Strona główna 0_Slider Pracownicy Ematechu jak gorący kartofel

Pracownicy Ematechu jak gorący kartofel

0

W czerwcu 2014 roku z godziny na godzinę musieli opuścić swoje miejsca pracy i do dziś zostali z niczym – bez zaległych wypłat, odpraw i świadectw pracy. Nikt nie przyznaje się do tego, że jest pracodawcą blisko 70 osób. Sądy wydają sprzeczne wyroki, a ludzie boją się, że zostaną bez emerytur. Dzisiaj świdnicki Sąd Okręgowy uznał apelację do jednego z niekorzystnych wyroków i sprawa wraca do ponownego rozpatrzenia.

Pracownicy grupami po kilkanaście osób próbują dochodzić przed sądem swoich praw. Dzisiaj zapadła decyzja o wznowieniu procesu 11 pracowników. – Chcemy wiedzieć jedno. Kto jest naszym pracodawcą? Kto ma nam wydać świadectwa pracy i zapłacić zaległe pensje? – mówią zrozpaczeni ludzie. Wielu z nich w zakładzie przepracowało po kilkanaście lat, są i pracownicy z 20-letnim stażem. Dwie firmy, które ich przejmowały, upadły, a do odpowiedzialności, kto powinien rozliczyć się z ludźmi, nikt nie jest chętny.

– Pracownicy traktowani są jak gorący kartofel – z mocą podkreśliła prokurator Prokuratury Okręgowej Małgorzata Stanny. Prokuratura włączyła się do cywilnego procesu. – Ci ludzie mają prawo wiedzieć, kto jest ich pracodawcą, a tylko sąd może to  rozstrzygnąć. Tymczasem sytuacja przypomina węzeł gordyjski. Czas go przeciąć!

To, co robią sądy, jest jakąś kpiną – mówią rozżaleni ludzie. – W każdej instancji, w każdej z równolegle toczonych identycznych spraw zapadają inne wyroki!

Na zdjęciu spotkanie załogi z prezesem Ematechu w 2014 roku.

Ematech, firma z Górnego Śląska była jednym z większych producentów konstrukcji stalowych, m.in. części maszyn wydobywczych, kotłów, kominów, dźwigów. Miała swoje oddziały w Świebodzicach i Świdnicy. W ramach rozliczenia długu  z firmą Osadowski i Wspólnicy (od 2014 roku w upadłości) w 2012 roku przejęła  część maszyn i wydzierżawiła hale w Świdnicy (przy ulicy Kliczkowskiej)  i w Świebodzicach. Przejęła również ok. 150 osób załogi. Problemy rozpoczęły się po ogłoszeniu przez sąd w kwietniu 2014 roku upadłości Osadowski i Wspólnicy. Syndyk tej firmy w czerwcu 2014 założył łańcuchy na bramach do zakładu w Świdnicy, który dzierżawił Ematech. Zajął maszyny i wszystko, co znajdowało się w halach oraz biurach. Ówczesny prezes Ematechu stwierdził, że tym samym syndyk przejął także załogę. Syndyk masy upadłościowej po Osadowksi i wspólnicy stwierdził, że nie ma żadnych podstaw do przejęcia załogi. Prezes Ematechu dodatkowo nie wypłacił załodze zaległych pensji. Niewielka grupa osób machnęła ręką na wynagrodzenie i zdecydowała się rozwiązać umowę o pracę. Reszta żądała zapłaty. Do dziś nie otrzymała nie tylko pieniędzy, ale i świadectw pracy. Całą sytuację skomplikowała upadłość Ematechu. Wśród osób prawnych, które potencjalnie mogłyby przejąć odpowiedzialność za pracowników, znalazł się syndyk masy upadłościowej Ematechu. Ten jednak takiej odpowiedzialności nie zamierza na siebie brać.

Dotychczas sądy w Katowicach pracodawcę widziały w syndyku upadłej firmy Osadowski i Wspólnicy, sądy świdnickie – w Ematechu. – Dzisiejsze rozstrzygnięcie Sądu Okręgowego daje nadzieję pracownikom, ale proces zaczyna się od nowa i może to długo potrwać, myślę, że do kolejnej wiosny – mówi mecenas Michał Uszpulewicz. – Niewykluczone jednak, że już teraz pracownicy będą składali wnioski o wypłatę zaległych wynagrodzeń.

– Nie rozumiemy, dlaczego sądy mają taki problem z wydaniem jednoznacznego wyroku. Mamy umowy o pracę zawarte z Ematechem. W czym problem? – pytają rozżaleni ludzie i rozważają skierowanie sprawy przeciwko polskim sądom do Strasburga.

Agnieszka Szymkiewicz