Strona główna Magazyn Refleksje Piękniejszy świat Beaty: Mężczyzna w sklepie

Piękniejszy świat Beaty: Mężczyzna w sklepie

0

Z mężczyznami, którzy przychodzą do mojego sklepu na zakupy, nie lubię dyskutować o dwóch rzeczach: o kolorach i o cenach. 

Wąsy1

 Ceny – zwykle są dla nich zbyt wysokie. Pewnie tkwi ten wygodny argument w ich głowach z tego powodu, że rzeczy, które wykonuję, są w ich mniemaniu zupełnie nieużyteczne. Nie da się przy ich pomocy naprawić tłumika, uszczelnić kranu ani zapolować na mamuta.

 Kolory – bo się na nich nie znają. Moja znajomość i wieloletnie doświadczenie w tym temacie w żaden sposób nie chcą spotkać się z ich wyobrażeniami.

 Tak więc gdy pisze do mnie mężczyzna, że chciałby zakupić poszewki w kolorze X, to mogę obstawiać w proporcjach 50 na 50, że albo wykonuje dyspozycje swojej kobiety, albo się właśnie spod jej mocy wyzwolił, urządza się na nowo w niedawno zakupionej kawalerce i właśnie obejrzał najnowszy odcinek telewizji śniadaniowej, w którym było o kolorystycznych hitach obecnego sezonu.

 I taki pan mi się właśnie zgłosił w tym tygodniu. Trafiła mi się  koniunkcja obu moich uprzedzeń. Nie dość, że klient chciał się urządzić w ekstramodnym kolorze serenity, to jeszcze w cenie dużo niższej, niż niektóre moje tekstylne wygibasy, które miał przyjemność obejrzeć w sklepie. Znaczy że chciałby mieć modnie jak od Philippe Starca, ale jednocześnie tanio jak w Biedronce.

 A że ja od pewnego czasu nie narzekam ani na brak klientów, ani na brak roboty, nauczyłam się zbywać takich, co to rozmowę zaczynają od targowania. Mówię mu więc, że przyszedł do mnie z prośbą nie o zwykły błękit, a o serenity. Że to hit sezonu, nie po to wydumany przez nadętych projektantów z rozbuchanym ego, aby je w dyskontach za grosze sprzedawać. Chce mieć więc modne serenity, to taka przyjemność musi kosztować.

 Moja hardość w temacie ceny pokazała, że serenity pan spec od trendów zna jedynie z nazwy, a na  wyobraźnię podziałała mu po prostu obietnica sukcesu, jeśli podda się tej pastelowej histerii. Bez mrugnięcia okiem i chyba nawet z ulgą przyjął sugestię, że serenity jest mało męskie, może okazać się szkodliwe, lub wręcz kryminogenne. Twierdzę tak na swoim przykładzie, bo mnie ten kolor wyjątkowo irytuje i nie wiem, co by stać się mogło, gdybym sobie tą mdłą papką wypełniła otoczenie. Udało mi się więc pana przekonać, że skoro chce być w trendzie, a jednocześnie nie chce zniewieścieć, zinfantylnieć, ani zabić przypadkowego listonosza, który nieświadomy zagrożenia czyhającego za drzwiami zawsze puka dwa razy,  to projektanci przewidzieli coś i na tę okoliczność. Obok modnych kolorów wynaleźli też modne motywy. Weźmy dla przykładu takie wąsy…

Beata Norbert

Po piękne drobiazgi Beaty zapraszamy do sklepu na  atrillo.pl