Strona główna Bez kategorii Gryphon w upadłości, ludzie bez pieniędzy

Gryphon w upadłości, ludzie bez pieniędzy

1

Od 6 do 25 tysięcy złotych – takie długi wobec  pracowników ma firma Gryphon, która do końca 2013 roku działała w świdnickiej podstrefie WSSE. Mimo że większość zatrudnionych ma już korzystne dla siebie wyroki sądu pracy, a w lipcu została ogłoszona upadłość spółki, nikomu dotychczas nie udało się odzyskać nawet złotówki. Firma winna jest także blisko 800 tysięcy złotych ZUS-owi. Policja tymczasem nie może znaleźć prezesa. – To skandal, bo on nigdzie się nie ukrywa – denerwują się byli pracownicy.

Gryphon

Spółka Gryphon została założona przez właścicieli istniejącego od lat 90-tych XX wieku Porta P.H.U. we Wrocławiu, firmy, która zajmowała się dystrybucją artykułów biurowych. Gryphon w 2006 roku otrzymał zezwolenie na prowadzenie działalności gospodarczej w podstrefie świdnickiej Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. W 2009 zakład został hucznie otwarty i rozpoczął produkcję głownie segregatorów. Na działalność pozyskał korzystne kredyty i dotacje. W styczniu 2014 roku ludzie zastali zamknięte bramy, a prezes Jakub Gieysztor zniknął. Załoga została bez świadectw pracy i czteromiesięcznych wypłat. Podobnie stało się z wrocławska firmą Porta, należącą do Gieysztora.

W pomoc pozostawionym na lodzie pracownikom zaangażowało się miasto, oferując wsparcie prawne. Dzisiaj już wszyscy mają świadectwa pracy, jednak mimo jednoznacznych wyroków sądu pracy i nakazów komorniczych nie udało im się odzyskać pieniędzy. – Dla większości z nas sytuacja jest dramatyczna. Część ludzi znalazła nową pracę, ale wielu pozostaje na bezrobociu. Na poczet pensji zaciągaliśmy długi, żeby jakoś przeżyć. Wszystkie instytucje, które powinny nam pomóc, działają opieszale i bez żadnych efektów. Wszyscy twierdzą, że nie ma kontaktu z prezesem, a tymczasem można go spotkać na zakupach w drogich, wrocławskich sklepach czy przed jego własnym domem w ogródku. Ba, był nawet w Świdnicy! – denerwują się byli pracownicy.

Prezesa bezskutecznie poszukują Państwowa Inspekcja Pracy, Wałbrzyska Specjalna Strefa Ekonomiczna “Invest-Park”, prokuratura i policja. PIP podjął dwie próby przeprowadzenia kontroli, podobnie strefa. Bez skutku. Jak informuje “Invest-Park”, ministerstwo gospodarki zostało zawiadomione o sytuacji Porty i  Gryphona. W pierwszym przypadku została wszczęta procedura odebrania zezwolenia, a co za tym idzie ulg, w drugim wniosek czeka na rozpatrzenie. Prokuratura wszczęła postępowanie przeciwko Jakubowi Geysztorowi w związku z ogromnymi zaległościami w ZUS-ie. Nie odprowadził bowiem należnych składek pracowniczych na łączną kwotę 785 tysięcy złotych. W tym mieszczą się 333 tysiące złotych, potraconych z wynagrodzenia pracowników. Ku zaskoczeniu pracowników, postępowanie na początku lipca zostało zawieszone, bo policji z Wrocławia, działającej na zlecenie prokuratury, nie udało się ustalić miejsca pobytu prezesa. – To skandal! Policji udało się znaleźć i przesłuchać wszystkich pracowników, ale nikogo nie zapytano, czy może znają adresy, pod którymi można zastać pana Gieysztora. A my je znamy i wiemy, że on się nie ukrywa – mówią byli pracownicy. Na decyzję policji i prokuratury przedstawiciele załogi złożyli zażalenie i żądają wzmożenia poszukiwań.

Nadzieja na odzyskanie pieniędzy pojawiła się wraz z ogłoszoną 2 lipca przez wrocławski sąd upadłością likwidacyjną Gryphona. Sąd wyznaczył syndyka. – Możemy odzyskać przynajmniej 3 zaległe pensje z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Jak się dowiadywaliśmy, to syndyk musi złożyć do funduszu wniosek z lista osób, którym się te pieniądze należą. Tymczasem syndyk od razu poszedł na urlop. My znów musimy czekać – żalą się ludzie. – To bardzo świeża upadłość, a ja z urlopu wracam w poniedziałek – mówi syndyk Ryszard Skorupski. – Rozstrzygnięcia co do dalszego postępowania w sprawie świadczeń gwarantowanych prawdopodobnie będą znane końca przyszłego tygodnia.

100 osób (pracownicy Gryphona i Porty) wciąż czeka, a tymczasem – jak wynika z uzyskanych przez załogę informacji – nieuchwytny dla instytucji prezes zdążył sprzedać Porta P.H.U. Na razie z biznesu będzie musiał zrezygnować, bo pod koniec czerwca uprawomocniło się orzeczenie sądu z Wałbrzycha, na mocy którego nie może podejmować działalności gospodarczej przez 10 lat.

/asz/