Strona główna Magazyn Refleksje Piękniejszy świat Beaty: Lawendowy czas

Piękniejszy świat Beaty: Lawendowy czas

0

Z racji rozpoczęcia lawendowego sezonu lawendzie kilka zdań się należy… A nawet kilka odcinków tego magazynu. Zastrzegam jednakże na wstępie, że kolejne rozdziały będą stanowiły wypadkową pomiędzy tym, co podaje literatura drukowana (którą w dużej ilości posiadam) i internetowa oraz tym, co podpowiadają mi własne kilkuletnie doświadczenia w obchodzeniu się z materią. Doświadczenia te są w dużej mierze intuicyjne, niepoparte wiedzą zdobywaną w długotrwałym okresie szkolnej edukacji. Odebrałam wykształcenie politechniczne, nie zaś ogrodnicze. Proszę mi więc wybaczyć elementarne braki w fachowym słownictwie oraz znajomości tematu od strony ogrodniczych i botanicznych arkanów wiedzy. Rzecz traktować będzie o lawendzie, ale żeby Was nie zamęczyć, podzielimy pracę na etapy.

lawenda 1

 Lawenda wąskolistna (lavandula angustifolia) – roślina zielna z rodziny roślin jasnotowatych, występuje w ponad 40 gatunkach. Nazwa rośliny pochodzi od łacińskiego lavo, lavare – co oznacza myć się, kąpać. Nic dziwnego. Dzięki świeżemu i czystemu zapachowi była ulubionym dodatkiem do kąpieli, stosowanym przez Greków i Rzymian.

 Jej naturalne środowisko, to znaczy takie, w którym występuje w stanie dzikim, to basen Morza Śródziemnego – Włochy, Francja, Hiszpania, kraj północnej Afryki. Przez człowieka została przeniesiona i jest z powodzeniem uprawiana w wielu innych krajach, w których do niedawna nie była znana. Wiadomo mi o prężnie działających farmach lawendowych w Kalifornii i innych południowych stanach USA, Australii, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii. Również w Polsce sadzi się ją i zbiera obfity plon. Pod Krakowem i Poznaniem istnieją wielkopowierzchniowe gospodarstwa, w których uprawia się rośliny z przeznaczeniem na susz i produkcję olejków eterycznych. W wielu innych miejscach powstały również mniejsze plantacje, w tym moja.

 Garść praktycznych porad.

 Podłoże:

musi być lekkie, przepuszczalne, wskazane piaszczyste lub nawet kamieniste, zasadowe. Część ziemi, którą zagospodarowałam pod uprawę właśnie taka jest. Tam rośliny są dorodne, krzewy ładnie się rozrastają. Na żyźniejszym kawałku, gdzie ziemia jest ciężka, mniej przepuszczalna, rośliny są wyraźnie mniejsze, częściej przemarzają. Chyba nie czują się tam najlepiej.

Chcąc mieć poczucie dobrze spełnionego obowiązku przy zakładaniu plantacji, ja swoją ziemię nawiozłam nawozem. To duży błąd. W naturze lawenda rośnie na pustkowiach, ugorowatych płaszczyznach i czuje się tam dobrze. Nie należy więc być zbytnio nadgorliwym w tym zakresie. Do dobrego wzrostu roślin wystarczy nasza sympatia dla tej rośliny, zaangażowanie w pracę i pozytywne nastawienie. To ostatnie wzrasta w tempie geometrycznym na przełomie czerwca i lipca, gdy pole zmienia barwę z zielonej na fioletową.

Teren może być otwarty, lawenda nie boi się wiatru. Jest odporna również na mróz (w Prowansji również są zimy!). Oczywiście w przetrwaniu surowej zimy pomaga śnieżna pierzyna. A podczas 20-stopniowych mrozów wymarzają czasem nawet nasze rodzime gatunki. Nie ma się więc co stresować, jeśli kilka krzaków po zimie trzeba wyrzucić i dosadzić nowe.

Lawenda „chodzi na baterie słoneczne”. Ona wręcz słońce uwielbia. Nie sadźmy jej więc w cieniu drzew i budynków, a odwdzięczy się kulą kolorowych, niezwykle aromatycznych kwiatów.

 Uprawa w donicach:

u mnie się nie sprawdziła. Prawdziwe wydaje się twierdzenie, przeczytane tu i ówdzie w literaturze, że lawenda głęboko puszcza korzenie i we wszelkich zbiornikach, które mogą ją w zapędach do nurkowania w głąb ziemi ograniczyć, nie czuje się dobrze. Być może w pierwszym roku rośliny, gdy nie jest ona jeszcze dorodna, może nas zwieść chwilowe powodzenie. Nie liczmy jednak na to, że tak będzie wiecznie. Donice trudniej również ochronić przed zamarznięciem. Zwłaszcza, gdy jest ich więcej. Zamarznięta na kość roślina nie wyda kwiatów latem następnego roku. Nie ma się co czarować.

 Sadzonki czy nasiona?

Zdecydowanie polecam to pierwsze. Na kwiaty z posianych roślin poczekamy o rok dłużej. A niewygórowana cena sadzonek nie jest argumentem, który miałby nas narażać na tak długi czas oczekiwania. Sadzonki można kupić (ja to robię w mojej zaufanej i sprawdzonej firmie szkółkarskiej) lub wyhodować z dorosłej rośliny. W tej drugiej metodzie mam również swoje sukcesy, jednakże wymaga to dodatkowej pracy, którą chętnie bym wykonywała, gdybym utrzymywała się jedynie z hodowli. Ponieważ dzień jest wiecznie dla mnie zbyt krótki, idę w tej kwestii na łatwiznę.

Współpraca z jednym zaufanym dostawcą sadzonek daje również tę gwarancję, że zawsze otrzymamy rośliny tej odmiany, która najbardziej nas interesuje, mając na uwadze fakt, że różne odmiany mogą mieć różne przeznaczenie.

Beata Norbert

Po piękne drobiazgi zapraszamy do sklepu Beaty Norbert:  www.zapachydoszafy.na.allegro.pl