Strona główna Magazyn Refleksje Piękniejszy świat Beaty: Wrzucam na luz

Piękniejszy świat Beaty: Wrzucam na luz

0

Kochani! Niedawno gdzieś przeczytałam, że jest dobrze widziane, gdy szanujący się blogerzy zaczynają swoje posty zwrotem “Kochani!”.

 Patchwork1

Tak więc Kochani! Tak mi dziś głowa daje do wiwatu, że Orzeszkowej nie starczyłoby miejsca w całym “Nad Niemnem”, aby ten stan opisać. A to rozstrojenie zapewne przez pośpiech, nadmiar obowiązków, zmęczenie większe niż w pozostałej części roku. I wiem, że nie powinnam się użalać. W końcu wszyscy w tej branży mają podobnie i logicznie rzecz ujmując, powinno być to powodem do radości, nie do troski.

 Fizyczne i psychiczne wyczerpanie pociąga za sobą również błędy. Żeby to chociaż były zwykłe błędy w zwykłej częstotliwości,  ale gdzie tam… Ich jest już cała lawina. A to źle odczytam zlecenie i wykonam wyrób w nieprawidłowych wymiarach. A to pomylę adresy. Zapomnę uprzedzić odbiorcę o nadejściu przesyłki, choć to było dla niego istotne. Nie zmienię na czas statutów zamówień. Cały mój misterny plan, aby perfekcyjnie zrealizować zamówienia w szczytowym sezonie, sypie się jak domek z kart. A wraz z nim sypię się ja.

 Doszłam do wniosku, że nie przerwę tego niefortunnego pochodu porażek, jeśli nie zaakceptuję faktu, że błędy po prostu się przytrafiają – każdemu, w każdym czasie i w każdej szerokości geograficznej. Rzuciła mi się wreszcie w oczy ta prosta zależność, że wzrost napięcia i przerost ambicji wcale nie przekładają się na podnoszenie jakości i efektywności. Wręcz przeciwnie. Im bardziej się staram zapiąć wszystko na ostatni guzik, tym więcej rzeczy się rypnie.

 Obiecałam więc sobie drobną zmianę i zaczęłam wdrażać zasadę: “dystans przede wszystkim!”. Zrobiłam błąd w wymiarach? Przeproszę i wykonam nowy wyrób. Podejrzewam, że mogę nie zdążyć na czas? Od razu uprzedzam klienta. Coraz częściej zamiast zwrotu “stanę na głowie, ale dam radę” zamieniam na “postaram się, ale nie obiecuję”  Wprowadzanie zmian jest mozolne i mało dynamiczne, ale mimo to one już zaczynają być odczuwalne. Postanowiłam bardziej przymykać oko na pewne niedociągnięcia, od których świat się nie zawali przecież… I bardziej siebie pokochać. Któreś tam przykazanie mówi w końcu “Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego”.  W przykazaniu tym zawarte jest więc domniemanie, że siebie również kochamy. Skoro więc taka była teoria u zarania, co się stało z praktyką obecnie?

 Ze spokojnym sumieniem uświęcam więc mój nowy plan: Zamiast się spinać, luzuję. Zamiast się tłumaczyć, przepraszam. Zamiast wyganiać koty z pracowni, zrzucać je ze stanowiska pracy i przemawiać do nich w języku, którego i tak nie rozumieją, przed nadaniem przesyłki sprawdzam, czy w celofanie nie ma kota.” Amen!

Beata Norbert

Po piękne drobiazgi Beaty zapraszamy do sklepu na  atrillo.pl