Strona główna 0_Slider Czołgiem po podświdnickim polu

Czołgiem po podświdnickim polu [FOTO/VIDEO]

3

Jedyne, unikalne w skali regionu Muzeum Broni i Militariów w Witoszowie Dolnym przygotowało nową atrakcję dla odwiedzających. Turyści, oprócz możliwości zobaczenia tysięcy eksponatów militarnych oraz poznania ich niekiedy bardzo burzliwej historii, od niedawna mogą również przejechać się „czołgiem”, choć to nie jest do końca właściwa nazwa pojazdu. Dokładnie chodzi o  armatohaubicę samobieżną „Goździk” 2S1.

Huk potężnej gąsienicowej maszyny, tumany kurzu – niecodzienne wrażenia pozostawia po sobie jazda rozpędzonym pojazdem po “poligonie” długości 2 km. Nową atrakcję przygotowało prężnie działające od 18 lat i przez ten czas nieustannie powiększające swoją niezwykłą kolekcję uzbrojenia i sprzętu wojskowego prywatne Muzeum Broni i Militariów w Witoszowie Dolnym. – Nie bez powodu mówimy, że nasze muzeum jest żywą lekcją historii. Poza „dotknięciem” historii, chcieliśmy także pokazać eksponaty w ruchu i wybraliśmy królową polskich sił zbrojnych, jaką jest niewątpliwie armatohaubica 2S1 „Goździk” – mówi Sławek Gabryś, pasjonat militariów oraz historii regionu i Polski, syn założyciela witoszowskiego muzeum Stanisława Gabrysia.

Z nowej atrakcji można korzystać od połowy sierpnia, w godzinach otwarcia muzeum. – Pojazd jest jednym z podstawowych komponentów polskich jednostek artyleryjskich, gdyż tego typu haubic w naszym uzbrojeniu znajduje się jeszcze około 1500. W polskich muzeach natomiast możemy znaleźć tylko trzy „Goździki”, a jeden z nich właśnie stoi u nas – z dumą mówi pan Sławomir. Haubica została wyprodukowana w 1986 roku na mocy Układu Warszawskiego w Hucie Stalowa Wola. – Konstrukcyjnie jest to pojazd rosyjski, ale został wyprodukowany w Polsce. Waży 16 ton. Ma zaadaptowany silnik V8, mniej więcej 12 litów i 300 KM z potężnych rosyjskich ciężarówek. Tego typu silnik rozpędza haubice do maksymalnej prędkości 80 km/h. Ma zainstalowaną armatę gwintowaną kalibru 122 mm, a donośność potężnego pocisku wynosi aż 16 km – tłumaczy pasjonat militariów. Odwiedzający muzeum ze względów bezpieczeństwa mogą rozpędzić pojazd do prędkości 25 km/h. Jazda trwa około 10 minut, a jej koszt wynosi 50 zł za osobę dorosłą. – Zainteresowanie jest ogromne, a atrakcja bardzo podoba się odwiedzającym, ponieważ mają okazję przenieść się na chwilę na pole walki – mówi.

Muzeum Broni i Militariów założone zostało w 1999 roku w Świdnicy i było pierwszą tego typu placówką w Polsce. Powstało z inicjatywy świdniczanina, pasjonata militariów Stanisława Gabrysia, który obecnie prowadzi unikatową w skali regionu prywatną instytucję wraz z synem. – Przez pierwsze sześć lat siedziba muzeum była przy alei Niepodległości w Świdnicy. Część ekspozycji broni strzeleckiej mieściła się w najdłuższym pozostałym fragmencie dawnej twierdzy. Ze względu na panujące warunki w jej wnętrzu musieliśmy przenieść ekspozycję na swój własny teren i w tej chwili kolekcję prezentujemy w Witoszowie Dolnym – wyjaśnia Sławomir Gabryś. W Świdnicy właściciele instytucji chcieliby stworzyć Dział Twierdzy Świdnickiej, nawiązując do okresu, z którego pochodzą umocnienia, a więc przełomu XVIII/XIX wieku. – Obecnie pozostała w Świdnicy przymuzealna strzelnica. Można w niej postrzelać z broni typowo bojowej, zobaczyć jak działa broń krótka, karabiny automatyczne, a wszystko pod fachowym okiem instruktora. Mamy dwie osie strzeleckie 25 i 50 m – opowiada.

