Strona główna Magazyn Refleksje Piękniejszy świat Beaty: Saszetka w kubraczku

Piękniejszy świat Beaty: Saszetka w kubraczku

0

Było już dobrze po północy.  Poszłam zmyć makijaż do łazienki, potem musiałam jeszcze pogasić wszystkie światła przed pójściem do łóżka.  A ponieważ znam swoje mieszkanie na pamięć, postanowiłam wracać do sypialni po omacku. I milion razy szło mi z tym jak z płatka, aż do wczorajszego wieczora, gdy to zapomniałam zamknąć drzwi do łazienki.

Saszetka2
A drzwi te otwierają się na zewnątrz, czyli na przedpokój. Zamaszyście ruszając w kierunku sypialni weszłam na nie z impetem lewą połową ciała, a co za tym idzie lewą połową twarzy. Przypierniczyłam straszliwie. Jak ja już się w coś wpakuję, to to musi być spektakularne. Zobaczyłam w oczach wszystkie gwiazdy, z Alfa Centaurii na czele, i gdyby ta tendencja się utrzymała, mogłabym z powodzeniem zastąpić teleskop Hubble’a lub podjąć pracę w NASA.

Gdy gwiazdy przestały świecić, poczułam smak krwi w ustach. Językiem namacałam, że na szczęście wszystkie zęby pozostały na swoim miejscu, ale warga była poważnie uszkodzona. Policzek płonął, a w uszach dudnił mi jeszcze rezonans, w jaki wpadły wibrujące po uderzeniu drzwi. Drzwi wyszły z tego bez szwanku. Porządna, przedwojenna, niemiecka robota.

Saszetka

 Gdy już zatamowałam krwawienie i wypłukałam zęby, doczołgałam się do sypialni. Po drodze wyłowiłam jeszcze z chłodziarki żelowy kompres. Trzymam go tam na takie właśnie ewentualności. Kupiłam go rok temu w markecie. Jest to mała torebka z elastyczniej i niezwykle plastycznej folii, wypełniona bliżej nieokreśloną substancją – niebieskim żelem, który można schładzać lub podgrzewać w mikroweli – w zależności od tego, jakiego kompresu akurat potrzebujemy. Aby jednak przyjemniej było skórze i aby nie musiała znosić niezbyt przyjemnego dotyku plastiku, postanowiłam kompres opakować w tkaninę. To by się nawet wpisało w większą tendencję, jaką u siebie zauważam ostatnio, a która dotyczy owijania wszystkiego w bawełnę. Aby łatwo można było ustabilizować woreczek na bolącym miejscu, przyszyłam do niego szeroką solidną gumę. Trudno mi ją sobie wyobrazić na szyi,  ale już łokieć czy kolano z gumą może tworzyć komplet.

Saszetka1

 Nie w tym jednak rzecz. Cieszę się, że mam w swojej lodówce ten kompres, że kiedyś tam nie poskąpiłam dychy, bo już nieraz łagodziłam nim przykre dolegliwości.

Tak było też i tym razem. Gdybym wczoraj potrzebowała rozgrzać bolące miejsce, pewnie przyłożyłabym do policzka kota. Moje obydwa koty mają tę właściwość, że są przynajmniej o kilka stopni cieplejsze ode mnie i nieźle spisują się jako termofory w chłodne zimowe wieczory. Tym razem jednak policzek płonął, więc logika podpowiadała, że zamiast go jeszcze podgrzewać, powinnam go raczej schłodzić. Z uwagi na fakt, że koty źle znoszą schładzanie w zamrażarce, postanowiłam postawić tym razem na żel i ten spełnił się w roli domowego lekarza koncertowo. Obkurczył obrzęk i przytamował krwawienie z dziąsła. Może sprawi też, że siniak, który dziś rano mi zakwitł na twarzy, trochę zblednie. Przydałoby się, bo w sobotę mam imprezę.

Dziś rano jednak nie wyglądało to dobrze. Policzek był krwisty od podbródka aż do dolnej powieki.  A że czekała mnie dziś objazdówka po pocztach i hurtowniach, wszędzie musiałam się gęsto tłumaczyć. W historię o drzwiach mało kto uwierzył. Gdy więc mój kurier mrugnął do mnie porozumiewawczo okiem i powiedział: “Dobrze się stało,  że to były tylko drzwi, bo mogła pani przecież spaść ze schodów”, postanowiłam przestać się szczypać i przy następnym pytaniu “A co to się pani stało?” od razu wypalałam: “Standardowo. Mój facet mi przygrzał.”   I ucinałam w ten sposób zbędne spekulacje i konspiracyjne uśmieszki. Taki mamy klimat niestety, że bardziej do zaakceptowania wydaje nam się pobicie domowe niż standardowe wejście  na własne drzwi. Ech…

Beata Norbert

Po piękne drobiazgi Beaty zapraszamy do sklepu na  atrillo.pl