Strona główna Magazyn Refleksje Piękniejszy świat Beaty: Rioja podczas wiszenia

Piękniejszy świat Beaty: Rioja podczas wiszenia

0

Po mojej pierwszej długiej wyprawie rowerowej bardzo ucierpiały mi ręce i aby się postawić do pionu (bo przecież ja rękami pracuję), musiałam udać się po pomoc do fizjoterapeuty. Kuracja polegała z grubsza na tym, że przepuszczano mi przez ręce jakieś prądy oraz podwieszano mnie za szyję na wyciągu, aby zwiększyć przestrzenie między kręgami. Jakkolwiek makabrycznie by to nie zabrzmiało, to nic z tych rzeczy – zabiegi nie były ani bolesne, ani uciążliwe. Dłużyły się jednak w nieskończoność i aby czas wiszenia sobie jakoś urozmaicić, brałam do gabinetu książkę.

Wino9c

 Padło na kryminał “Rioja dla matadora”. Wyboru dokonałam dość niedbale, nie zasięgając wcześniej opinii. Dzikiego, południowego temperamentu trzeba mi było w tym czasie – tak sobie wykoncypowałam.

A tu zawód objawił się wielki. “Rioja…” nie była w stanie  niczym mnie zaniepokoić, ani niczym zaskoczyć. Żadnych drastycznych zwrotów akcji, żadnych zagadek do rozwikłania, choć to przecież kryminał.

 Mój najlepszy w świecie terapeuta podpytywał z początku, co ja tam tak pilnie podczytuję. Streściłam mu w trzech zdaniach całą akcję z dwustu dotychczas pokonanych stronic. Następnego dnia spytał o postęp w akcji, który z kolei udało mi się zamknąć w kilku słowach. Potem już tylko spoglądał w kierunku książki, ja uchylałam okładkę, aby zobaczył tytuł. On artykułował w odpowiedzi rozwlekłe, pełne kondolencji “Aaaa”. No, konwersacja nam siadła. W pozycji na wisząco z trudem dobrnęłam do końca tej lektury.

 No i gdy zobaczyłam niedawno w najlepszym sklepie z tkaninami w naszym mieście tę tkaninę, oko automatycznie ustawiło zoom na słowo “Rioja”, które tu i ówdzie się na tkaninie pojawia. I całe te wyciągi i prądy w moich nadgarstkach wróciły we wspomnieniach. I przeleciała mi przed oczami cała ta przydługa terapia, odbywająca się przy akompaniamencie nietrzymających się kupy i zupełnie nielogicznych, jakby na siłę splatanych wątków. Przez chwilę szarpałam się z myślą: “kupić tę rioję, czy sobie odpuścić. A jeśli już kupię, to co z niej zrobić, aby tych niemiłych wspomnień i tej irytacji  w nowe wyroby nie wpompować.”

 Kupiłam. Uszyłam. Pierwsze egzemplarze grzeją już miejsca w nowych domach. Mam nadzieję, że nowi właściciele odnajdują w nich nastrój południowej sjesty.

Beata Norbert

Po piękne drobiazgi Beaty zapraszamy do sklepu na  atrillo.pl