Strona główna 0_Slider Miejska ciepłownia otworzyła drzwi: Troszkę trujemy, ale…

Miejska ciepłownia otworzyła drzwi: Troszkę trujemy, ale… [FOTO]

2

Mają własny pociąg, który z Górnego Śląska jednorazowo przywozi 1200 ton węgla. Trzy kotły ogrzewają kilkaset ton wody do maksymalnie 130 stopni Celsjusza. Wrzątek płynie 40-kilometrami rur do 500 budynków w Świdnicy i ogrzewa ponad 12,5 tysięcy mieszkań. Produkt uboczny to szlaka i emitowane do atmosfery pyły, dwutlenek węgla, związki siarki i azotu. – Troszkę trujemy, ale nie ma żadnego porównania z tym, jakie są skutki palenia w pojedynczych mieszkaniach we własnych piecach – przekonywał Bogdan Ryndziewicz, główny specjalista ds. technicznych, podczas otwartych drzwi w świdnickiej ciepłowni.

Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej już po raz drugi zaprosiło mieszkańców, by przekonali się, jak produkowane jest ciepło dla blisko połowy miasta. Okazją do zorganizowania dnia otwartego, połączonego z zabawami i konkursami, stał się program realizowany w ramach kampanii edukacyjnej “Mądrze ogrzewaMY w Świdnicy”. Świdnica jest jednym z 50-ciu polskich miast, w którym realizowany jest program KAWKA, polegający na likwidacji domowych palenisk i przyłączaniu mieszkań do miejskich sieci ciepłowniczych. Czy rzeczywiście ma to sens, skoro świdnicka ciepłownia jest węglowa?

Jak to się robi?

Świdnicki MZEC jako miejska spółka działa formalnie od 2001 roku, ale historia systemowego ogrzewania miasta sięga lat 60 XX wieku. Wtedy to powstała dziś już nieistniejąca kotłownia u zbiegu ulic Sikorskiego i Zamenhofa, która ogrzewała Osiedle Młodych. Nową kotłownię, która docelowo ma się stać jedyną kotłownią systemowego ogrzewania w Świdnicy, jest obiekt przy ulicy Pogodnej. – Mamy obecnie 21 punktów grzewczych, to m.in. kotłownie gazowe w centrum miasta, z których również będziemy rezygnować – informował Bogdan Rynkiewicz mieszkańców, którzy w całkiem sporej grupie pojawili się dzisiaj w ciepłowni. Rodziny, ale i pojedyncze osoby obejrzały, jak wygląda cykl produkcji ciepła, poczynając od placu, gdzie składowany jest węgiel, po olbrzymie kotły, w których temperatura przekracza 1000 stopni Celsjusza.

Świdnicka ciepłownia co roku spala 20 tysięcy ton węgla, przywożonego własnym pociągiem z Górnego Śląska. Na placu znajduje się olbrzymia suwnica o rozpiętości 120 m i jednorazowym udźwigu 8 ton. Do pieców miał węglowy trafia za pomocą podajników. Węgiel jest mieszany z resztkami słomy, którą przed wielu laty kupiono do instalacji, która ze zgazowanej biomasy miała produkować ciepło i prąd. Nigdy nie udało się jej wykorzystać zgodnie z zamiarem projektantów, choć jak przyznał Bogdan Ryndziewicz, jest używana do produkcji karbonidu, sprzedawanego dalej do Holandii. – Zresztą ta instalacja nigdy nie miała być zamiennikiem obecnego sposobu wytwarzania ciepła. Miała docelową moc 5 megawatów, a instalacja węglowa ma moc 60 megawatów – wyliczał.

Węgiel ogrzewa wodę, pobieraną z miejskiej sieci wodociągowej, która do instalacji tłoczona jest przez trzydziestoletnie pompy, wyprodukowane w nieistniejącej już Świdnickiej Fabryce Pomp. Bardzo je chwalił technolog Gabriel Ścibor, który oprowadzał świdniczan po stacji pomp, kotłowni i centrum sterowania. Cały system jest skomputeryzowany i stale modernizowany. Najnowszą inwestycją jest stacja filtrów.

Skoro też trują, to po co się przyłączać?

