Strona główna Temat dnia Zmiana warty w nadleśnictwie

Zmiana warty w nadleśnictwie [ROZMOWY]

10

Roman Bereźnicki, leśnik z 18-letnim stażem związany dotychczas z Nadleśnictwem Wałbrzych, przejął stery w Nadleśnictwie Świdnica. Stanowisko opuścił po 10 latach Jan Dzięcielski, który, jak już informowaliśmy, został zastępcą dyrektora ds. innowacji w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych we Wrocławiu. Obu łączy miłość do lasów, dzielą poglądy polityczne. Jan Dzięcielski związany jest z Platformą Obywatelską, Roman Bereźnicki z Prawem i Sprawiedliwością.

Jan Dzięcielski i Roman Bereźnicki

Jan Dzięcielski i Roman Bereźnicki

Zmiana w dobrze zarządzanym nadleśnictwie dla wielu była zaskoczeniem. – Stało się, są nowe wyzwania – kwituje Jan Dzięcielski. Nowy nadleśniczy pierwszego dnia deklaruje dużą otwartość na współpracę z samorządami i mieszkańcami. – Stoimy na straży ogromnego majątku Polaków. Zrobię wszystko, by pracować jak najlepiej – zapowiada Roman Bereźnicki. Z ustępującym i nowo powołanym nadleśniczym rozmawia Agnieszka Szymkiewicz.

W jakiej kondycji zostawia pan Nadleśnictwo Świdnica?

Jan Dzięcielski – W bardzo dobrej. Gdy tu przyszedłem, była to jednostka deficytowa, w pierwszych dwóch latach musiałem redukować koszty, co odczuwała także załoga. Konieczne było wdrożenie zmian, powiązane ściśle z nowym planem urządzenia lasu. Po drodze dotknęła nas klęska – huragan Cyryl. Docieraliśmy się z załogą warunkach bardzo trudnych i tylko dzięki otwartości oraz zaangażowaniu leśników oraz wszystkich pracowników nadleśnictwa doprowadziliśmy do tego, że nasze nadleśnictwo w ubiegłym roku osiągnęło najwyższy zysk na Dolnym Śląsku.

To nie tylko zyski i urządzenie lasu, ale także to, co na co dzień widzą mieszkańcy, czyli odnowiona siedziba nadleśnictwa, Stacja Edukacji Ekologicznej, nowe ścieżki w lasach, punkty widokowe…

– Przez te 10 lat udało nam się nadleśnictwo postawić na nogi. Nie ma co ukrywać, było dużo zaniedbań, zarówno pod względem dofinansowania, jak i infrastruktury. Była też zaniedbana pod względem mentalnym. Na etos pracy leśnika wpływa również to, co ludzie o nas myślą. Tu, w Świdnicy, mało kto wiedział, że jest nadleśnictwo, że ktoś zajmuje się lasami. Dobrą wizytówką nie były także nasze leśniczówki, bardzo często mocno zaniedbane. To, co się udało zrobić, nie byłoby możliwe bez współpracy ze wszystkimi, z kim się tylko dało, a szczególnie będę podkreślał współpracę z samorządami. Jesteśmy wyjątkowi na tle całego Dolnego Śląska, bo nasze lasy leżą na terenie 24 gmin i 7 powiatów. To rekord! A udało się znaleźć porozumienie ze wszystkimi, bez względu na opcje polityczne.

Co pana zdaniem trzeba kontynuować?

Otwartość. Jeżeli leśnicy, lasy zaczną się zamykać na ludzi, to przegrają. Chcemy pokazać, że dbamy o lasy, że wkładamy w naszą pracę i serce. To starałem się przekazywać i promować przez ostatnie 10 lat i mam nadzieję, że ta praktyka będzie miała ciąg dalszy.

Jakie wyzwania czekają na nowym stanowisku?

Czekają na mnie wyzwania, w których będę mógł wykorzystać swoje doświadczenia w pozyskiwaniu środków, w odnawianiu, poprawianiu. Jestem pewien, że moja energia się nie zmarnuje.

Czego pan życzy swojemu następcy?

Sukcesu! Tu chodzi przede wszystkim o wizerunek naszej służby i kondycję lasów, które nam, leśnikom, zostały powierzone w opiekę.

***

Roman Bereźnicki, 43 lata, pochodzi z Ząbkowic. Absolwent wydziału leśnego Akademii Rolniczej w Krakowie, od 18 lat pracownik Nadleśnictwa Wałbrzych, ostatnio leśniczy leśnictwa Jedlinka. Las jest jego pasją, ale na pierwszym planie zawsze zostaje rodzina, żona Katarzyna (nauczycielka) i dwoje dzieci w wieku 10 i 14 lat. Członek Prawa i Sprawiedliwości, przez wiele lat działacz NSZZ Solidarność (był przewodniczącym Komisji Zakładowej przy Nadleśnictwie Wałbrzych).

Jak pan przyjął nominację na stanowisko nadleśniczego Nadleśnictwa Świdnica?

Choć ciągle pozostaję pracownikiem Lasów Państwowych, jest to nowe nadleśnictwo, ze swoją odmiennością, bo żaden las nie jest taki sam. Sama praca w lasach, bez względu na to, czy jest to Nadleśnictwo Wałbrzych czy Świdnica, jest poddana tym samym rygorom, określa to Ustawa o lasach, na straży której jest moim obowiązkiem stać. Ważne jest dla mnie także kreowanie jak najlepszego wizerunku lasów i współpraca z samorządami. Zależy mi na tym, żeby społeczeństwo polskie było przekonane, że lasy są w dobrych rękach. Powierzono nam olbrzymi majątek i mam świadomość, jak to jest ważne.

Co pan wie o nadleśnictwie, które zostało panu powierzone?

Nadleśnictwo Świdnica jest duże, gospodaruje na ponad 17 tysiącach hektarów lasu. Jest tu także duża kadra pracowników, bardzo doświadczonych pracowników i nie mam wątpliwości, że uda nam się wspólnie zbudować team, który będzie doskonale wypełniał wszystkie zadania, stojące przed nadleśnictwem.

Dużych zmian personalnych pan nie planuje?

Nie chciałbym takich deklaracji składać. W kompetencji nadleśniczego jest zatrudnianie, czasami również i zwalnianie pracowników, ale te sytuacje mogą mieć miejsce tylko wtedy, gdy faktycznie uznam, że interes skarbu państwa czy interes społeczny jest naruszony. Za wcześnie na takie decyzje. Uważam, że załoga, która tu pracuje, robi to naprawdę dobrze i nie ma takiej potrzeby, żeby sięgać aż do takich środków. Będzie mi łatwiej kierować tą jednostką, bo zarządzanie  w tym nadleśnictwie było na dobrym poziomie.

Czy zastanawiał się pan już, co z prowadzonych już działań pan zostawi, a co trzeba będzie zmienić?

Oczywiście wiele działań będzie kontynuowane, mam nadzieję, że uda mi się zrobić jeszcze więcej i tutaj liczę na wspomnianą już współpracę z samorządami i ich pomysły. Lasy mają służyć społeczeństwu. Udostępnianie terenów leśnych dla mieszkańców jest obok produkcji leśnej najważniejsze. Oczywiście gospodarka leśna będzie prowadzona w sposób normalny, nie da się dbać o lasy nie wycinając drzew, ale my musimy także pokazać, że to, co robimy, jest dobre. Praca leśników musi być odbierana dobrze. Chcę, by społeczeństwo było przekonane, że powierzyło lasy właściwej instytucji. Dla mnie jest zaszczytem praca w tej instytucji.