne pytania. Kto i kiedy wpadł na pomysł wydania niemal identycznego jak Swidnica24.pl portalu? Kto i kiedy rejestrował domenę? Od kogo MBP kupiła domenę?

Osobnym pytaniem pozostaje, co na to Rada Miejska, która – jak wynika z ustaleń – nic o gazecie i portalu nie wiedziała. Czy będzie jakakolwiek reakcja?

/mn/