Strona główna Temat dnia Sprawa śmierci przy radiowozie umorzona

Sprawa śmierci przy radiowozie umorzona

14

Policjanci i strażnicy miejscy nie przekroczyli swoich uprawnień, a ratownicy właściwie przeprowadzili akcję reanimacyjną. Takie wnioski po trwającym ponad 2 lata śledztwie wyciągnął prokurator okręgowy w Świdnicy i umorzył dochodzenie w sprawie śmierci 28-latka. Mężczyzna zmarł podczas policyjnej interwencji.

wroclawska zgon

Zdjęcie archiwalne

Jacek W. 24 października 2011 roku był przewożony policyjnym radiowozem po interwencji na osiedlu Zarzecze.  Dwudziestoośmiolatek został zatrzymany  w godzinach wieczornych przez funkcjonariuszy świdnickiej policji, na skutek interwencji zgłoszonej przez pracownika ochrony sklepu „Biedronka” na Zarzeczu. Mężczyzna  nie miał górnej części garderoby, awanturował się przed sklepem z dwoma innymi mężczyznami, co wzbudziło niepokój klientów sklepu. Pierwsi podjęli interwencję funkcjonariusze Straży Miejskiej, a po nich przybył patrol policji. Mężczyzna został zatrzymany i umieszczony w policyjnym radiowozie. W trakcie przejazdu do Komendy Powiatowej Policji w Świdnicy ulicą Wrocławską, policjanci stwierdzili, że mężczyzna ucichł. Po zatrzymaniu radiowozu stwierdzili, że nie daje on oznak życia. Policjanci rozpoczęli akcję reanimacyjną, którą następnie kontynuował zespół pogotowia ratunkowego. Mimo trwającej 60 minut akcji reanimacyjnej nie zdołano przywrócić u pokrzywdzonego czynności życiowych. Lekarz pogotowia stwierdził zgon mężczyzny o godzinie 19.05.

Rodzina Jacka W. zarzucała funkcjonariuszom agresywne zachowanie i brak właściwej pomocy po zasłabnięciu. M.in. wskazywała na użycie gazu pieprzowego i pobicie. – Ani strażnicy, ani policjanci nie przekroczyli swoich uprawnień – o wynikach śledztwa informuje Ewa Ścierzyńska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Świdnicy. – Biegli z zakresu medycyny na podstawie obrażeń stwierdzili, że gaz pieprzowy został użyty fachowo, nie powodując obrażeń, nie wywołał także reakcji uczuleniowej. Na ciele stwierdzono ślady po użyciu chwytów obezwładniających i kajdanek, ale nie ma mowy o pobiciu.

Do oceny postępowania podczas akcji reanimacyjnej został powołany zespół biegłych z zakresu medycyny sądowej z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Jak informuje rzeczniczka, nie dopatrzono się żadnych uchybień podczas udzielania pierwszej pomocy przez policjantów ani zaniedbań ze strony zespołu Pogotowia Ratunkowego. Jednoznacznej przyczyny zgonu nie udało się ustalić. – Najprawdopodobniej był to splot schorzeń, alkoholu, amfetaminy i stresu – mówi Ewa Ścierzyńska.

Na podstawie przeprowadzonych oględzin zewnętrznych i otwarcia zwłok oraz po zapoznaniu się z wynikami badań histopatologicznych i toksykologicznych, biegła stwierdziła, że przyczyną śmierci mężczyzny była niewydolność krążeniowa  z obrzękiem mózgu i płuc i niewydolność oddechowa. Zdaniem biegłej najprawdopodobniej doprowadziły do tego czynniki takie jak znaczne pobudzenie i wysiłek fizyczny, znaczna zawartość alkoholu (we krwi 2,4 promila, w moczu 2,8 promila) przy stwierdzonej zmianie chorobowej serca (przerost mięśnia lewej komory serca). W moczu stwierdzono obecność amfetaminy. Nie stwierdzono na ciele zmarłego takich zmian urazowych, które mogłyby przyczynić się do jego śmierci (np. powstałych na skutek pobicia).

Postanowienie o umorzeniu śledztwa nie jest prawomocne. Może się od niego odwołać najbliższa rodzina.

asz