Świdnicka ciepłownia co roku produkuje 12 ton pyłu. – Tak, to bardzo dużo, ale wystarczy przeliczyć, co by było, gdyby tę samą ilość ciepła miały wyprodukować indywidualne piece? Na miasto spadałoby 600 ton pyłu. Dzięki naszym filtrom wychwytujemy 98% pyłów – podkreślała Aleksandra Pacholak, specjalistka do spraw jakości i ochrony środowiska.

Co ważne, te pyły trafiają do atmosfery na wysokości 105 metrów z komina, który jest wyższy niż wieża katedry. – Na tej wysokości wieją silne wiatry i pyły są rozwiewane na bardzo dużą powierzchnię. Tak się nie dzieje, jeśli dym wydobywa się z komina zwykłego miejskiego budynku – podkreślał Bogdan Ryndziewicz, wyjaśniając przy tym, co to jest niska emisja. – Z tym terminem wciąż jest problem. Niska nie oznacza – mała, ale z niskiej wysokości. Pyły wydobywające się z kominów, umieszczonych na niewielkiej wysokości, bez żadnego filtrowania, trafiają wprost do powietrza, którym oddychamy. Powodują choroby płuc, układu krążenia, nowotwory, są coraz częstszą przyczyną zgonów. My troszkę trujemy, ale różnica jest ogromna – tłumaczył główny technolog. Pyły to nie jedyny problem. W procesie spalania powstaje dwutlenek węgla, związki siarki i azotu. Jak przekonywała specjalistka ds. jakości, MZEC spełnia wszystkie surowe normy, ale na razie nie planuje instalacji urządzeń, które miałyby ograniczać i taką emisję. – Planowany termin kolejnego zaostrzenia norm to 2025 rok, w tym czasie mogą zostać udoskonalone technologie – tłumaczy Aleksandra Pacholak. Jeszcze jedną pozostałością jest szlaka, wykorzystywana m.in. do utwardzania dróg. Mieszkańcy Świdnicy mogą otrzymać ją na własne potrzeby za darmo.

Co dała KAWKA?

Rozważając, co mniej truje, miasto kilka lat temu przystąpiło do programu KAWKA. Dzięki 12 milionom złotych dotacji część mieszkańców mogła skorzystać z okazji niezwykle taniego przyłączenia się do miejskiej sieci. Świdnica zdecydowała się na model, dzięki któremu świdniczanin opłacał tylko 19% podatek. Z okazji skorzystało 500 rodzin. Ciepło z Pogodnej trafia już do części starego miasta. Budowa wszystkich zaplanowanych instalacji ma się zakończyć przed sezonem grzewczym 2018/2019. – Niestety, ten program już się skończył i obecnie nie ma informacji, by miał być kontynuowany, ale czekamy na inne programy – mówi Bogdan Ryndziewicz.

Dlaczego nie przyjeżdżają?

Uczestników zwiedzania bardzo interesowały kwestie, związane z codziennym funkcjonowaniem systemu. Dopytywali  m.in. o straty ciepła. Ogrzana woda jest dostarczana do węzłów ciepłowniczych w budynkach 40 kilometrami rur. Jednymi płynie woda ogrzana, drugimi wraca schłodzona. Straty ciepła wahają się od 15% do 20%, są mniejsze tam, gdzie rury wymieniono na preizolowane.

Mieszkańcy mogli się także dowiedzieć, co dzieje się z ich interwencjami, gdy kaloryfery  są zimne, a za oknami ziąb. – Nie musimy już pojechać na miejsce, by sprawdzić, co się stało. Cały system jest w “komputerze”, a poprzez internet dostarczane są bieżące informacje o wszystkich parametrach – tłumaczył Gabriel Ścibor, prezentując w czym rzecz na dużych ekranach. Zapewniał przy tym, że żadne zgłoszenie nie jest bagatelizowane, a pracownicy ciepłowni często o awarii wiedzą szybciej niż sami mieszkańcy.

Zwiedzanie ciepłowni zakończyło się przy stoiskach, gdzie każdy mógł stworzyć ekologiczny świecznik czy biżuterię i wygrać ekologiczne gadżety, a także zaprzyjaźnić się z Azorem, psiakiem przygarniętym przez pracowników ze schroniska. Dla zmęczonych długim spacerem harcerze przygotowali grochówkę.

/asz/
Zdjęcia Dariusz Nowaczyński