Muzealna kolekcja rozpoczęła się od broni strzeleckiej, którą Stanisław Gabryś gromadzi od około 50 lat. – Sprzęt ciężki zaczęliśmy kolekcjonować po przeniesieniu siedziby muzeum do Witoszowa Dolnego. Pierwszym z eksponatów tego typu był samolot myśliwski MiG-21, później doszły również stacje radiolokacyjne, kołowe bądź gąsienicowe transportery opancerzone – mówi Sławomir Gabryś. Obecnie witoszowskie muzeum ma ponad 2 tys. eksponatów, od broni białej, guzików, odznaczeń, mundurów, hełmów przez broń strzelecką krótką i długą, karabiny, broń automatyczną i przeciwpancerną po lekkie i opancerzone transportery, armaty, stacje radio-lokacyjne, wyrzutnie, samochody, motocykle, samoloty i czołgi.

Dzięki przyjętemu przez muzeum Regulaminowi Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego możliwe było pozyskiwanie sprzętu z Ministerstwa Obrony Narodowej. – Sprzęt w większość przypadków nadal jest na uzbrojeniu polskich sił zbrojnych. Ekspozycje pochodzą również z formacji paramilitarnych, chociażby z policji, straży pożarnej czy z sądów. Nasze muzeum jest prywatne. Z racji jednak gromadzenia i ekspozycji militariów i uzbrojenia podlega niejako pod Departament Wychowania i Promocji Obronności Ministerstwa Obrony Narodowej – podkreśla Sławomir Gabryś. Pozostała część ekspozycji pochodzi z wykopalisk archeologicznych z pól bitewnych oraz prywatnych zbiorów. – Nasze muzeum ma możliwość prowadzenia wykopalisk, oczywiście po wcześniejszym uzgodnieniu z właścicielem terenu bądź powiadomieniem konserwatora zabytków. Dzięki właśnie wykopaliskom udało nam się zgromadzić niepowtarzalną kolekcję większości podstawowych egzemplarzy z okresu I czy II wojny światowej – dodaje.

Wśród eksponatów można znaleźć wiele interesujących przedmiotów, które odsłaniają fakty z przeszłości. – Każdy przedmiot ma niesamowitą historię, chociażby wynikłą z pozyskania danego eksponatu. Interesujące mogą być m.in. dwa destrukty rosyjskich karabinów Mosin, które zostały znalezione za Jaworem. Dokładnie w miejscowości Stanisławów wojna trwała jeszcze półtora miesiąca po jej oficjalnym zakończeniu, 8 maja 1945 roku. Udało je się odnaleźć sześć lat temu na pobojowisku i w dalszym ciągu, choć minęło już 70 lat od wojny, mogą one nam bardzo wiele powiedzieć o wojnie. W jednym z tych karabinów podczas bitwy doszło do zacięcia broni, a w drugim zamek nie do końca został zaryglowany. Te niedokończone czynności mogą świadczyć o tym, że w tym czasie żołnierze zginęli na polu bitwy – opowiada Sławomir Gabryś. Do ciekawych znalezisk należy także odnalezione w zeszłym roku kilkanaście ogniw gąsienicy z czołgu PzKpfw IV, na które natrafiono podczas budowy domu w miejscowości Stary Jaworów czy przekazany przez osobę prywatną mundur. – Mundur wraz z odręcznie napisaną notatką z przebiegiem bitwy trafił do nas, ponieważ jego właściciel zażyczył sobie tego w testamencie. Nieżyjący żołnierz, walczący niegdyś w 2. Armii Wojska Polskiego, atakował jeszcze niemiecki Kołobrzeg – mówi.

Liczba i różnorodność zgromadzonych eksponatów może przyprawić o zawrót głowy, a wciąż pojawiają się nowe perełki. – Brakuje już nam miejsca, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz budynku, by lepiej zaprezentować sprzęt. Powiększenie przestrzeni będzie teraz jednym z priorytetów muzeum – zdradza Sławomir Gabryś. W planach jest także uatrakcyjnienie poligonu o cele dla haubicy, przełomy czy przeprawy wodne, a także możliwość przejażdżki kolejnymi pojazdami, w tym także typowym czołgiem. – Na razie jest on poza zasięgiem ekonomicznym. Na przykład czołg T-72 spala pół tony oleju napędowego na godzinę pracy silnika, więc przejażdżka nim byłaby zbyt droga, w granicach 200 czy 250 zł przez około 5 minut – dodaje.

Tekst: Agnieszka Nowicka
Zdjęcia: Dariusz Nowaczyński