Strona główna Temat dnia Zarażony wirtualną bakterią

Zarażony wirtualną bakterią

1

Z ruchliwej ulicy do ciepłego pokoju nie przedostaje się ani jeden dźwięk. Stara, porządna kamienica z grubymi murami – tłumaczy Stanisław Kotełko i wraz z żoną Danutą zaprasza do maleńkiego stolika z filiżankami aromatycznej herbaty. Na półkach książki, przy nogach kot, na wprost masywne biurko. Na blacie prócz laptopa niewiele więcej przedmiotów. – Bo i nic więcej nie potrzeba – uśmiecha się nestor świdnickiej elity kulturalnej.

Stanisław Kotełko

– Kiedy pierwszy raz usiadł pan do klawiatury komputera?

– To było raczej przypadkowe. Miałem bardzo obszerne materiały do przepisania na maszynie i męczyłem się na takiej małej „walizkówce”. Mój wnuk Jakub, którego, niestety, nie ma już z nami, niezwykle uzdolniony informatyk, przyjechał, popatrzył i zapytał: „Dziadziu, a nie chciałbyś tego na komputerze pisać?”. Odpowiedziałem, że komputer to dla mnie czarna magia. Jakub tylko pokręcił głową i za dwa dni przywiózł laptopa. Postawił na stole, maszynę szurnął do kąta i mówi „pisz”. Pokazał mi podstawowe funkcje. Dwie godziny trwała „aklimatyzacja”, a potem poszło z górki. To była połowa lat 90-tych ubiegłego stulecia. Wkrótce wnuk pomógł mi kupić własny komputer, a wreszcie podłączyłem także Internet i zacząłem buszować w sieci.

– Wiele osób przy takim wyzwaniu poddaje się od razu, bez próbowania…

– Mój wnuk stwierdził, że jestem bardzo pojętnym uczniem.

A czy fakt, że wiele lat pisał pan na maszynie, był utrudnieniem czy ułatwieniem?

– Pomylić się na maszynie to katastrofa. Albo trzeba całość przepisywać od początku, albo bawić się w wymazywanie błędów. A tu człowiek tylko palcem stuknie i samo się poprawia! Poczułem prawdziwą ulgę, więc za maszyną nie tęsknię.

– Czego pan poszukuje w sieci?

– Informacji. Z najróżniejszych dziedzin, od polityki, przez kulturę po problemy społeczne, w mniejszym stopniu interesuje mnie gospodarka, bo na tej kompletnie się nie znam. Do Internetu podchodzę bardzo praktycznie.

Jest pan obecny na Facebooku, Twitterze, na wielu forach…

– Na forum Swidnica24.pl też jestem! Czuję potrzebę komentowania, włączania się do dyskusji. Portale społecznościowe dają mi także możliwość utrzymywania kontaktu ze znajomymi, rodziną, przyjaciółmi. Nowych znajomości raczej nie zawieram, choć często jestem zapraszany. Zdecydowanie wolę poznać kogoś w rzeczywistości. Chętnie słucham też radia TOK FM, bo inaczej w Świdnicy nie jest dostępne. Filmów ani muzyki nie ściągam, wolę tradycyjne nośniki.

– Dużo czasu spędza pan w Internecie?

– Czasem pół dnia, czasem godzinę. Wszystko zależy od potrzeb. Żona narzeka, że nie przerywam pracy przy laptopie nawet wtedy, gdy obiad stoi na stole. No, ale jak mam przerwać, jeśli akurat płacę rachunki w banku?

– W komórce także ma pan sieć?

– Nie. To niewygodne. Mam tablet. Stał się dla mnie terminarzem, notatnikiem, podręcznym źródłem łączności. Mam go zawsze przy sobie. Przyznam się, że już zupełnie nie robię notatek ręcznie. Komputer służy mi też realizacji mojej pasji, jaką jest fotografia. Na dyskach zewnętrznych mam kolekcję kilku tysięcy zdjęć. Kilkaset z nich to nasza kotka, niezwykle wdzięczny obiekt do uwieczniania.

– Co pana w tym wirtualnym świecie denerwuje?

– Przede wszystkim wulgarne, napastliwe komentarze. Brakuje mi bardzo prawdziwej dyskusji.

– Wielu seniorów zupełnie nie próbuje korzystać ani z komputerów, ani z Internetu, a jeśli już, to w minimalnym stopniu. Pan przeczy stereotypom.

– Dziś bez komputera i bez Internetu czułbym się jak bez obydwu rąk. Nie widzę powodu, żeby mieć ograniczenia. Myślę, że ludzie w starszym wieku sobie wmawiają, jak i ja sobie wmawiałem, że nie dadzą rady. Gdyby nie mój wnuk, być może do dzisiaj nie usiadłbym do komputera, ale on zaraził mnie tą bakterią informatyczną. I jestem mu za to wdzięczny.

Rozmawiała Agnieszka Szymkiewicz

***

Stanisław Kotełko

Urodzony 6 października 1929 roku w Jaworowie koło Lwowa. Do Świdnicy trafił jako 17-latek. Po studiach na Uniwersytecie Wrocławskim przez 11 lat uczył języka polskiego i łaciny w I Liceum Ogólnokształcącym. Przez kolejne 25 lat dyrektor Zespołu Szkół Medycznych. Współtwórca Towarzystwa Regionalnego Ziemi Świdnickiej i jego wieloletni prezes. Wieloletni wiceprezes Zarządu Wojewódzkiego PTTK w Wałbrzychu. Miłośnik gór, dobrej literatury i dziejów Świdnicy. Autor wielu publikacji. W 2010 roku obdarzony tytułem Honorowego Obywatela Świdnicy.

 /Rozmowa pochodzi z „Magazynu Swidnica24.pl/

 

 

Poprzedni artykułWirtualny spacer po nadleśnictwie
Następny artykułŚwidniczanie widoczni na bokserskiej mapie Polski