Strona główna Wydarzenia Świdnica Zostań mistrzem ortografii

Zostań mistrzem ortografii

0

Gżegżółka, piegża, zasuwka, skuwka. Niechże sczeznę, można by krzyknąć nad zapisem niejednego polskiego słowa! Każdy, kto chce zmierzyć się z najeżoną pułapkami polszczyzną, będzie miał okazję już 21 września. Liga Kobiet Polskich po raz ósmy zaprasza do udziału w świdnickim dyktandzie. W tym roku w szranki staną także urzędnicy, którzy powalczą o puchar starosty. Na pozostałych uczestników czekają cenne rzeczowe nagrody!

VIII Dyktando Świdnickie rozpocznie się 21 września o godz. 11.00 w Sudeckim Centrum Organizacji Pozarządowych przy ul. Franciszkańskiej 7 w Świdnicy. Udział w dyktandzie może wziąć każdy mieszkaniec Świdnicy i powiatu świdnickiego oraz, w miarę wolnych miejsc, osoby spoza powiatu, za wyjątkiem osób z wykształceniem polonistycznym oraz  zdobywców I miejsca w poprzednich edycjach. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest zgłoszenie udziału (imię, nazwisko i adres) w formie pisemnej, telefonicznie lub elektronicznie na adres 58-100 Świdnica ul. Wrocławska 16, tel.  664 18 63 13, e-mail: lkpswidnica@wp.pl w terminie do 17 września 2013 r.

Po raz drugi Elżbieta Dudziak, przewodnicząca świdnickiego koła Ligi Kobiet  zaprasza do pisania dyktanda urzędników zatrudnionych  w jednostkach samorządu terytorialnego  Świdnicy, powiatu świdnickiego i gminy Świdnica. Wezmą oni udział w dodatkowej klasyfikacji punktowej, której zadaniem będzie wyłonienie urzędników „Mistrzów Ortografii” oraz przyznanie urzędowi tytułu „Urząd – Mistrz Ortografii”.

I jeszcze jedna ważna informacja dla uczestników: organizatorzy gwarantują pełną dyskrecję w sprawie wyników ortograficznych zmagań.

Na deser przypomnienie, z jakim tekstem zmagali się zawodnicy, piszący dyktando przed rokiem:

“Grzybów było w bród”! Tymi słowy przez wieszcza Adama zachęceni ruszyliśmy chyżo skoro świt, jeszcze w półmroku, niczym gończe charty, w las. Jako dość cherlawi debiutanci w branży, odziani w nieprzemakalne poncha i zaopatrzeni w minikompendia wiedzy mikologicznej, dodawaliśmy sobie otuchy okrzykami: darzbór!

     Dzięki poręcznemu wademekum[vademecum], które chwacko dzierżyłem w dłoni, rozpoznałem ukrytą we mchu na osuwisku żagiew łuskowatą, a obok niej – purchawkę chropowatą. Niestety, oba trofea nie nadawały się do konsumpcji nawet po uprzednim uwarzeniu w mosiężnym garze. Nie odważyłem się też ściąć dzieżki pomarańczowej, mimo że Włosi pożerają ją na surowo, zanurzywszy uprzednio w likierze. Na pociechę wypiłem haust herbatki z hibiskusa i podążyłem dalej w puszczę, ale nie znalazłem nawet jednego podgrzybka zajączka. Ani chybi pożądane przeze mnie jasnobrązowe kapelusze i  wysmukłe trzonki tachali już w swoich sakwach moi kompani.

     Hola! A gdzież oni są? Przed niespełna półgodziną słyszałem tuż-tuż ich chichotanie, a teraz na moje żałosne pohukiwania odpowiadają tylko żołny i piegże! Półżywemu ze strachu i na pół przytomnemu już się zdawało, ze słyszę ich radosne rżenie… “A to echo grało”!

opr.asz